20:24

Zamek w Łańcucie.

W zeszłą niedzielę pojechalim rodzinnie pohasać wkoło owego nobliwego siedemnastowiecznego budyneczku. Jest zacny park, alejki, zieleń oraz okoliczności przyrody, no i różne tam takie. Miejscówa do porzygu eksploatowana na potrzeby sesji ślubnych plenerowych, ale i trudno się dziwić, bo malownicza jest w rzeczy samej... 







Rybki bioro.



Oczko wodne i nenufary i wysepka i różne takie.


Jesień.




Eee... Matka Boska Drapieżna..?? Miały być chyba promyczki, a wyszło ździebkę straszno.



Wybaczcie mą słabość do focenia trucheł... ale ta urocza rozciapkana ptaszyna musiała dać dyla z Oranżerii, nie mogłam przejść obojętnie i nie utrwalić.


Foty zmachane kanapkom, czyli mojem telefonem. Na skutek kompresji wsiorbało jakość... :/

2 komentarze:

  1. Coraz bliższe mi okolice :)
    gratuluję zdobyczy szmatkowych-złotówkowych prezentowanych w innych postach :) Trochę z zazdrością na nie patrzę, jako że obecne godziny pracy uniemożliwiają mi łowy kompletnie, niestety.
    A skoro już zwiedzasz Łańcuckie okolice - byłaś kiedyś w Julinie?
    Ki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no właśnie muszę się obkupić teraz ile wlezie, bo kwestia podjęcia pracy poniekąd już mi dyszy w kark ;)
      Julin... hmm, no coś mi to mówi, może byłam tam jako małolata. A co, dobry cel niedzielnych familjnych wojaży Ki poleca? :)))

      Usuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger