18:50

DIY shorts. Zrób se ciapate portasy skąpe.

DIY shorts. Zrób se ciapate portasy skąpe.
Miałam takie staaare, paskudnie sprane granatowe denimy, obleśnie wypchane na kolanach, więc uwaliłam je na krótko, obszyłam coby się nie strzępiły (mam już dużo strzępiatych, styknie), zmięłam pośrodku, związałam recepturką jak byle, wrzuciłam do michy pół na pół wypełnionej wodą i najtańszym acze, ciepłam toto na balkon, i zapomniałam o sprawie na dwa dni.

Jak se przypomniałam, wtargałam do chaty, wylałam brązowy bełt, zdarłam recepturkę, wypłukałam portki obficie, wrzuciłam do pralki, wysuszyłam, no i mam. O:


Całkiem spoko, nie? :)

To samo zrobiłam z innymi ciemnymi dżinami, wyszły nieźle, ale jedna z ciemniejszych łatek uplasowała się na tylniej stronie uda, co wygląda, ekhm, jakbym popuściła siura... :/ Więc noszę je z dłuższymi tunikami. Mam jeszcze dwie pary dżinsów do potraktowania wybielaczem - na jednych jest plama wyżarta przez pastę do zębów, na drugich wyświecone kolana (jakbym co najmniej na goszkie rzale dylała codziennie). 

Na ciula pochopnie zasilać kontener Caritasu i wyrzucać hajs na nowe portki w modny deseń acid wash, jak można sobie łatwo i umiarkowanie przyjemnie dijajłajnąć? :D

16:35

Przepis na anginę.

Przepis na anginę.
Tak.

Albowiem nabawiłam się ropnej anginy. W MOIM WIEKU. Nie pamiętam, żebym KIEDYKOLWIEK miała COKOLWIEK nie halo z gardzielą, no chyba, że w dzieciństwie przed barierą wokalizacji i jakbym zażyła garść kwasów to by mi z podświadomości wypłynęło, któż to wie.

A oto przepis!

Piękna wiosenna pogoda, wielkanocny poniedziałek, rekreacja na rozgrzanych piaskach nadwiślańskiej Piaskarni, wystawianie bladego zewłoku na szkodliwe, ale jakże endorfinogenne UVały, tralala.


Muszelki, ach.


Ciepełko i optymistyczne promyczki zza chmurek!


Paroksyzmy lenistwa, no i... lajtowe piweczko, Somersby porzeczkowe (bleh, nie kupujta, jabcokowe stokroć lepsze)...


...

I tu jest właśnie kló przepisu. Lać chłodny płyn wprost w spragnioną gardziel, ale na szybkości! :/ Zapunktujeta dodatkowo, jeśli po rodzinie wałęsa się jakiś grypopodobny bakcyl, i wasz system immunologiczny jest zajęty jego ogarnianiem...

===> 3 dni później, migdały w paszczy wielkości przepiórczych jaj, koloru ciemne bordo, pokryte gęstym białawym syfem, przy przełykaniu śliny uczucie przełykania garści gwoździ, węzły chłonne jak orzechy włoskie, członki jak z waty, gorączka 39.

No i skończyło się, niestety, antybiotykiem... :/ Nie jestem łasa na antybiotyki, ale powikłania po nieleczonej anginie bakteryjnej trochę mnie jednak przerażają, więc... Ehh. Trzeba będzie ogarnąć se odporność z potrojonym entuzjazmem, jak już wyżrę swoją tygodniową "dolę" Unidoxu.

Takżetego... :/

18:00

Oczy na czole, wary na brodzie, a pomiędzy niemi klamka od zakrystii. Znaczy, nos.

Koleżanka polubiła na fejsie jakiś fanpejdż zrzeszający koneserów urody kobiecej spod szyldu "ciekawie brzydka", co ponoć w zamyśle twórców strony oznacza intrygującą urodę odbiegającą lub wręcz zaprzeczającą holiłódzkim kanonom. No i okej. Kumam czaczę, kumam zamysł i w ogóle sama też lubię piękno naznaczone jakąś "skazą", która rozstrzyga o jego charyzmie... "Ładność" kojarzy mi się trochę z "nie-ma-się-do-czego-dopierdolić-ale-w-całości-ździebko-nuda" :) Mimo to lubię ładne kobiety. W sensie, patrzeć na! :) Jeżeli chodzi o facetów, preferuję urodę wytrawną, szorstką i trochę drapieżną, żadne tam misiepysie, ulizane ciaptaki, wymuskane pizdryki i inne "szłodziaky" (a fe!). Ale wersja full troglodyta jest równie odpychająca co śliczniś pachniuch, żeby nie było... Tak, wiem, strasznie zdziwiam, ale cóż.

Zapewniam, istnieją realnie tacy w moim typie. Dziecka se w łopuchach nie znalazłam, do cholery... ;P

Ale! Jak zwykle popłynęłam w dygresję, ehh. Idę przewietrzyć łeb, pogoda piękna.

(...)

No dobra. Do czego to ja zmierzałam? Aha. Już wiem. Był sobie tedy ów fanpejdż, z Tildą Swinton, tudzież Charlotte Gainsbourg, tudzież Amy Winehouse. Te klimaty. Rzuciłam okiem, a tu pod każdym niemal zdjęciem jadowity a prostacki pojazd po delikwentce, autorstwa jednej i tej samej persony... Ta ma końskie ryło, tamta ma cośtam, a najbardziej od czapy i  z leksza nie na temat, był elaboracik, czegóż owa młoda gniewna persona nienawidzi w cudzym wyglądzie i stylu ubierania się, i - uwaga - za co by zglanowała i zabiła... Yyyyy. Łał. Łaaał! Podjarałam się, bo trafiłam na autentycznego trolla, który w dodatku bezwstydnie udostępniał na fejzbuniu swoje imię i nazwisko, oraz lico w wielości odsłon! Ha!

Nom, to i obczaiłam. Kim jest owa ultradarwinistka estetyczna.

Heh... Co mi się rzuciło w oczy? Wiek raczej przedmaturalny, zaś mentalnie na pewno przedlicealny... Jakże świeży, alternatywny i unikalny styl EMO, czarniawy grzywkozaczes na pół twarzy, nos jak u zawodowego boksera, obrzmiałe i nisko zawieszone wary zdobne w kolczyk, ołowiane, nienawistne spojrzenie niewielkich ślipek obrysowanych na, a to ci dopiero, CZARNO. Typ urody, rzekłabym, semicki - więc nie czaję obśmiania Amy W. od koniowatych, taki troszku strzał w stopę... Zdjęć z pięć, każde z rąsi, bawiąc się w "znajdź 3 różnice" wytypowałabym chyba barwne pasemko pośród czarnego zaczesu, odsłonięte wykolczykowane z góry na dół ucho, no i w sumie... zawiodła mię spostrzegawczość.

Natomiast nie zawiodła intuicja. Już dawno doszłam do wniosku, że wściekłe hejty pochodzą od nieszczęśliwych, sfrustrowanych, zblazowanych swoim nudnym życiem frajerzyn, często małoletnich (jest szansa że dojrzeją!), albo po prostu starszych a zafiksowanych w rozwoju na poziomie gimbazy (to już bardzo smętne).  

***
Kupiłam wczoraj róż Bourjois w odcieniu 34 Rose D'or, PRZEPIĘKNY ORAZ ABSOLUTNIE BOSKI. Pachnie anielsko. Oczywiście w Rossmannie, za złotych 25. Dziś wdepłam jeszcze zmacać jakieś delikatniejsze odcienie, np. Rose Pompon, ale nie dopchałam się przez stado babonów. :)

19:43

Out of ass episode vol XX.

Po całym ciężkim dniu poprzedzonym trzema równie ciężkimi dniami i nocami (dziecko chorzeje), wracam ujajona z wózkiem objuczonym sprawunkami, zajeżdżam pod klatkę, a tam widzę przez szybkę paniusia sąsiadka stoi, no więc czekam. Czekam. I czekam. W końcu poirytowana już z lekka wsadzam sobie energicznie w tyłek zasadę kurtuazji którą ZAWSZE respektowałam, a która dotyczy pierwszeństwa osób wychodzących, otwieram sobie drzwi kodem i wjeżdżam wózkiem do budynku, mijając obudzoną nagle jaśnie hrabinę i jej rozdziawiony pomiot, która - jakże odważnie poczekawszy, aż zacznę wjeżdżać do windy - fuknęła pod nosem, że "najpierw się wychodzi, a potem się wchodzi"... nosz k... mać.

Kij z tym generalnie, że jak przychodzi do rozmijania się z sąsiadami w klatce schodowej, to 99,99% z nich pędzi mi przytrzymywać drzwi, pomaga zjechać wózkiem itd. Albo - mając na podorędziu dzieci w podobnym wieku co rozdziawiony pomiot - zaleca te grzecznościowe czynności im. Łotewa, nie mój interes, pewnie spuściłabym na zaistniałą sytuację zasłonę wyrozumiałego milczenia (wszak baba też mogła mieć kiepski dzień, prawda?), ale jadąc windą na górę, przypomniałam sobie, że ja skądś kojarzę tę pazerną facjatę. Tak. Dostałam dziś lekcyję kultury od osoby, która notorycznie chlusta pomyjami z mopa przez balkon i radośnie ciska przezeń niedopałki. Pomyje nieraz opryskały mi świeże pranie, a niedopałki wylądowały na dziecięcym kocyku. Super, nie?

19:59

I've been looking for you, lone star.

 I've been looking for you, lone star.

Jednak w Biedrze moszna czasem nabyć fajny gadżet za bezcen... Jak te sanglasy za dychu, w mojem skromnem mniemaniu, twarzowe jak ch... jak hoho! Niczem nie odstajo od, powiedzmy, Kappahl'owych, za 4 dychi. Może odstajo od atestowanych za ciężkie kokosy z salunu, ale kij, i tak mie na razie nie stać... A przynajmniej se powyglądam letnio i holidejsowo. O.

/I stanowczo zbyt optymistycznie jak na to co czuję...ale bromazepamum alleluja i najsamprzód!/

I wieta co jeszcze? Puder prasowany Creme Puff Max Factor. I tusz do rzęs 2000 Calorie również MF. W cenie 13.99. Łorydżinalne, sprawdzałek. Mam. Zachwyconam. Lećta, póki so. Bo masek Romantic już dawno ni ma.

11:17

Nie znam milszego sposobu...

Nie znam milszego sposobu...
... na uczczenie Wiosny :)

Działeczka rodziców, dzikowschodnie rześkie powietrze, lajtowe pifko, słońce, zieloniutka trawka, kolorowe buty szmaciane, no po prostu pełen relaks. 




Ach, no i sanglasy na nieumalowanym ryju:


Uwielbiam taki sybarycki lajfstajl, haha, następnym razem ogarnę dodatkowo hamak, słomkowy kapelut, więcej piwka, i którąś kumpelę na ploty... <3

Łeee, następny raz dopiero w lipcu, buuu.... :/

18:24

Where are you my ratty assed Compadre? Lumpen Haul.

Where are you my ratty assed Compadre? Lumpen Haul.
Zaliczyłam połów wszech czasów... Namiastka póki co, bo część rzeczy jest jeszcze w kuble na pranie... :>\

Czarny, ołwersajzowy tee z Beatlesami <3


 Czarny swetro trencz, H&M:


Czarna zwiewna kiecka George:


Przepiękne kimonowate giezło:


Urocza letnia sukienczyna:



Tee Kiss:


Panterkowa mgiełka:



Śliczny pudrowo różowy sweterek H&M, wymięty po praniu, ale zapewniam, że po odprasce absolutnie uroczy:




Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger