11:13

Znów o tym samym. Toyad uprawia apologetykę.

Znów o tym samym. Toyad uprawia apologetykę.
Sama już nie wiem, czy się śmiać czy płakać na widok smrodliwego popiardywanka komcionautów w internetach... Popijam sobie poranną kawusię, przegryzam szarlotką z lodami waniliowymi*, odpalam jutuba, patrzę, Luxuria u Wojewódzkiego, no dobra, dawać... Luxi mnie generalnie ni ziębi ni grzeje, specyficzna chochlikowata uroda, wzbudza skrajne impresje, wielce pozuje na kochanicę Szmatana czy inszy czarci pomiot...tia, lol, no cóż... :) Program mię nie porwał, natomiast swem głupiem zwyczajem zerkłam na komcie. To był, jak zwykle, błąd, albowiem nagła krew mnie zalała. 

Ja rozumiem, że dziewczyna może nie być tytanem intelektu, uosobieniem wyrafinowanego gustu, klasy oraz smaku, może irytować swoim sposobem bycia, tym, że nie wysławia się górnolotnym językiem literackim, mieć zjarane puchosiano na głowie, czy cokolwiek. Ok. Ale CO, na miłość boską, mają we łbach, ludzie, którzy czują się w obywatelskim obowiązku, aby dzielić się z postronnymi tak wartościową uwagą, jak "TEMPA DZIDA ALE RUHAŁBYM"... albo "obrzydliwa lezba kijem przez szmate bym ścierwa nie tknoł", "wypier*** mongolski pustaku", plus całe wiadra pomyj od analogicznej maści "inteligentualistów" i wielkich obrońców sztuki "wysokiej" oraz wartości "wyższych", pochylających się z pompatyczną troską nad medialną promocją moralnego upadku i Szmatana, ponieważ - jak suponują owe niewątpliwie zacne a szlachetne persony - Luxuria obsiorbuje sto męskich członków naraz, w tym oczywiście jeden szmatański, albowiem jest żarta na kasę i sławę i ma siano w przyłbicy. Armagedon jest blisko, zaiste... :/

Najbardziej mnie mierzi i wzbudza niesmak właśnie to utyskiwanie na "poziom" Luxurii, przy jednoczesnym "błyskaniu" przydennym poziomem własnym - przy pomocy tak żenujących bluzgów, mieszania z błotem, wieszania psów na kimś kogo się de facto nie zna, itp. Można wyrazić praktycznie każdą opinię na każdy temat, krytyka jest czymś dobrym, ale opluwanie kogoś w taki nienawistny, ohydny sposób... według mnie świadczy tylko i wyłącznie o opluwającym, w jakim rynsztoku mentalnym siedzi po uszy. Sorry. A już teksty typu ruchałby/nie ruchałby... masakra, czyli co, spotkałby Luxurię opodal przystanku tramwajowego w biały dzień, i co, jebudup maczugą w głowę, za włosy zaciągnąłby w krzaki, i heja banana? Ach, i ten wydźwięk łaskawego komplementu, "ruchałbym", wow, ruchałbyś jak byś sobie narysował, prymitywny ćwoku... :/ Dżizas.

Zazwyczaj olewałam takie "kwiatki" i ogólnie mało co, co mnie bezpośrednio nie dotyczy, mnie "rusza", ale mam wrażenie, że to już nie jest zjawisko marginalne, tylko masowy trend. Nie chcę pisać o polskich frustratach, ale kuźwa, eskalacja zajadłego hejterstwa na naszym rodzimym poletku jest przerażająca... I to jest totalnie smętne... 

Budującej puenty - brak.

P.S. Osobiście mam wrażenie, że ta dziewczyna kręci sobie niezłą bekę ze wszystkiego i rzadko mówi poważnie, a zatem tym bardziej ośmieszają się ci wszyscy, którzy jej prowokacyjne wygłupy biorą śmiertelnie serio, ba, chętnie by dziewuchę na egzorcyzmy zatargali... A nawet jeśli jest jaka jest z prostoty serca, to cóż.

Fotogeniczna w cholerę, tak czy siak.




* - o, taką:


18:50

Baaabo... Oskrob se kopyto na wijosne.

Jeśli Ci się zda, jakoby nikogo nie interesowała Twoja chropawa pięta, to masz rację i jej nie masz zarazem.

Mnie tam serdecznie wali w transcendentalnej skali. Wdycham se pranę i mam wyjebane. Ale czasem, jak mój błędny wzrok padnie nieopacznie na cudzą girę obutą w skąpy sandał, a tam gruby pancerz ze zrogowaciałego naskóra, to rzyg mi podjeżdża troszku. Przepraszam najmocniej, ale jednak wrodzony estetyzm przeszkadza niekiedy w programowej tolerancji odnośnie cudzej powierzchowności... Tzn. nie toczę ostentacyjnie w autobusie gałami, nie prycham wzgardliwie, nie komentuję szyderczo w głos, a jednak konstatuję takie wewnętrzne "a fe".

Ja ogólnie mam pierdolca na punkcie eksfoliacji zdechłej wylinki i nawet brwi wyczesuję z wyimaginowanego "łupieżu" ;)

Swoją drogą, zdziwiłam się, ilu facetów zwraca uwagę na babskie stopy i ich wizualny "ogar" - a podobno to takie cielątka, co rejestrują głównie dekolty, tyłki i bardziej "oczywiste" fragmenty damskiej fizyczności. A tu mosz, babo, niepozorne stópiszony. Nie, żeby samcza atencja była jakimś miażdżącym argumentem za systematyczną pielęgnacją gir czy czegokolwiek! 

I'm just sayin'. 

Ja tam nie lubię chrobotać piętami po prześcieradle, więc zdzieram regularnie. Nie wylazłabym w japonkach inaczej... ;P

10:47

Fijoł na punkcie torebek ozwał siem po latach...

Fijoł na punkcie torebek ozwał siem po latach...
Za młodu kolekcjonowałam torebczaki różnej maści - jako takie troszku Flała Pała Kid celowałam w wielkie, barwne, frędzlaste, haftowane, etniczne, egzotyczne, obszywane koralikami cudaki. Umówmy się, indyjskie hurtownie nie śpiewają se burżujskich cen, toteż miałam takich pstrych worów z kilkadziesiąt. I puchłam z dumy.
Potem mi jakoś przeszło. Torebki uległy utylizacji, nawet nie wiem jak gdzie i kiedy dokładnie...

Najpiękniejszą torebkę posiadałam na pierwszym roku studiów - czarną z czarnym czymś, a'la sutasz na przedzie. Zajumali mi ją wraz z lichą zawartością pieniężną w zakichanym Jazz Rock Cafe na Sławkowskiej, podczas transu baunsu. Chlipię za nią do dziś, utracony bezpowrotnie torebczany ideał...

Potem miałam tabun torebek, które uwielbiały się wycierać na rogach, pękać i strzępić na "uchach", miały lichą podszewkę która dyskretnie zjadała klucze do mieszkania oraz monety i szminki... 

Cierpliwość mi się skończyła. Mogę być minimalistką w szmatach, kupować giezła na lumpach za parę groszy i wywalać po kilku praniach, ale... BABA POWINNA BYĆ JEDNAK PORZĄDNIE OTORBIONA, no nie ma bata! Przysiadłam zatem na dupie i przeryłam internety w poszukiwaniu:

- czarnej
- pojemnej
- uniwersalnej
- praktycznej
- klasycznej
- solidnie wykończonej
- ze skóry naturalnej licowej
- w umiarkowanie kosmicznej cenie

torbaby.

I kuźwa se znalazłam. Ponoć dziś ma być wysłana, nie mogę się już doczekać :) Nie jest jakaś szałowa i super oryginalna, czarnych shopperów na ulicach jest multum, ale przynajmniej mam tę świadomość, że nie taskam na ramieniu badziewnej poliuretanowej śmierdzącej chińszczyzny, co się rozpierdzieli za miesiąc. Za stara już jestem na zadowalanie się półśrodkami, i to nie dotyczy jeno utorbienia... ;)

Takżetego. Na moje obecne standardy jestem zadowolona z nabytku (tak zakładam), a marzyć sobie będę cichaczem o:










:)

***

A ja se póki co kupiłam coś w stylu:



Nie wiję się w paroksyzmach zachwytu, ale ukontentowana jestem jak cholera. 

13:39

Świat psieje.

Świat psieje.
Tytuł to epicka kwestia ze spektaklu "Kolega Mela Gibsona", na którym wczoraj byłam. :) Polecam, dobra karykatura człowieka o groteskowo rozdętym Ego, niejakiego Feliksa Rzepki, głodnego światowego poklasku aktorzyny, z aspiracjami i roszczeniami jak klasyczny kolos na glinianych nogach, osobliwie filtrującego i czynnie reinterpretującego informacje zwrotne na temat własnej osoby i "talentu"... Pantomima na kiblu, przy wtórze patetycznej muzyki, mistrzostwo. 

***

Mam trudności w swobodnym dostępie do internetów z racji bycia w "delegacji", z gębą po kweście u rodziny, Kraków - Rzeszów, Rzeszów - Kraków, i nazad do Wawy. Ale jeszcze ze dwa tygodnie wywczasu...

Garść fot zapodaję.

Wawa, gudbaj.


W Krakowie wiosennie:




Dorwałam wreszcie swoje pierwsze perfumy Tesori d'Oriente, póki co Hammam, ale ślinię się jeszcze na inne, bo lofciam łorientalne aromaty...



W pokoju swej górnej i durnej młodości zorganizowałam sobie biżuteryjny ołtarzyk skromny, z jakiegoś starego korzenia. To, co wisi, to zaledwie promil mojej kolekcji obwieszadeł.


Aha, no i ostatnio złapałam fazę na lekki makijaż z mocnym akcentem na usta. Lubię, jak są umalowane. Dorwałam w Golden Rose pomadkę Velvet Matte, cena 11 zł, kolor 06, jaskrawa klasyczna żywa czerwień odrobinę wpadająca w koral. Super, trwała i nie migruje na zęby, tylko trzeba pamiętać o uprzednim porządnym nawilżeniu war, bo wyschną na wiór.




Chyba sobie podokupuję jeszcze inne kolory, bo kilka mi się podobało. Mhm.

19:31

Włosy z 2. marca, kłako-apdejt.

Włosy z 2. marca, kłako-apdejt.

Zda mi się, że nawet nawet urosły sporo! :) W tym miesiącu podcinam końcówki.

Z artykułów pielęgnacyjnych doszła maska Romantic Arganowa, odżywka Natura Siberica nawilżająca, Gliss Kur Million Gloss na końcówy. Przerwa w braniu CP, do odwołania.

14:18

Bulwers na bezwstydnom matkę polkę!

Heh...

Ot. Głupia sprawa.

Parę dni temu jedna z komentatorek na blogu Ani z bloga aniamaluje.com wyraziła pogląd, że w sumie nie przeszkadza jej jak inne kobiety się ubierają, ale drażni ją, kiedy, dajmy na to, MŁODA MAMA założy zbyt wiele pokazujące szorty... Co to w ogóle znaczy "zbyt wiele" pokazujące? Śmiem przypuszczać, że wielkomiejska nastolatka będzie miała inną definicję "zbyt wiele" niż 70 letnia przewodnicząca kółka różańcowego w parafii w Ciamciułach Dolnych. Ale mniejsza.

Odpisałam na komentarz, i trochę się tu powielę. Z okazji, że sama jestem mamą, wiem coś o absurdalnych oczekiwaniach niektórych osób co do mojego wyglądu. Oczekiwano m.in., że po porodzie zetnę włosy na krótko. Honestly, wtf??

W skrócie - jest tak, że nikogo zbytnio nie razi, jeśli po urodzeniu dziecka wyglądasz jak ekshumowane pomiotło, natomiast jeśli wizualnie masz się nieźle, ba, wręcz poniekąd zależy ci na tym, to już narażasz się na nieprzyjemne (wredne i niesprawiedliwe!) komentarze ze strony ludzi, którzy zamiast celebrować swoje własne jedyne życie, wolą szukać domniemanych "uchybień" w cudzym.

No cóż.

Odnośnie obostrzeń dotyczących matek (czy ktoś w ogóle patrzy tak krytycznie na dress code ojców? nie sądzę...), jest to, jak przypuszczam, relikt sięgający średniowiecznej bogobojnej mentalności, w której ciało, zwłaszcza kobiece, było symbolem zepsucia moralnego i wszelkich wszeteczeństw. Towarzyszyła temu apoteoza dziewictwa, a skoro już nie-dziewictwa, to przynajmniej niechże ten "brudny" erotyzm zostanie ładnie przypudrowany "wyższym celem", czyli prokreacją. Bycie matką miało kobietę zmienić w wyzuty z konotacji erotycznych, niejako bezcielesny, otaczany względnym szacunkiem byt. Aczkolwiek sama ciąża, poród i połóg też był napiętnowany jako "nieczysty" i upchnięty w sferę tabu...

Pytanie, po co kultywować w XXI wieku te, nieco żenujące, średniowieczne uprzedzenia... Przykry jest taki skansen mentalny, naprawdę.

A może pod płaszczykiem rzekomej (fałszywej) troski o czyjś /osobliwie pojmowany/ kręgosłup moralny delikwentki (powicie dziecięcia zobowiązuje wszak do chronienia uzyskanej w ten sposób "aureolki" świętości poprzez ukucubanie potencjalnie atrakcyjnego tyłka, cycka i całej reszty w neutralizujące erotyczne skojarzenia łachy) kryje się zwykła, nikczemna i przyziemna, chęć totalnej dyskredytacji młodych matek w tańcu godowym?

I nie, nie bulwersuję się tym tematem dlatego, że jestem pionierką obnaszania w przestrzeni publicznej swoich półgołych czy ćwierćgołych pośladów. Ale latem chodzę w szortach dla ochłody i wygody. I niech mi jakaś samozwańcza obrończyni przyzwoitości, pod patronatem pani Dulskiej, spróbuje coś sapnąć.
Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger