W zeszłą niedzielę pojechalim rodzinnie pohasać wkoło owego nobliwego siedemnastowiecznego budyneczku. Jest zacny park, alejki, zieleń oraz okoliczności przyrody, no i różne tam takie. Miejscówa do porzygu eksploatowana na potrzeby sesji ślubnych plenerowych, ale i trudno się dziwić, bo malownicza jest w rzeczy samej...
Rybki bioro.
Oczko wodne i nenufary i wysepka i różne takie.
Jesień.
Eee... Matka Boska Drapieżna..?? Miały być chyba promyczki, a wyszło ździebkę straszno.
Wybaczcie mą słabość do focenia trucheł... ale ta urocza rozciapkana ptaszyna musiała dać dyla z Oranżerii, nie mogłam przejść obojętnie i nie utrwalić.
Foty zmachane kanapkom, czyli mojem telefonem. Na skutek kompresji wsiorbało jakość... :/















Coraz bliższe mi okolice :)
OdpowiedzUsuńgratuluję zdobyczy szmatkowych-złotówkowych prezentowanych w innych postach :) Trochę z zazdrością na nie patrzę, jako że obecne godziny pracy uniemożliwiają mi łowy kompletnie, niestety.
A skoro już zwiedzasz Łańcuckie okolice - byłaś kiedyś w Julinie?
Ki
Haha, no właśnie muszę się obkupić teraz ile wlezie, bo kwestia podjęcia pracy poniekąd już mi dyszy w kark ;)
UsuńJulin... hmm, no coś mi to mówi, może byłam tam jako małolata. A co, dobry cel niedzielnych familjnych wojaży Ki poleca? :)))