11:30

Nieczynne z powodu że zamknięte, czyli twardy restart.

Nieczynne z powodu że zamknięte, czyli twardy restart.
Hejka!
 
 
Czasami jest tak, że wpadamy w jakąś taką szarą rutynę, a życie zdaje się turlać monotonnie jak osobówka przez podkarpackie pola.

Potrzebny restart, żeby zrobić odżywcze pierdolnięcie. Nie będę tu lać wody po próżnicy, a wiem że lubicie klarowne punkty, zatem:

1.) OSTRE CIĘCIE.

Nie wahajcie się amputować rzeczy, spraw oraz (zwłaszcza) osób, które Wam nie służą, irytują, trują wajba, smędzą, nudzą i nijak nie uosabiają energij, do których aspirujeta i chceta się dostroić. Będę o tym chrzanić do końca świata, bo to ważne. Dajmy na to, uporczywie trzymasz wśród fejsbuczanych pokemonów osoby, które zwyczajnie, pod względem ontologicznym, w prostocie serduszka, masz w tyłku, ale - no przeca wspólna podstawówka. Jakieś zamierzchłe miejsce pracy. Jakieś prehistoryczne eksy i ich przydupasy. Jakieś wścibskie pociotki, wypiardujące niestworzone plotki. Ooo albo tzw. frenemies, czyli słitaśne pseudokoleżaneczki, które w głębi swojego jestestwa wcaaale Ci dobrze nie życzą i totalnie zrobiło by im dzień, gdybyś się kopyrtnęła na drodze do wygrywów wszelakich. Mogłabyś np. przytyć albo się rozwieść. I nie daj sie zwieść ich uduchowionym pierdoletom o karmie i byciu pozytywną, bo takim typiarom obłuda w rozwoju "duchowym" bynajmniej nie przeszkadza... bleh.
 
Niechaj palec wskazujący Twej prawicy bądź lewicy nie zazna drżenia wahania, kiedy pykasz KLIK - USUŃ i/lub BLOKUJ. Krytykanckie Krysie* - baj. Negatywne Natalki* - baj. Justynki* Jęczybuły - baj. Uduchowione Urszulki* - baj. Natchnione Nataszki* - baj. Dramatyczne Dorotki* - baj.

***- przepraszam nosicielki tych zacnych imion, ale musiały mi się litery zgadzać celem taniego efekciarstwa ;)

Wiem, że niektórzy mają np. super ekipę z licbazy, z którą utrzymują żywy kontakt, ale często tzw. ludzie z klasy to po prostu randomowa zbieranina lokalsów, indywiduów bez polotu, z którymi nam totalnie nie po drodze. Po kiego więc na siłę oglądać te mdłe fizjonomie po latach na swoim ekranie?? Po co zaśmiecać sobie umysł obrazem Bożenki pozującej dumnie z progeniturą na tle meblościanki?

K-lik! Baj.


2.) MINION EON, WON.

Patrz przed siebie i nie trać pary wiosłując pod prąd. Błędy to tak naprawdę lekcje do odrobienia. Nie pozwól sobie w kółko zdawać egzaminu z jednego tematu. Ucz się pilnie z każdego fakapu i niezwłocznie implementuj konieczne modyfikacje strategii życiowej. Po czym nie wahaj się przechodzić do następnego rozdziału. Nie tarzaj się we własnym weltszmercu jak świnka w błocie, bo tracisz cenny czas. I wykopki archeologiczne w zapylonej przeszłości - też won. Wyjątek - praca terapeutyczna. I tyle. Jak już rozplączemy dany kołtun wspomnieniowo-traumowy, won. I natychmiast wywietrzyć smród.

Na tym polega ewolucja, panie. Regularne zrzucanie starej skóry.

U MNIE DZIAŁA.


3.) STWARZAJ KOSMOS CODZIENNIE.

Dbaj o ład w swoim mikrokosmosie. We łbie i w anturażu, w szafie i w utorbieniu. Ład ma to do siebie, że trzeba o niego dbać na nonstopie, bo chaos się chwaści mega szybko.

Dwa powyższe punkty mają za zadanie usunąć materialne i niematerialne blokady, czyli durnostojki na Twojej drodze do ogólnoegzystencjalnej lepszości. Jak coś usuwasz, robisz miejsce na nowe. Brzmię może jak szaman Wiesiek co mu peron odjechał, ale uwierzcie mi - jestem do bólu pragmatycznym i niekiedy wręcz przyziemnym szamanem. To quasimistyczne gunwo z energiami jest prawdziwe i wpisuje się w zagadnienia fizyki teoretycznej, która również z pozoru brzmi jak odjechane mambodżambo, ale to piur sajens, bicz.

Ponadto, taka taktyka działa także jako trik psychologiczny, a jak coś dobrze działa, to nie może być durne.

No.

Wypierdzielamy bez mrugnięcia gałką wszystko co nie wzbudza w nas ciepłych uczuć, co zakotwicza nas skojarzeniowo w przeszłości i co nie koresponduje z naszą wizją przyszłości.


4.) REWIDUJ PRZEKONANIA.

Zastanów się głęboko nad paradygmatem, w którym tkwisz, w którego ramach myślisz. Kiedy zaczniesz odrzucać treści, którymi nie chcesz się dłużej żywić, zaskoczy Cię, jaki ich ogrom nigdy tak naprawdę nie należał do Ciebie. Ja wciąż nie mogę się nadziwić, jak ostro broniłam kiedyś cudzych twierdzeń, w przekonaniu, że są moje własne... 
 
Przykład? Finanse i "bogactwo". Króluje RESENTYMENT, proszę państwa. Winogrona, które wiszą zbyt wysoko, przecież i tak muszą być kwaśne... no nie? U mnie to było (za studenciary) półświadome demonizowanie pieniędzy i dobrobytu materialnego jako czegoś "niskiego", moralnie podejrzanego, niegodnego osoby jakże wrażliwiej i uduchowionej... Czyżby? Dziś mnie bawi ta absurdalna gloryfikacja życia w stanie wiecznego spłukania jako rzekomo bardziej wzniosłego, pogłębionego, na wskroś szlachetnego i zasługującego na order z ziemniaka. To namiętne narzekanie że cośtam jest taaakie drogie, a na inne cośtam nie będzie mnie nigdy stać, a jak można w ogóle wydać tyle kasy na luksusy kiedyyyy... yyy... dzieci w Somalii głodują. A że dobra praca to tylko po znajomości, przez wielkie cycki albo przez cwaniactwo, ogólnie "prawdziwe" życie jest zawsze ciężkie i kopas dupas, a że tamta pinda żyje sobie komfortowo dzięki mężowi i nie musi zaiwaniać do roboty (a żeby ją tak parchy oblazły, tfu!). A że piękne i kosztowne ubrania mają wisieć w szafie w oczekiwaniu na "specjalną okazję" (czyt. Św. Nigdy)... Och, sporo tego. Tyle mamy zaimprintowanych, nieświadomych, toksycznych skryptów, które nas autosabotują z czeluści psychy... Warto się nad nimi pochylić i je uzdrowić. Alchemicznie przemienić łajno w złoto.

No cóż, patrz punkt 2. Wyciągamy wnioski, otrzepujemy kolanka i idziemy dalej, wyżej.

W krystalizowaniu swojego światopoglądu nie oglądaj się na innych, bo inni to w 80% leniwe poznawczo owce, wygodnicko internalizujące "poglądy" innych owiec, a tak naprawdę - bezmyślnie łykające dowolną mentalną paszę od swoich wełnistych ziomków. Owszem, w kupie cieplej i raźniej, mniej odpowiedzialności, ale... kupa nie pójdzie, dokąd Ty chcesz pójść, ani Ci w tym nie pomoże, a wręcz przyblokuje swobodny manewr. Przez łby innych owiec nie ogarniasz szerszej perspektywy, nie widzisz co jest na horyzoncie.


5.) OGARNIJ SPERSONALIZOWANĄ WIZJĘ.

Siebie i swojego cacanego lajfa. Musi być żywa i pachnąca, ale uwaga - musisz uczciwie ocenić, co jest wykonalne, a co nie (np. jak masz skrzeczący głosik, śpiewaczką operową raczej nie zostaniesz, co nie zmienia faktu, że i tak większość przeszkód w spełnianiu marzeń istnieje jedynie w naszych garach).

Bez własnej wizji jesteśmy idealnym celem dla manipulacji. Wizja jest jak mapa, pozwala nie wykidać się z trasy.

Możesz kreować wizję od ogółu do szczegółu, lub odwrotnie. Jak Tobie wygodniej.

Możesz zacząć np. od tego, jaki styl życia najbardziej z Tobą współgra - aktywny na maksa, pełen adrenaliny i wyzwań, czy raczej stabilny, cichy i spokojny? Wielkie miasto, szybkie tempo, kalejdoskop wrażeń, czy raczej sielskie klimaty bliżej natury? A może styl mieszany? :> Wyobraź sobie swój idealny, typowy dzień. O której wstajesz? Z budzikiem, czy promieniami słońca? A może ładuje Ci się do łóżka ekipa wesołych dzieciorów (łysych lub futrzastych) domagających się przytulasów i śniadania? ;)
 
Nie zaszkodzi folder z inspirkami. Jeśli jednak przytłacza Cię na dzieńdobry stworzenie takiej wizki z rozmachem, skup się na kilku kluczowych rzeczach, które chcesz odhaczyć, zanim odwalisz kitę zakończysz doczesną podróż. Priorytety, rozumisz. Potrzebujesz klarowności w priorytetach. Co za pół roku? Co za rok? Co za 5 lat?

Wyobraź sobie najlepszą możliwą wersję siebie i po prostu... zacznij ją uosabiać najlepiej, jak potrafisz. Już dziś. Już teraz.

Wszystko, co nie pasuje do wizji, jak już się zapewne domyślasz - WON.

Z drugiej strony - ciśnienie, presja i desperacja również won. Złap zen i balans.


6.) DYSKRECJA, CZYLI... PRZYMKNIJ DZIÓB.

Za młodu miałam odruch spontanicznego dzielenia się swoimi planami i inspiracjami, a także sukcesami i radościami. Obecnie nauczyłam się powściągać takie zapędy, ponieważ poznałam conieco natury ludzkiej i niestety - wielu ludzi wcale nie życzy bliźnim dobrze, wręcz przeciwnie... I takie entuzjastyczne gejzery radości odbiera jako bezczelny "chwaling", zaogniający hemoroidy na delikatnej rzyci samoocenie jegomościa lub jejmości. Większość tłuszczy pędzi żywot na bezrefleksyjnym autopilocie i prawdopodobnie nigdy nie wykroczy poza przeciętność. Nie dlatego, że obiektywnie nie może, ale dlatego, że nie ma pojęcia, że może. Widok kogoś, kto realizuje swój potencjał, powoduje palący dyskomfort, dysonans poznawczy i wyzwala wówczas brzydkie, stadne instynkty sprowadzenia delikwenta "na swoje miejsce". Bo tak jest łatwiej. Jak kraby w wiaderku - nie dadzą żodnemu wynijść. Ludziom nie tyle przeszkadza, że sami mają niewiele, ale raczej to, że KTOŚ ma/pragnie/oczekuje więcej. I co wybitnie przykre, nie dotyczy to tylko obcych, ale także "bliskich", rodziny i przyjaciół, którzy teoretycznie powinni cieszyć się razem z nami i wspierać... Rzeczywistość bywa inna.

Nie chodzi mi o zaszczepienie w Tobie paranoi i przekonania, że ludzie są z gruntu źli, raczej proponuję pewną dozę trzeźwego realizmu i ochronę swojej cennej bańki szczęścia przed pazernym okiem 'frenemies' i inszych frustratów. Zamknięta paszcza to najlepszy talizman przed wrażą energią zawiści. Chodzi mi zwłaszcza o ważne i wrażliwe kwestie, które jeszcze się nie dokonały w czasie. Ergo - takie, które można jeszcze spiergolić.

Zresztą, enyłej, po co obsesyjnie anonsować obcym ludziom wszystko, co dotyczy naszej ścisłej prywaty?? Zadowoleni ludzie są generalnie zajęci swoim klawym życiem, a po cholerę dawać pożywkę nieszczęśliwym frustratom ze skłonnościami do patologicznego plotkarstwa?

Ot, moje dwa grosze.
 
 
7. NIE ZANIEDBUJ FUNDAMENTÓW I GARA.

Przez fundament rozumiem ciało, naszą doczesną powłokę, naczynie, nośnik. Z takim tu wylądowalim i za taki należy się wdzięczność, respekt, należyta dbałość. Gar to oczywiście czaszunia, naczynie na mózg, ale odnoszę to słowo luźno do ogólnej formy mentalnej.

Stan chociażby naszych jelit ma przemożny wpływ i na odporność, i na skórę, i na wszelkie autoimmuno, i na - uwaga - psychę. Dlatego weź to proszę na serio. Osobiście przychylam się aktualnie ku Intermittent Fasting i LCHF/keto, ale nie będę nikomu zaglądać w talerz i sugerować, czym ma się pożywiać, natomiast nalegam, aby nie traktować swojego zdrowia z nonszalancją. Odpalamy rzetelne źródła wiedzy (nie, celebrytki i influencerki do nich nie należą) typu Pubmed, odpalamy własny rozum i weryfikujemy. 
 
A jak zadbać o gar? Przede wszystkim trza dołożyć starań i rozwinąć techniki niwelowania stresu. Stres to główny faktor rujnujący ciało i ducha. Jako totalny neurotyk i wrażliwiec z tendencją do przebodźcowania GORĄCO propsuję codzienne odbodźcowujące sesje z jogą, medytacją, solfeggio lub ASMR. Wspaniale się przy tym centruję. Słuchawki na łeb, Spotifajka on, giry na ścianę i czileeera...
 

Jak coś mi przyjdzie do łba to dopiszę. Baaj!


 
* Photo by Ava Sol on Unsplash









Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger