20:52

Narcystyczny rodzic - lista kontrolna.

Narcystyczny rodzic - lista kontrolna.
 *

Hej!

Dzisiaj wjeżdżam z przyciężkawym tematem, niekomfortowym dla wielu osób. Każde dziecko ma naturalną skłonność do idealizowania, wybielania, bronienia swoich rodziców za wszelką cenę - najczęściej wszystkie dysonanse poznawcze czy "rysy" na ich wizerunku są usprawiedliwiane i racjonalizowane, a poczucie krzywdy czy zaniedbania spychane w głąb podświadomości i przykrywane haftowaną ściereczką. Na lata. Na dekady. I dziwujemy się wielce, że mamy zawsze pod górkę w relacjach z innymi ludźmi, że ciągle coś się pierdzieli w naszym życiu uczuciowym lub zawodowym, że boimy się realizować swoich pomysłów, że niedoszacowujemy swojej wartości... ale do głowy nam nie przychodzi, skąd to się wzięło. A często wystarczy zejść do tej ciemnej piwnicy i sprawdzić, co się kryje pod tą nieszczęsną szmatką.

Tyle tytułem wstępu.

To będzie krótka, konkretna lista kontrolna cech lub zachowań typowych dla narcystycznego rodzica. Taką formę lubię najbardziej, bez cackania się i lania wody litym tekstem. Zatem - jedziemy.

1.)  WYŁĄCZNIE WARUNKOWA MIŁOŚĆ.

...udzielana w dawkach iście aptekarskich. Narcystyczny rodzic to osoba o wątłym realnym poczuciu własnej wartości, za to z rozdmuchanym, żarłocznym Ego. Nie wie, kim jest i podejrzewa, że nie zasługuje na miłość, dlatego obsesyjnie musi przeglądać się w "lustrach" - czyli oczach i opiniach innych ludzi. Jego "reputacja" to wszystko, co ma. Innymi słowy, wewnętrzna samoocena leży i kwiczy, dlatego musi być z nawiązką wyrównana zewnętrzną walidacją.

Narcyz traktuje swoje dziecko jako bardzo cenne źródło narcystycznego zaspokojenia i pompowania swojej samooceny. Jeśli dziecko jest słodkie, ładne, urocze, posłuszne, dobrze się uczy i osiąga jakieś "sukcesy", którymi można się pochwalić przed ludźmi - wówczas w nagrodę otrzymuje coś na kształt "miłości" i atencji. Ale jak tylko dostanie np. czwórkę zamiast piątki, albo ośmieli się mieć inne zdanie na jakiś temat czy w jakikolwiek sposób akcentować własną niezależność - ŁOOO... PANIEEE. (Pseudo)miłość i (pseudo)akceptacja natychmiast jest wycofywana, a charakter dziecka wszelkimi sposobami trzeba "złamać" i nagiąć na własną modłę.

Narcystyczny rodzic nie kocha dziecka bezwarunkowo. Zawsze "kocha" je doraźnie, wydziela skąpe ochłapy czułości za konkretne zasługi, które sprowadzają się do łechtania rodzicielskiego Ego. Wszelkie odstępstwa od wyidealizowanego obrazu potomka są surowo karane i piętnowane. Dziecko nie jest akceptowane takim, jakie jest, tylko na tyle, na ile "SPEŁNIA OCZEKIWANIA" rodzica.

Co jest, rzecz jasna, przedsięwzięciem skazanym na porażkę...

2.) CHEŁPIENIE SIĘ OSIĄGNIĘCIAMI DZIECKA JAK WŁASNYMI.

To jest pochodna punktu pierwszego. Twoja "fajność" jest automatycznie przedłużeniem "fajności" rodzica i (w jego opinii) wyłącznie jego zasługą, więc przypisuje sobie cały splendor. Dla narcystycznego rodzica możesz być "Złotym Dzieckiem", ale to nie oznacza, że w jednej chwili nie zostaniesz zdegradowany do roli "Kozła Ofiarnego", kiedy tylko przestaniesz spełniać oczekiwania i wpisywać się w wielkościowe wyobrażenia rodzica. Najprawdopodobniej czeka cię przykry chaos naprzemiennych skrajności w relacji z narcystycznym rodzicem. Od entuzjazmu do pogardy - w ułamku sekudy.

Całe istnienie dziecka ma być podporządkowane schlebianiu Ego rodziciela.

Często jest tak, że np. matka, która zawsze marzyła o balecie, ale nie zrobiła żadnej kariery, leczy swoje kompleksy, pchając na siłę córkę na deski szkoły baletowej. Ignorując przy tym całkowicie preferencje własnego dziecka. Syn rodziny o tradycjach lekarskich chce się wyłamać i być artystą..? Dla narcystycznego rodzica to jest wręcz niewyobrażalne i zrobi wszystko, żeby mu to uniemożliwić. A niedajbosze miej nieprawomyślną orientację seksualną...

Przycinanie dziecka do ubranka, zamiast odwrotnie - jest to świetny przepis na "stworzenie" bezwolnego, wewnętrznie pogubionego zadowalacza innych (people pleaser), który nie potrafi podejmować suwerennych decyzji, nie wie, czego tak naprawdę chce, a jeśli wie, pokornie z tego rezygnuje na rzecz cudzej wizji tego, co chcieć powinien.

Jest to przepis na wychowanie głęboko nieszczęśliwej osoby.

3.) WIECZNE WYRZYGIWANIE I "JAJA W IMADLE".

Ulubionym narzędziem manipulacji i przymusu jest skrupulatne wyliczanie, czego to rodzic dla ciebie nie zrobił - np. łaskawie nie usunął ciąży (wiem, że to ohydne, ale to autentyk używany zaskakująco często...), podcierał tyłek, karmił, posłał do szkoły i zapewnił dach nad głową. W związku z powyższym dziecko MUSI tańczyć tak, jak mu rodzic zagra, inaczej jest niewdzięcznym, egoistycznym potworem.

Narcyzi uwielbiają wyrzygiwać swoim dzieciom swoje "poświęcenie", żądając w zamian absolutnego posłuszeństwa i całowania w pierścień na klęczkach. "To dla ciebie latami wypruwam sobie żyły...", "Gdyby nie ty, dawno bym awansowała...", "Dopóki mieszkasz pod moim dachem..." to ulubione "chwyty" retoryczne, żeby wymusić czołobitność, służalczość i podporządkowanie się.

Dziecko nie prosiło się na świat i zdrowe rodzicielstwo polega na odpowiedzialnym dźwignięciu tego faktu "z dobrodziejstwem inwentarza". Skoro kariera najważniejsza, to może macierzyństwo czy tacierzyństwo nie jest najlepszym pomysłem w danym momencie? Dziecko nie jest odpowiedzialne za kiepskie wybory swoich rodziców! Wyrzygiwanie to nic innego, jak komunikat "no cóż, bez ciebie moje życie byłoby lepsze/łatwiejsze, ale skoro już tu jesteś, to musisz mi to wynagrodzić"... :/

I teraz tak. Ja nie jestem fanką źle pojętego "wychowania bezstresowego", uważam, że dyscyplina jest konieczna, ALE. Autorytetu nie buduje się zamordyzmem. 

Jednym z elementów zdrowej strategii wychowawczej jest pozwolenie dziecku na zbudowanie silnej, stabilnej samooceny (nie mylić z samouwielbieniem, ponieważ ono paradoksalnie wypływa z niedowartościowania), a także nauczenie dziecka samodzielności i podejmowania autonomicznych decyzji, i tego, że wszelkie decyzje mają konsekwencje. Dać mu prawo do błędów.

4.) NIERESPEKTOWANIE GRANIC I BRAK PRYWATNOŚCI.

Według narcystycznego rodzica dziecko jest jego przedłużeniem, a nie oddzielnym bytem osobowym, a zatem - nie ma prawa do własnego zdania, własnych upodobań, własnych spraw i tajemnic, zarządzania własnym czasem.

Narcystyczny rodzic to uosobienie patologicznego wścibstwa i chorobliwej kontroli - nie zawaha się przed czytaniem osobistych notatek czy pamiętników dziecka, przeglądaniem jego telefonu, prześwietlaniem jego aktywności w sieci itp. Musi wszystko wiedzieć w sposób dalece wykraczający poza zdrowe zainteresowanie i troskę o bezpieczeństwo dziecka. Przykłady: włażenie do zamkniętego pokoju czy łazienki bez pukania (bo przecież "to MÓJ dom"), grzebanie w rzeczach osobistych (bo przecież tajemnice są złe), wymontowywanie drzwi z zawiasów żeby "pilnować" dorastającego syna czy córkę przed oglądaniem porno czy masturbacją, żądanie naocznego dowodu, że córka nie rozpoczęła jeszcze współżycia (tak, to też się zdarza i brak mi słów, jak upokarzające i obleśne to jest...).

Później takie dorosłe dziecko jest doskonałym celem dla wszelkiej maści psychofagów i przemocowców, ponieważ "przywykło" do deptania własnych granic i godności, więc jest mała szansa, że zaprotestuje... To jest tak cholernie przykre.

5.) CIĄGŁE PORÓWNYWANIE Z INNYMI.

Dziecko nigdy nie czuje się DOŚĆ DOBRE. Bo zawsze czyjaś córka czy syn osiągnął coś więcej, dostał się na lepsze studia, ma bardziej prestiżową pracę, wiecej zarabia, ma lepszego męża/żonę, buduje dom zamiast mieszkać w mieszkaniu, cośtam cośtam... Zawsze poprzeczka jest ustawiona na jakiejś absurdalnej wysokości.

6.) SKRYTA ZAZDROŚĆ I RYWALIZACJA.

Nie wiem czemu, ale zazwyczaj spotykam się z zazdrością matek względem córek. Narcystyczne matki skrycie zazdroszczą córkom np. uczuć i atencji ze strony ojca, młodości, urody, tego, że mają całe życie przed sobą i wszelkie możliwości są dostępne, spełnienia w życiu prywatnym czy zawodowym, niezależności itp. Ta podświadoma zawiść sprawia, że wkrada się resentyment, a córka jest wiecznie krytykowana z góry na dół: źle się ubiera, jest za gruba lub za chuda, nie umie dobrze gotować, nie potrafi prowadzić domu, nie powiedzie jej się z własnym biznesem, nic nie osiągnie w życiu itd. Matki-narcystki często też żyją mitem złotego wieku, serwując córce rozmaite anegdotki z przeszłości opiewające ich rzekome sukcesy, walory intelektualne oraz fizyczne, że były adorowane przez tabuny chłopów, jaką to oszałamiającą karierę prawie-że-zrobiły (gdybyś się nie urodziła) itd. Przykład: ktoś z otoczenia chwali piękne rzęsy córki, a matka natychmiast wygłasza umniejszająco "bez przesady, ja za młodu miałam jeszcze dłuższe, ale wypadły mi po porodzie...".

7.) INFANTYLIZACJA I UCZENIE BEZRADNOŚCI.

Czasami narcystyczny rodzic obiera taktykę traktowania swojego dziecka jak życiowej kaleki, wyręczając dziecko we wszystkim (także nastoletnie), dzięki czemu może przedłużyć swoją kontrolę nad nim. Nasącza je przekonaniem, że "świat zewnętrzny" dybie na dziecko, jest groźny i niebezpieczny, że lepiej trzymać się maminej kiecy. Wmawia np. osiemnastoletniej córce, że jak wyjedzie na studia do innego miasta, to marnie zginie bez ochronnych skrzydełek rodziców. Pod pretekstem "pomocy" i "ochrony" uzależnia dziecko od siebie i jeszcze ciaśniej zawiązuje sznur "wdzięczności" i poczucia winy.

Jeśli dziecko wyrazi jakąś mocną opinię, która jest nie w smak rodzicowi, niejednokrotnie usłyszy, że NA PEWNO jakaś osoba trzecia podsunęła mu taki pogląd (czyt.: samo jest przecież baranem bez własnych przemyśleń, prawda?).

8.) ODGRYWANIE OFIARY I ODWRACANIE KOTA OGONEM.

Narcyz NIGDY nie przyzna się do błędu, nawet, jeśli jest on ewidentny. Za wszelką cenę będzie bronił z pianą na ustach swojego "nieposzlakowanego" wizerunku.

Jeśli dziecko zaczyna "się stawiać" poprzez zdrowy bunt lub używanie trafnych argumentów, narcyz dostaje szału. Natychmiast odbija piłeczkę i uderza w ton osoby pokrzywdzonej, przyjmuje postawę męczeńską, zaczyna się teatrzyk - wyrzygiwanie i wpędzanie dziecka w poczucie winy (patrz punkt trzeci).

Projektuje na dziecko własne negatywne cechy/zachowania (np. zarzuca agresję, kłamstwo, egoizm i niesprawiedliwość).

9.) BRAK EMPATII I CHŁÓD EMOCJONALNY.

Narcystyczny rodzic traktuje dziecko instrumentalnie. Owszem, może mu zapewnić wypasione warunki "zewnętrzne", ale nie odpowiada na jego potrzeby uczuciowe. Nie interesuje się prawdziwymi zainteresowaniami, pasjami, marzeniami, rozterkami i problemami swojego dziecka, bagatelizuje je, albo przytakuje bez zainteresowania, udając, że słucha.

10.) ZEW DULSZCZYZNY, CZYLI "CO LUDZIE POWIEDZO" I KULT POZORÓW.

Ludzie narcystyczni mają za priorytet to, jak są odbierani na zewnątrz. Bliscy mają być przedłużeniem ich zajebistego wizerunku i mają chodzić jak w zegarku pod dyktando toksyka. Zachowanie pozorów przed sąsiadami jest ważniejsze niż cokolwiek innego, w tym dobrostan psychiczny i szczęście członków rodziny.

Jeśli złamiesz klauzulę lojalnego milczenia albo - o zgrozo - zdystansujesz się od narcyza, będzie to odebrane jako zdrada, a ilość łajna, którą zostaniesz obsmarowany w oczach "innych" będzie zatrważająca. Ale - izolacja od toksyka, a co najmniej dystans, są niezbędne dla ratowania swojej psychy przed pójściem w drzazgi. Czasami niezbędna będzie pomoc doświadczonego w te klocki psychoterapeuty. Im wcześniej, tym lepiej.

Dzieci narcystycznych rodziców (zazwyczaj jeden jest narcystyczny, a drugi jest wycofanym i niedecyzyjnym satelitą) są często łatwym łupem różnej maści zaburzeńców i wampirów emocjonalnych, którzy bez pudła potrafią odłowić taką zbłąkaną jałówkę, przyzwyczajoną do codziennej walki o ochłap przychylności, ciepła, biorąc każdy strzęp za miłość, której tak bardzo im brakuje. Dlatego - jeśli coś z powyższych punktów brzmi Wam niepokojąco znajomo, radzę się poważnie pochylić nad tym tematem.

Polecam zwłaszcza kanały YT Magdaleny Szpilki i Wilczycą Być.


* Photo by Wladislav Glad on Unsplash


19:40

(Post)urodzinowy post :)

(Post)urodzinowy post :)
*

Hej!

Ot, okołourodzinowe pościwo.

Od wczoraj Toyad liczy sobie 34 lata :)

Jak widzita, alive and kicking!

To taki wiek, że dla siks jestem już starą rajfurą, a dla starych rajfur jeszcze siksą... ;) Jeżeli o mnie chodzi, czuję się ładniejsza i mędrsza niż kiedykolwiek wcześniej. Moja mentalna siwa broda taoistycznego mistrza sięga mi już po cycki. Jako dwudziestolatka może i ważyłam te niecałe 50 kg i miałam więcej włosów na głowie, ale to tyle "przewag"... Tak naprawdę moim największym błędem życiowym było...  niedoszacowywanie własnej wartości. Oglądanie się na opinie i aprobatę osób, na których obecnie nawet nie spojrzałabym dwukrotnie. Tfu! Oooj, jak wiele się pozmieniało. Kocham siebie w opór, uwielbiam swój introwertyzm, swoje fazy wszelakie, swój świadomy sybarytyzm, swoją wrażliwość, przenikliwość, żyłkę obserwatorską, inteligencję żywą jak rtęć i oryginalne poczucie humoru. Dobrze wiem, kim, jestem i wiem, na co nie zamierzam już nigdy tracić czasu. A tym, bardziej - na kogo.

I wiem, że za 5-10-15 lat będę jeszcze bardziej świadoma i zaawansowana w budowie swojego osobistego imperium na tym padole, niż dziś.

Ale! Przy okazji chciałabym podzielić się swoimi osobistymi refleksjami o młodości fizycznej i mentalnej.

Wiem, jak wyglądają moje rówieśniczki, a nawet znajome 40 i 50. I jak czytam, że gimby robią hajp, bo jakaś blogerina NIE WYGLUNDA NA 27 LAT to ryczę ze śmiechu... Po pierwsze, nie ma co w ogóle porównywać dzisiejszych trzydziestolatków z naszymi rodzicami w wieku trzydziestu lat. To jak porównywanie Syberii do Riwiery. To były zupełnie inne czasy, inne realia, inne standardy... Dzisiejsi 30+ to jeszcze mentalne świeżynki, mają niesamowicie pojemne umysły, ich świat nie zamyka się w robocie i mozolnym pchaniu egzystencjalnego wozu. Mało tego - dopiero nabierają wiatru w żagle i rozpędu, dzięki szeroko otwartemu "oknu" na świat jesteśmy wiecznie głodni rozwoju, spełniamy kolejne cele i odhaczamy marzenia z 'bucket list', bo często wreszcie mamy środki (i jaja) ku temu. Dbamy o siebie i z wiekiem zamiast kapcanieć, nabieramy interesującego tłista, wyrafinowango "sznitu", przybywa nam mocy manicznej, staminy, charyzmy - nazwijta to jak chceta. Dawno pozbyliśmy się szczenięcej chęci przypodobania grupie i wtopienia się w homogeniczne tło (tak samo zagubionych jak my sami indywiduów, asekurancko wybierających przeciętność).

Mówię oczywiście o pewnej rześkiej niczym alpejska bryza tendencji, nie o wszystkich. W zasadzie, mam dość marne zdanie o "większości", nie lubię mentalności tłumu, kojarzy mi się ze stadem śniętych baranów bezkrytycznie powielających zewnętrzne schematy. Działających pod dyktat "byle nie odstawać, bo co inni powiedzą". Powtarzających nieszczęśliwe związki swoich rodziców, wychowujących dzieci tak samo, jak oni byli wychowywani. Błędne koło. A wystarczy się czasami przebudzić, przecknąć, nierzadko w zderzeniu ze ścianą :)

Jeśli chodzi o powłokę zewnętrzną - uważam, że można wyglądać dobrze lub źle  niezależnie od wieku. Z wiekiem wymaga to po prostu większej świadomości, chęci i starań. I tutaj znowu - większość ludzi unika jakiegokolwiek wysiłku, więc wygląda jak wygląda. Wiecie co najbardziej moim zdaniem postarza? Ten gnuśny, ponury, zacięty wyraz twarzy. Serio. I o ile bitchface w moim odczuciu wygląda czasami nawet sexy (rozumiany jako taki lekko nieobecny, zrelaksowany, ale z subtelnym wajbem supremacji, 'unimpressed, unamused' wyraz twarzy jak u filmowej Scarlett O'Hara lub Rihanny), o tyle TA mina jest daleka od relaksacji i nieobecności - jest ścierpła, kwaśna, chytra, pazerna, skurczona - ściśnięta jak pusta butelka z plastiku. Mam swoją teorię, że taka twarz utrwala się od negatywnego dialogu wewnętrzego, zawiści i jadu :) Pisałam nawet kiedyś pościk w tym temacie:

http://www.teonanakat.pl/2017/04/hipertofia-gruczoow-jadowych-pobrzydza.html


Z drugiej strony, ludzie nie potrafią samodzielnie trafnie oszacować tego, na ile lat wyglądają. No za cholerę. Wszędzie w tym temacie, od jutuba po instagram, 95% komentatorek twierdzi, że wygląda o wiele młodziej niż wskazuje metryka. Potem wchodzisz na profil i BAM! Nooo... no, erm, nie.

Anegdotka: Kiedyś byłam przekonana, że jedna z babeczek ode mnie z dawnej pracy jest minimum koło pięćdziesiątki. A ona pewnego razu oznajmiła z dumą, że ma 36 lat ale WIE, ŻE WYGLĄDA MŁODZIEJ - kopara mi opadła. Zresztą nie tylko mnie. Dyplomatycznie przytknęliśmy kubki z kawą do ust. Zastanowiłam się później, CO sprawia, że odbieraliśmy tę kobitę jako aż tyle starszą - i ewidentnie była to pewna powolność, ociężałość ruchów związana z nadwagą, która "rozlała" też kontury twarzy, co dodaje optycznie lat. I jeszcze - styl ubierania a'la ciocia na działce (kwietne, przepocone poliestry). Skrupulatnie zanotowałam w umyśle, że sprężyste, elastyczne ciało i przyodziewek "na czasie" daje więcej młodzieńczości, niźli brak zmarszczek. Koniec anegdotki.

Jasne, kiedy ktoś często trafia na reakcje szoku i niedowierzania, notorycznie wyskakuje z dowodziku przy zakupie alkoholu i sąsiednie gimby mówią mu "cześć" zamiast "dzień dobry", to coś jest na rzeczy i można założyć, że wygląda się młodziej :) Ale... dla mnie i tak wyglądanie w wieku, powiedzmy, 33 lat na 27, to żaden kolosalny "wyczyn". Sztuką jest mieć 64 i wyglądać na 40, jak pani z kanału YT Melissa55.

Poza tym... nie rozumiem do końca tej obsesji z NIE WYGLĄDANIEM NA SWÓJ WIEK. Co jest, do jasnej Anielki, złego czy zdrożnego, w wyglądaniu na swój wiek, kiedy wygląda się po prostu dobrze??? Można mieć 70 lat, wyglądać na 70 lat i wciąż zachwycać urodą. Można mieć 27, wyglądać na 17... i co z tego :/

Ostatnio obserwowałam w tramwaju przepiękną kobitę, ewidentnie mocno po 65., ale nie mogłam gał z zachwytu oderwać. Siwiuteńkie długie włosy, proporcjonalna sylwetka, pogodny wyraz oczu i figlarny uśmiech (rozmawiała z koleżanką), taka trochę boho-elegancja, energiczny sposób poruszania się. No po prostu balsam na oczy i inspiracja <3

A zatem:

- mus pilnować strumienia świadomości i chronić go przed toksynami wszelakimi

- trza zwlec zimowy zad sprzed ołtarza z netflixem i wrócić do treningów!!!

- wierzę w strategiczną pielęgnację, ale powoli zaczynam interesować się bardziej profesjonalnymi zabiegami na japę

- nawadnianie, nawadnianie i jeszcze raz nawadnianie

- nie popłynąć na źle pojętej "wygodzie" i lenistwie w zakresie stajla, wysilić się czasem trochę

Ejmen!

* Photo by Jason Leung on Unsplash
Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger