12:46

Rzecz o tem, jak zetknęłam się z systemem Davida Kibbe.

Hejka, to znowu ja! :P

Wieki całe nie wrzucałam tu swoich inspirek wygrzebanych z czeluści internetu w zakresie przyodziewku... Bo przez dłuuugi czas miałam kryzys garderobiany, który przeleczyłam metodą radykalnej redukcji szmat, ale wciąż czułam impas - większość propozycji outfitów na ulicy i w wirtualu była dla mnie taka... 'meh'. Niby fajne, ale... właśnie 'meh'. Wtórne, poprawne, może i ładne. Jednak zalew klonów i trochę nuda.

Jakiś czas temu bardzo zaintrygowała mnie typologia Davida Kibbe. Czytałam, czytałam i początkowo niewiele z tego kumałam. Z czasem - zaczęło mi się to jakoś składać do kupy. Zdaję sobie sprawę, że wielu osób Kibbe nie przekonuje, uważają jego system za jakiś absurdalny stylowy horoskop w który się albo "wierzy" albo nie. Zazwyczaj te osoby nader pobieżnie zapoznały się z zasadą działania owego "horoskopu" i tyle im wystarczy, aby zjawisko zdyskredytować. Tymczasem system Kibbe nie jest ani prosty, ani wzięty z czapy. Jestem bodaj ostatnią osobą skłonną popadać w jakiekolwiek doktrynerstwo, ale tutaj poczułam, że "coś jest na rzeczy" z tymi typami fizjonomicznymi. Chodzi przecież nie o wróżenie z fusów czy ptasich jelit, a o strukturę, symetrię, wzrost, proporcje - i choćbyśmy nie wiem jaką politpoprawną nowomową czarowali rzeczywistość, dla ludzkiego oka kwestia harmonii linii i form nie jest abstrakcją. Przykro mi. Owszem, można rzucać cegły i kamienie na chybił trafił, ale czy bez projektu architekta wyjdzie z tego funkcjonalny i piękny gmach? Nie sądzę. Oczywiście - ubrania to TYLKO ubrania i większość ludzi nie zaprząta sobie nimi zbytnio głowy, a jak zaprząta, to zazwyczaj w myśl zasady "dużo, modnie i tanio". Niektórzy ostentacyjnie wyzłośliwiają się na "pustych" blogerkach modowych, stylistkach itp. a jak jest WYPRZ to PIERWSI gonią z jęzorem na brodzie po naręcza poliestrowych szmatek :) No cóż... wolność, prawdaż :D

Toteż  - jeśli kogoś nie interere ta tematyka, niech zwyczajnie odpuści niniejszy post.

Bywało tak, że jakiś element garderoby cholernie mi się podobał, a sama wyglądałam w nim jak wioskowy głupek... Weźmy takie rozkloszowane spódnice/sukienki. W momencie największego natężenia fascynacji estetyką z filmów Tima Burtona zapragnęłam czarnej, gotyckiej "bombki". Sprawiłam sobie. I - mimo "poprawnej" figury - wyglądałam w niej jak stara baba przebrana za przedszkolaka na kinderbalu. No masakra. Podobnie było też z boho-szarawarami, szerokimi powiewnymi nogawkami i rękawami, drobnymi wzorami itd. W minimalistycznej elegancji wyglądałam niby poprawnie, ale... czułam się dotkliwie wykastrowana z jakiejś iskry. W końcu, metodą prób i błędów, mniej więcej rozkminiłam, co mi pasuje, a co nie. Ale po odchudzeniu szafy zależało mi na pozyskiwaniu wyłącznie ajtemsów 100% spójnych ze mną. Wtedy trafiłam na Kibbe.

Na początek polecam cały blog Grety Kredki, ale zacząć od podstaw:


No i moja ulubiona, genialna MUA, Alyona:

U Aly filmików na ten temat jest więcej. A w makijaże umie jak mało kto - nie zajmuje się durnymi haulami i ciapaniem tęczowych powiek; określiłabym ją raczej jako makijażowego inżyniera - proporcje, gra światła i cienia, nic nie jest przypadkowe. Sama Aly jest niezwykle ciepłą i empatyczną osobą. Podoba mi się to, że gloryfikuje piękno w jego różnorodności, a nie dążenie do sztampy.

Wracając do typów Kibbe! Test może kogoś szczęśliwie naprowadzić, ale mnie akurat zwiódł na manowce... :) Skorzystałam więc po prostu z konsultacji z Gretą i okazałam się typem Flamboyant Gamine. No i nagle wszystko pyknęło. WSZYSTKO. Odetchnęłam z ulgą, ponieważ oznacza to dla mnie zielone światło i błogosławieństwo dla mojego ukochanego wewnętrznego dziwaka :D Hulaj duszo! Jako Flamboyant Gamine mogę, a wręcz powinnam:

- uskuteczniać eklektyczny nonszalancki styl (yaaay!)
- tudzież urokliwe retro a'la Gatsby (zawsze było mi ładnie w diademach i opaskach)
- nosić rozdmuchaną wycieniowaną grzywkę
- podkreślać gały krechą, rzęsami, smokey (yaaay!)
- podwijać rękawy i nogawki (od zawsze tak mi instynktownie pasowało, ale nie wiedziałam dlaczego)
- nosić osobliwe wyraziste printy na koszulkach (yaaay!)
- nosić ołówkowe i krótkie spódniczki
- nosić "toporne" i antypańciowate obuwie (yaaay!)
- nosić zwierzęce motywy (cętki, faux fur, wąż - sorryyy, ale ja uwielbiam)
- nosić rzeczy zbluzowane
- nosić boyfriendy (uwielbiam) i rurki (uwielbiam z wysokim stanem)
- nosić krótkie kurteczki i ramoneski (yaaay!)
- nosić się warstwowo i kontrastowo, np. obcisły dół luźna góra lub odwrotnie

Ogólnie - nie ukrywam, że jest mi to wszystko wybitnie w smak. "Czuja" miałam dobrego.

Nie chodzi o to, żeby się podporządkowywać w 100% i zmieniać upodobania na siłę. Chodzi o to, żeby wyłuskać z tego esencję, to, co dla nas najbardziej korzystne. Linie, fasony. Wydaje mi się, że - będąc ich świadomym - można bardzo fajnie zaadaptować Kibbe do własnego stylu i własnych naturalnych inklinacji. Od nas zależy, czy - i jak - użyjemy jakiegoś narzędzia.

U Kibbe zajebiste jest to, że podział na sylwetki nie przebiega według ich "wad" i "zalet", tylko opiera się na apoteozie własnej budowy ciała. W przeciwieństwie do wszelkich kretyńskich metamorfoz typu "Łabędziem być" nie każe wszystkim kobietom wciskać się w stereotyp cycatej seksbomby - klepsydry na niebotycznych szpilach, z bujną blond koafiurą. Wręcz przeciwnie - chodzi o kultywowanie, żadnego maskowania "zbyt szerokich ramion" (wtf?) i dosztukowywania biustu czy tyłka. 

No dobra, tymczasem zmykam złapać jakieś promienie słoneczne na tyłek. Dajta znać, czy kontynuować wątek własnych stylówek i inspirek :) Baaj!

9 komentarzy:

  1. Proszę o więcej! Dziękuję, dowiedziałam się, że mniej więcej od dwóch lat intuicyjnie wybieram dobre fasony np: źle się czuję w mini, nie mam do nich nóg (są troszkę umięśnione i źle to wygląda) fason ołówkowy to jest to, polubiłam golfy, ubóstwiam koszule i klasyczne jeansy, czarne spodnie, ramoneski.. Wychodzi dramatic classic i sporo rzeczy się sprawdza. Poproszę zatem o więcej, bardzo lubiłam również wpisy odnośnie lumpkowych łowów i haulów kosmetycznych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, ja miałam nawet przy sporej niedowadze łydki fest umięśnione, ale w sumie uważam, że takie "baryłki" są urocze :P
      Dramatic Classic - bardzo fajny typ, elegancki ale z rockowym sznitem :)

      Krakowskie lumpy niestety nie umywają się do rzeszowskich, a jak jestem w Rzeszowie u familii to się opierdzielam w ogródku :D Ale faktycznie muszę wrócić do regularnych przeszperów, bo mój wewnętrzny dziwak czuje się niedopieszczony poprzez mój romans z surową prostotą ;)

      Usuń
    2. A jest jakiś lumpeks w Krakowie, który byś poleciła?

      Usuń
    3. Hmm... słabo raczej. W Nowej Hucie lumpki były spoko w okolicach Os. Teatralnego. Kiedyś potrafiłam też wyjść z pełną siatą z Robanu na Pilotów, ale go zlikwidowali. Na Długiej jest całkiem spory lump, ale drogo i szału ni ma... Ponoć znajome uskuteczniają dobre łowy w Biga, ale nie wiem, nie byłam jeszcze.

      Usuń
  2. Wyszło mi, że jestem soft natural. Mój obecny styl ubierania się to mix tego, co zalecane jest dla mojego typu i soft classic. Dziękuję za odkrycie dla mnie Alyony, ma bardzo przyjemny głos i ciekawe filmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alyona jest świetna, sporo się dzięki niej nauczyłam, np. żeby przy opadającej powiece zaczynać kreskę eyelinerem od narysowania przy otwartym oku tzw. "ostatniej rzęsy" - prosty trick, a gwarantuje, że "jaskółka" zawsze wyjdzie symetrycznie i będzie w idealnym miejscu :)

      Usuń
  3. Tym postem przewróciłaś moje spojrzenie na siebie o 180 stopni. Najbardziej przydatna wskazówka EVER. I choć test zwiódł i mnie na pobocze marginesu to czytając opisy wszystkich typów już bardziej czuję do czego mnie ciągnie. Swego czasu podczas zachwytu nad minimalizmem, capsule wardrobe również "wykastrowałam" swoją szafę, w efekcie czułam ciągły niedosyt, totalna klasyka to nie dla mnie, coś musi dodać smaczku. Teraz nawet pojęcie "baza" nabiera kompletnie nowego znaczenia. Bo niestety tak jak nie sprawdzają się już porady w stylu "10 rzeczy, które każda kobieta musi mieć w swojej szafie" tak i baza staje się bardzo indywidualną sprawą, juhuuuu!!! Pani Alyona fajnie tłumaczy, miły głos, praktyczne rady :-)
    Więcej takich postów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że trafiłam z tematem :-) Typologia Kibbe wydaje się - póki co - dość niszową zajawką na rodzimym poletku. A szkoda, bo właśnie ona gloryfikuje różnorodność, zamiast na chama uszczęśliwiać każdą kobietę elegancką białą koszulą, wysokimi szpilami i obciskiwaniem talii...

      Tak, ja również jaram się budowaniem BAZY w wersji SPERSONALIZOWANEJ :D

      Usuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger