20:47

Kreff z niego sika, siku - siku - sik!

Kreff z niego sika, siku - siku - sik!
Dzieńdobry się z Państwem :))

Dzisiaj jazda po mieście szła mi ździebełko po ciulu... Sprzęgło jakoś gorzej kontaktowało z platfusem lewym, zaś gira lewa z cabanem zasobnym w tę szarą galaretę zwaną mózgiem. Galareta kontaktowała sama ze sobą najgorzej, cóż, bywa, taki dzień, taki czas.

Utwierdzam się w przekonaniu, że moją główną 'quilty pleasure' są ostatnio napady na lumpy. Parę dni temu miałam jednak okazję przeżyć mrożący krew w żyłach epizod "Toyad vs stare wyjadaczki" w dniu rozprzedaży za 1 zł... Chrystusie niebieski...MATKO BOSKO KOCHANOOO... Determinacja dopisała mi jedynie do przeczesania 1/4 zasobów, albowiem mrowie wściekłych mazep (w tym także takich rodzaju męskiego!) notorycznie lekce sobie ważyło świętość, integralność i nietykalność minimalnej bańki powietrza i prywatnej przestrzeni wokół Toyada... :/ Sorry, ja niby rozumiem, że promocja, okazja, więc busz i dzicz i prawa dżungli, ale przestawiania, popychania, szturchania, sapania w kark, wydzierania mi rzeczy z ręki - nie jestem w stanie zdzierżyć dłużej niż... 30 sekund razem do kupy? Ucapiłam na chybił trafił cztery szmacisze, w domu dopiero po wnikliwszych oględzinach potwierdziłam, że zacne; dwie denimowe spódnice, granatowe wdzianko, i kremową koszulinę. Za ćtyry zyle, jest okejka. Jutro, za cyną od Czytelniczki, przypuszczam szturm na lump w starym Domarze, ale dopiero w południe, może jakieś ochłapy się ostaną... ;)

***

Tera paczta, jak mi latem piegów nafajdało:


CUDNE SĄ!!! ...choć wiem, że niektórzy nie lubią :P


A na dziobie Velvet Matte z Golden Rose, odcień 16, taka neutralna rdza. Na gałach eyeliner Essence w pisaku, zajebisty nowy nabytek.

Aa. Jeszcze cosik... w Biedrze moja nierychliwość została nagrodzona - trefny Teezer przeceniono na 10 zetów no i ustrzeliłam. Lepszy niż ten z Allegro! Miziasty i właśnie nie drapie w skalp. 



18:34

U trippin??

U trippin??
W paroksyzmie niezgody na zadowalanie się w życiu lipą szarpłam się na nietaniego kejsa na halo... przybył wczoraj. Zadowolonam, choć z tych headcase'ów bardziej podobała mi się ukwiecona czaszunia pandy, jednakowoż ktoś mię uprzedził z kupnem. Więc jest tripowy aztecki kot, zamiast silikona monochroma za złotych trzy.
Mam ostatnio fazę na sanglasy, ciągle się na jakieś ślinię... w House załapałam się na takie panterkowo psycholskie, 100% toyadzie, uwielbiam max. Za dychę kupiłam też japonky, superwygodne, lekkie, na miziastej welurowej w dotyku piance, którą zdążyłam nieco rozdeptać swoimi kulasami już po pierwszym spacerze, ehh, te nietrwałe współczesne przedmioty wątpliwego zbytku... :P
Wczoraj zachciało mi się dzikich pląsów z córką z powodu że... w sumie żodyn... i skręciłam prawą girę w kostce zaplątawszy się głupio w dywan. Co za ciumra na stare lata, wstyd! Ale nic mię nie powstrzymało przed jazdą po mieście dzisiaj, nic, nawet sinofioletowa kostka jak bania :D Eee, w sumie gorzej to wyglądało niż bolało czy utrudniało ruch.
Mhm.
Pracuję nad swoim nowym CV, nie chcę sztampowego,  zbieram inspiracje, mam już w głowie wstępny zarys :)


17:41

Tadek! Węgiel przywieźlim! Czarny, ze młyna!

Tadek! Węgiel przywieźlim! Czarny, ze młyna!
Jak zapewne niektórzy się orientują, jestem teraz z gębą po kweście u rodziców w sercu Podkarpacia, albowiem dzieć ma tu sielskie wakacje, a ja w międzyczasie odbywam intensywny kurs na prawo jazdy. 

Kiedy wszyscy znajomi owczym pędem walili na "prawko", mnie jakoś specjalnie nie ciągnęło... mimo gorliwej zachęty ze strony najbliższego otoczenia. Trzy lata temu zgadałam się z koleżanką z Krakowa, że okej, robim. No i akurat wyszło, że Bejbi w drodze, więc odpuściłam. No i teraz wreszcie jeżdżę, i muszę przyznać, że... prowadzenie samochodu to jest przyjemność! :D W życiu bym siebie o to nie podejrzewała, ale autentycznie, coraz bardziej mi się to podoba i coraz lepiej mi się jeździ, nawet instruktor powściągliwie pochwalił, żem jedna z bardziej kumatych...;P 

Takżetego. No. Nic na siłę, ale z drugiej strony - prawdą jest, że "po drugiej stronie strachu" czekają na nas naprawdę zajebiaszcze rzeczy, i to częściej, niż myślimy :)

...aczkolwiek do niektórych sportów ekstremalnych, powietrznych w szczególności, żadna żadność mnie nie przekona. Tyłek mi cierpnie na samą myśl. Blaszane parówy wolę podziwiać mając pewny ląd pod stopami. 

Wczoraj polazłam na wagary... zamiast części wykładów ze znaków drogowych, które mogę sobie przeca przyswoić we własnym zakresie. 

Opłacało się, albowiem odkryłam kolejny bossski lumpeks w centrum Żeszufka, z którego wyniosłam idealne rurki woskowane w kolorze ciemnego wina oraz drugie, z metkami, w czarno-burgundowe pasy. Dałam za obydwie pary... yyy... 16,50? Potem wdepnęłam jeszcze do sklepu "Safi" na Jagiellońskiej, gały mi wywaliło jako te pięciozłotówy na mnogość toreb i torebek, portfeli i innych szpejów proweniencji brytyjskiej, z dominacją River Island, ale i sporo tanizny pokroju Atmosphere/Primark. Ceny - drożej niż peryferyjny lump, o wiele taniej niż chińszczyzna z galeryjnych sieciówek, a porównywalnie do pchlego targu :) A torbiszony niektóre cudne... Nie byłam w stanie sobie odmówić pojemnego shoppera River Island w kolorze piaskowego beżu, polowałam na coś jasnego i uniwersalnego, do ręki i z dłuższym paskiem, i normalnie siem zakoffałam; a czarny szoperek został w Wawie. Dałam wprawdzie 7 dych, ale jak na nówkę szoperkę tej firmy, to chyba nie ma co zdziwiać i sapać, nie? Najtańsza torba kosztowała... 6 zł, też RI, całkiem niezła ale już wyraźnie używana :) 

Zajrzę tam pewnie jeszcze nie raz, ale póki co bastuję z zakupami, bom zadowolona z inwentarza. Fotę wrzucę jak zrobię ;)

Tymczasem omasta oczna, czyli spieszmy się cykać samojeby, tak szybko się starzejemy. 

Wianecek i trochę komiksowej kryski baj PicsArt:


A tu dziecię mi nawtykało kwiatków za kostium:


Winiacz domowy jabłczany:


Toyad na dziecięcej huśtawce sprawdza udźwig gałęzi:


:>


13:55

Jaranko wożonkiem... i puszystym włosiem...

Jaranko wożonkiem... i puszystym włosiem...
Przed paroma dniami wylądowałam na Miłocińskiej podczas najgorszej słonecznej patelenki,  albowiem tam żem oficjalnie szkolona na kierownicę pojazdu przyszłom. Po "jeździe" czekałam na pętli na autobus, a że się jakoś nie kwapił, to zawiało mnie do klimatyzowanej Biedry po <pićku>. A tak podprogowo, to sprawdzić,  czy na owym zadupiu autochtony płci żeńskiej nie wyczyściły szamponów Batiste oraz skrzypu z tangl tizera podróbom w cenie przystępnej.  Bo u mnie na dzielni babony rozszarpały caluśki promocyjny asortyment jeszcze przed południem dnia pierwszego. .. A ja bardzo lubię suche odświeżacze fryzury jak i korzystne ich ceny. W Biedrze na B4 proszszsz, póła wypchana batistami i szczotami. Wzięłam dwa fukacze, a szczotę musa pierwej dyskretnie pomacać, bo trefne tizery lubią być twardymi drapakami, podczas gdy oryginały są z miziastego plastiku.




Sama praktyczna nauka jazdy ocieka mega adrenaliną, ale i dziką frajdą z robionych postępów. Instruktor ciulnął Toyadem wprost na głęboką wodę - pół godzinki pojeżdżone po placyku i hajdu na miasto, w godzinach szczytu, normalnie ja kilo kloca w gaciach... ale dałam radę! :) Kruca fuks, fajnie tak szturmować obszary spoza strefy własnego komfortu i ekspandować ją... ^^ Juhu! 


21:33

Lowe krowe, pisał byk.

Lowe krowe, pisał byk.
Bawię się od dwóch dni telefonem, a raczej aplikacją do zdjęć o nazwie Retrica. Wyczytałam gdzieś, że to taki androidowy masthew dla amatorów samojebów, a że ze mnie twarda selfie queen, to się skusiłam... :P Do tej pory używałam Little Photo, Picsart, Pixlr-o-matic. Ale jak papróbowałam Retrica...WOW. Pozwólta, że zapodam przykłady:



To jest robione frontalną kamerką 3mpx! Nieźle, co? No i kompletnie nieumalowanam na tych fociach.

Tu też:


Tu sirota zaspana poranna drastycznie saute z mokremi włosy:


A tu już mejkapik lajtowy, przybasenowy:




Logo mię mierzi i zazwyczaj przycinam, ale tu akurat zostawiłam...

Nie wiem jak to działa, ale... no po prostu, mówiąc lapidarnie, RYŁO wychodzi korzystnie. Magia jakaś. A może kwestia rozmycia newralgicznych obszarów i wyostrzenia np. oczu... :) Enyłej, efekciarsko jest w opór i sprzyja produkowaniu hurtowych ilości samojebek. Mraux. 

No i wogle filterki kolorystyczne są milusie, polecam. Za darmo wersja podstawowa. Mnie wystarczy póki co.

P.S. Fszyskie foćki zmachane smartfonidłem Samsung Galaxy S3 i9305, frontalną kamerką 3mpx(!). 

***
Edit: Geniusz Toyad po miesiącu zabawy rozkminił, że to wkurzające logo da się wyłączyć... Lewy klawisz, watermark OFF ;)

12:01

What's in my bag? Hooyozol spray.

What's in my bag? Hooyozol spray.
"Uwielbiam" ludzi, którzy deklarują bycie wieeelkim pedantem oraz miłośnikiem czystości i porządku, i owszem, z wierzchu oraz pośrodku - pięknie wymiecione, obrusik, serweteczka, tralala, niby że cacy i zajebiście jest. I oczywiście wielka werbalna nienawiść do "bałaganiarzy"... Ale co kukniesz u owych nadętych pseudopedancików po zacienionych kątach, tam straszy wielomiesięczny syf oraz gnój, który lada moment dostanie nóżek i sam się wyprowadzi do śmietnika. Lol. 

Najgorsze, że ów fenomen się często przekłada na postawę ogólnożyciową i obyczaje. Dulszczyzna. Panna młoda w śnieżnobiałej sukni i perłach na szyi, a pod kiecą ofajdane majciory... 

Już wolę być uczciwym bałaganiarzem... Choć obecnie nauczyłam się cenić ład i dbam o niego, może bez fobii o białą rękawiczkę z pojedynczym paprochem, ale jest okej. Przyjemniej i zdrowiej się żyje w estetycznie ogarniętej przestrzeni, as simple as that. To bardziej kwestia świadomości chyba.

Moim ulubionym, wręcz terapeutycznym, aspektem pilnowania domowego feng shui jest... wychrzanianie (utylizacja) na bieżąco rzeczy, które są mi zbędne. Zaleganie duperszwanców, przydasiów, durnostojek i innych łapaczy kurzu, trzymanie latami góry przyciasnych fatałaszków w próżnej nadziei, że zad trzydziesto-niespełna-letni jeszcze szczęśliwie powróci do licealnego rozmiaru xs... - szalenie to frustrujące i spowalnia zdrowy życiowy metabolizm. Niektórych jara wernisaż z pierdyliona szamponideł i żeli pod prysznic wokół wanny, cóż, współczuję horyzontów... łazienkowych ofkoz... Do tego samego wora wrzucam kolekcjonowanie "duszków statystów" na F'zbuczku. Serio, nie potrzebuję mieć w znajomych jakiejś Ziuty, z której koleżanką kuzynki chodziłam do równoległej klasy we wczesnej podstawówce. 

Tu chodzi o cykliczne robienie miejsca na nowe i lepsze. Nie postuluję wywalania wszystkiego jak leci! Jeżeli coś jest Piękne/Pożyteczne/Pamiątkowe, to rzecz jasna, zostawiamy. :) 

Ale kluczem jest dokonywanie regularnej, uczciwej selekcji. We wszystkim. 

***

Haha, odkopałam przy okazji swoje milusie "pamiętniczki" z wczesnej nastoletniości... ach, ten weltszmerc i bunt pryszczaty, kulawe mroczne wierszydła, no i wogle cóż za klimat, a ile beki - bezcenne! :P

***

Jakieś foćki, coby okrasić suche pościwo.

Straszydle... StraszydLove - straszydlańskie sielskie okolice miałam okazję ostatnio chłonąć w zachwycie, a wracając, upamiętniłam sobie przepiękne niebo i klimatyczny kościółek:



No i moja fizys aktualna, jakże promienna, nieprawdaż:


09:01

Starzenie z godnością? Starzenie Z JAJAMI.

Starzenie z godnością? Starzenie Z JAJAMI.
Rozkminiam ostatnio ciekawe zjawisko. Podsrywanie kobitom 30+, 40+, 50+ tudzież 60+, które ośmielają się być młode i piękne ciałem, duchem i ubiorem... Doprawdy, czasami można odnieść wrażenie, że szeroko rozumiany apetyt na życie nie przystoi, odkąd dźwigasz na karku czwarty krzyżyk, lol. A kto tym zadowolonym z siebie paniom podsrywa? Nieee, bynajmniej nie starsze ani nawet nie równolatki, tylko... nastki i dwudziestki. Siriusli, łotdefak???

Znam zaiste krzepiącą dozę 30-stek i 40-stek, które wizualnie miażdżą niejedną osiemnastkę. I to niekoniecznie jakimś nadludzkim wysiłkiem wspomaganym medycyną estetyczną (do której nic nie mam, żeby nie było jakichś wątów)... Wysportowane, zgrabne, fajnie przyodziane, niezależne, "otrzaskane w świecie", "z niejednego pieca chleb jadły" (proszę nie nadinterpretować w sposób sprośny), świadome tego kim są, własnej wartości i siły rażenia (imho, nothing sexier). Zaawansowane w procesie indywiduacji, nie mają już tego uroczego "siana w przyłbicy", ale są samicami alfa, tudzież na dobrej drodze... :)) 

Wiadomka, że nie wszystkie, ale SPORO. Wystarczająco sporo, żeby bruździć w upychaniu wszystkich do jednego smętnego burego wora stereotypów. Angelina Jolie to taki sztandarowy przykład wybitnej "starczej" urody połączonej z charyzmą, Jennifer Lopez wciąż jest urodowym bożyszczem, ba, rzekłabym że teraz wygląda lepiej niż kiedykolwiek. 

Serio, o co kaman z tym rzekomym starzeniem się z godnością?? Godność to niby przygaszenie, skapcanienie, pogodzenie z "losem", rozumianym jako presja społeczeństwa spod szyldu dulszczyzny? Antyseksowna konfekcja z mdłymi garsonkami na czele? Zaondulowany oberżynowy kalafior z osiedlowego "salonu" u pani Basi? Postument z cierpliwego cierpiętnictwa i wiecznego poświęcalstwa? Rezygnacja z osobistego spełnienia? Życie dla innych? Zaniedbywanie siebie? Zapuszczanie korzeni w kółku różańcowym? Serio...???

Najbardziej nie czaję, dlaczego to, za przeproszeniem, właśnie siksy lubią dostawać gula na widok trzydziestek w martensach czy długich włosów u kobiet w wieku ich matek? Kuźwa, skąd ten ból dupska u kogoś, kto powinien cieszyć się beztroską i maksymalnie czerpać z uroków młodości?

Nie mam pojęcia. Wiem za to ponad wszelką wątpliwość, że ludzie, którzy autentycznie lubią siebie, nie DYBIĄ, do czego by się tu przypierdzielić u bliźniego swego, żeby mu choć na chwilę zmącić ten drażniący uśmiech w oczach...

Podsumowując. Chceta się pogrzebać po 29.wiośnie życia w ohydnych barchanach i kołtuńskiej pozie świeckiej zakonnicy - goł ehed, ale błagam, nie wymagajcie tego samego od innych.

Kilka wyszperanych w internetach foci babć, które imponują mi prezencją daleko bardziej od rodzimego paradygmatu "właściwego" starszym paniom...









:)




Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger