19:15

Omg... wtf...

Omg... wtf...
Loooong time no see... :>

A zatem się melduję. Żywiu w dobrem zdrowiu, miewam się... eee, całkiem całkiem :)

Wkrótce postaram się nadrobić zaległości na blogasssku, ale jakoś tak teraz tuż przed końcem roku potrzebowałam wyhamować. 

Tak czy siak! Hej! Wiem, że już po świętach, ale tego, no. Wszystkiego lepszego życzę w nadchodzącym roku, czy coś :) No i... rychłego zrzucenia poświątecznego kałduna primabalerony (sobie głównie życzę haha). 

No dobra, muszę zmykać na ten moment. Zamieszczam foty okolicznościowe mojej fizys. Toyad Mikołajica!





16:39

Dylu dylu...

Dylu dylu...
Hah, wspominałam niedawno, że wytaczam rozmaite "działa" przeciwko "depresji sezonowej". Bo, karwia, ja powinna żem była naturalnie wykwitnąć pośród rajskich plaż jakichś Hawajów abo Samoa...;/ Śledzę na insta jakieś barwne nimfy z tego typu plenerami w tle (wot, dzisiaj popląsam w sadzawce przy malowniczym wodospadzie, patrzcie jakie mam fajne pareo i opaleniznę) i szlag mnie trafia, gdy skonfrontuję to z mokropiżdżącym szaroburym syfem zza mojego okna. No ale cóż :) W każdym razie, Pan Los ufajdał mię akurat w tym punkcie globu... wprawdzie zawsze mogło być gorzej, ale prawda jest taka, że jak się postaram, to jeszcze wyjadę, chociażby na wczasy, w któreś z tak bosko pięknych miejsc, o!

A na tymczasem, zaopatrzyłam się w iluminację do pokoju. Zawsze chciałam i na chceniu mi schodziło. Dzisiaj po prostu postanowiłam, nabyłam, obwiesiłam okolice okienne i się jaram w opór. Śliczności! I jaki klimacik! Takie to proste, niedrogie, a od razu jakoś tak... milej :) Rzęsisty blask rozświetla ponure popołudnia i wieczory. Jeszcze mi tylko brakuje do pełni ukontentowania lampy Ashleigh&Burwood, ale chwilowo stać mnie tylko na kadzidełka Nag Champa... :D

Aa, ostatnio ogarnęłam parę naszyjniorów hendmejd. W sensie, że ja je ugniotłam własnemi ręcami :)



Foty robione telefonem, tłumią urok wisiurów... ;) Są kolorki, jest okejka. Dobra terapia na jesienno-zimowe smuty, swoją drogą!

20:58

Trwogi i nadzieje końca wie... roku.

Trwogi i nadzieje końca wie... roku.
Aaa, zrobiłam se prezenta falstarta z okazji, że niby Mikołaj... :) Szarpłam się przeto na serum ewokujące porost fieran ocznych Long 4 Lashes Oceanic... 8 dych, AŁA! No, ale rzekomo wydajne bardzo, a efekty rzucają publikę na kolana, więc dufam, że koszta się "zamortyzują". Mówiąc lapidarnie, pokładam w tym horrendalnie drogim gówienku doprawdy spore nadzieje i lepiej, żebym za parę miesięcy była zachwycona rezultatami. No!

Grunt, to dobra afirmacja, c'nie? Płacę kokosy, to wymagam, i ni ma bata w tej materii.

Jutro w brzasku zórz popełnię startowe foto do dokumentacji przebiegu "kuracji". Powieky mie ze starości wyłysiały, albo po prostu zakup Ardell Demi Wispies UNAOCZNIŁ mi z finezją łopaty nadupcającej o beton, jak to wachlarzyki przy gałach przydają człekowi powabu. Kminiłam w kierunku metody 1:1 i pochodnych, ale odstręcza mię przesadzony "efekt transwestyty" (wiadomix, że wiele zależy od kunsztu i warsztatu Pani Rzęsującej), możliwość doszczętnego zrujnowania moich własnych lichych kłacząt, uzależnienie od regularnego uzupełniania, no i, nie oszukujmy się, tania impreza to to nie jest.

Takżetego. Dam szansę temu nawozu... Fingers crossed! ^^

Aaa.

W temacie ubrwienia. Ostatnio z instagrama jakiejś makijażystki dowiedziałam się o tzw. 'scouse brow', czyli niepożądanym(!) efekcie podkreślania brwi, polegającym na zbyt siermiężnym zaznaczeniu zwłaszcza jej "początku". I faktycznie, odnotowywałam czasami, choćby i na sobie, niezbyt korzystny, graficzny wygląd brwi pomalowanych zbyt mocno, zbyt grubo i zbyt ciemno, szczególnie u samej "nasady" przy nosie. Ale przy gęstszych naturalnie włoskach moim zdaniem nie wygląda to źle. Jednak faktem jest, że warto mieć na to baczenie - gąsienice na czole mają wyglądać JAK ŻYW...PRAWDZIWE, a nie jak wytatuowane a już boszebroń naklejone ;)

Hmm. Tak się teraz zastanawiam nad tą focią... To już 'scouse' czy jeszcze nie? :| Bad bad scouse..? Zapewniam, że włoski po hennie mam całkiem gęste i wyraziste same w sobie, a cieniem podkreślam tylko zarys łuku... ale może ZBYT? Może kontrast ze skórą za duży i powinnam spróbować jaśniejszego cienia..?


Bo, kurczę... odkąd spadłam z konia jak Paweł Apostoł...no dobra, wcale nie spadłam... ale olśniło mnie znienacka, że przeskubańce są be i fu, jestem gorliwą apostolicą i koryfeuszką ciemnej, wybujałej i wyrazistej oprawy oczu. Ale może przeginam w drugą mańkę? Żesz foook...

Probsy córky młyniarza, lol. Sorry, już się ogarniam! :)

***
Edit: Wgryzłam się w temat i odrobinę odetchnęłam... ;) Jest pryncypialna różnica między High Definition Brow a Scouse Brow: brwi mocno podkreślone, mimo że dominują w twarzy, to opierają się jednak na widocznych, mimo podkreślenia np. cieniem, kłaczkach, zaś brwi 'liverpoolskie' są totalnie płaskie, lustrzane względem osi twarzy, jednolite, ostre, nierzadko czarne, całkowicie przytłaczają twarz i nadają jej komiczno-demonicznego charakteru. Klasyką gatunku jest, że są napaćkane po prostu na gołej, uprzednio wyskubanej z kłaczków, skórze... Yuk.

Na powyższej focie jest mocno podkręcony kontrast. Brwi wyszły mi może ciemne i przyciężkawe, zdecydowanie nie "na codzień", ale na wieczór mogły by oblecieć chyba... nie? Np. na czarnom msze! xD Wot, dżołk. Na codzień maluję się o wieeele delikatniej, tudzież wcale... :)

Cara ma naturalne gąsienice:


Audrey... niby mocny graficzny zarys jest, ale kłaczki też są, a całość wygląda okej:








Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger