18:04

Landryny dla oka...The 'fro!!!

W charakterze piątkowej "zapychajki", bo miałam smażyć jakieś pościwo, wiecie, jakby bardziej zasobne w treść, ale jednak idę na piwko, więc. Rozumieta...

Takżetego... co nie? :)

Odkąd pamiętam, lubiłam wielkie dynie, w sensie, głowy, wraz z włosami. Bujne, o! Tak. Właśnie. Rozczochrane szopy, monstrualne konstrukcje z dredów. A że dodatkowo jestem totalnym kwasomaniakiem wszelkich "klimatów" szalonych lat siedemdziesiątych, to jakoś tak wyszło, że jaram się także AFRO... :D
















* sweterek z kościółkiem (???), swoją drogą, wspaniały... *_*

Prawdaż li to, że inspirejszynz nadziubałam  na Pintereście zajebiaszczych? ;) Wszędy kutwa tylko te weselne fioki ulakierowane na lśniący hełmofon, nosz można się spawić na zielono...

***

Wasze zdrowie dziopy i chopaczky :)


4 komentarze:

  1. Jaakie piękne!! Od niedawna żałuję, że mam tylko loko fale, zamiast takich cudnych pierścionków^^ Baardzo udanego piątku zatem! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet rozważałam ongiś trwałą ondulację, ale perspektywa płaskiego odrostu mnie przeraża... ;)

      Usuń
  2. lubię to w jaki sposób piszesz, no prawie jak Reymont w "Chłopach"!
    /a

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger