19:45

Goodbye sweet summer...

Goodbye sweet summer...
Fociszki zy wczoraj i zy dzisiaj. Zy trawy. Spode rozłożystej jako biodra Wenus z Willendorfu jabłonky. Przepraszam, że nie uwydatniłam swoich felerów i defektów, blizn po trądziku młodzieńczym, sińców pod oczami, "kóz" malowniczo nawisłych w kichawie jako stalaktyty itd. Ba, wręcz zmachałam konkretny mejkap i użyłam filtra z Retriki! O, biada, biada, przeklęte pokolenie od samojebów, harmagedon, łaaa, apokalipsa.

Hiehiehie... :)









23:35

Baba babie lupus.

Gdzieś kiedyś, na fejsiku, byłam naocznym świadkiem jakiejś dysputy, w której pewna pani rzuciła szalenie mundrym koelizmem dla ubogich, że ot, uroda nigdy nie idzie w parze z inteligencją. Cóż, pozostaję głęboko sceptyczna, czy popisem wybitnej inteligencji jest publiczne skrybolenie tak żałosnych sloganów... stereotypy są niestety na użytek ludzi, których myślenie boli, i wolą skorzystać z "gotowca". No kij, że mega słabego... Równie dobrze możnaby odbić piłeczkę alternatywną "maksymą", że brzydota zwykle idzie w parze ze zgryźliwością... :) Tylko w ogóle co to za poziom argumentacji?? Piaskownica!
Enyłej. Nigdy się chyba nie przestanę dziwować tej... bezinteresowności i szczodrości, z jaką ludzie wbijają sobie nawzajem złośliwe, wredne, chamskie szpile. Totalnie niepotrzebne. Szkodliwe. Byle komuś nafajdać do ogródka,  a co! Co mu się będzie ta trawa tak bezczelnie zielenić! Pfu!
Ohyda. Obrzydlistwo. Robactwo mdłe i nikczemne.
Sztuką jest zadbać tak o własny życiowy ogródek, aby móc się nim w pokoju ducha delektować, zamiast kukać zawistnie przez płot do sąsiada i ukradkiem ciskać cuchnącymi bobkami między jego pachnące klomby. Jak małpa. Cóż za niskie pobudki, jaka nędzna satysfakcja... nigdy nie pojmę, co takim osobom przyświeca... Schadenfreude...
Homo homini lupus. A już baba babie... :/ Jeeżu. Borze wszechlistny!
Przykładowo. Trzaśnie se któraś dziewoja udatny wyjątkowo mejkapik, jest wyspana, rześka jak alpejski świt, ma dobry dzień,  jest zakochana, strzeli se przeto wybitnie korzystnego samojeba telefonem, ucieszy się, przetarga przez insta filterek dla spotęgowania efektu, jara się w opór, wrzuca nieśmiało na portalidło społecznościowe, iii... Już.  Już,  kuźwa, hieny leco... życzliwe pindy już się strzępią, żeeee TY TAK W REALU NIE WYGLĄDASZ, NIE JESTEŚ DO SIEBIE WCALE PODOBNA, że KILO FOTOSZOPA, że DZIÓBEK TAKI PRETENSJONALNY SŁITAŚNY, że wogle to se chyba wary cichcem powiększyłaś, ty gupia PRÓŻNA kretynko, a WIADOMO że TYLKO NATURALNE PIENKNO surowe jak nieciosany pniak SIEM LICZY, o! O! I swojski smród spod pachy, ejmen.
/...najlepiej niech ktoś ci zrobi fotę z zaskoczenia na mega kacu, z przymrużonymi oczami i półotwartą paszczą, jak siedzisz na klopie, wyglądając jak ułom mentalny, ustaw se je na profilowe, i wtedy jakoś żadna milusia KOLEŻANECZKA nie będzie sapać, że zdjontko Ciebie nie przypomina... Gwarantuję. :)
Uff.
I szczerze mówiąc nie wiem po co ja to wszystko tutaj piszę, nie zawrócę kijem Wisły, nie nauczę świni tańca. Pomerdam trzcinką w psiej kupce, co najwyżej. Generując przejściowy obłoczek odoru...

18:04

Landryny dla oka...The 'fro!!!

Landryny dla oka...The 'fro!!!
W charakterze piątkowej "zapychajki", bo miałam smażyć jakieś pościwo, wiecie, jakby bardziej zasobne w treść, ale jednak idę na piwko, więc. Rozumieta...

Takżetego... co nie? :)

Odkąd pamiętam, lubiłam wielkie dynie, w sensie, głowy, wraz z włosami. Bujne, o! Tak. Właśnie. Rozczochrane szopy, monstrualne konstrukcje z dredów. A że dodatkowo jestem totalnym kwasomaniakiem wszelkich "klimatów" szalonych lat siedemdziesiątych, to jakoś tak wyszło, że jaram się także AFRO... :D
















* sweterek z kościółkiem (???), swoją drogą, wspaniały... *_*

Prawdaż li to, że inspirejszynz nadziubałam  na Pintereście zajebiaszczych? ;) Wszędy kutwa tylko te weselne fioki ulakierowane na lśniący hełmofon, nosz można się spawić na zielono...

***

Wasze zdrowie dziopy i chopaczky :)


15:04

Czasem słońce, czasem deszcz. Czasem lateks, czasem dres.

Czasem słońce, czasem deszcz. Czasem lateks, czasem dres.
W piąteczek paradowałam radośnie po dzielni Nowe Miasto, ogarniając rozmaite sprawunki, przyodziana w tiszerciwo Star Wars w kolorze gumy balonowej (nowy lumpowy nabytek) oraz wściekle niebieską kraciastą flanelową koszulinę (stary lumpowy nabytek) zawiązaną połami w pasie. Popielate rurki (z lumpa) i trampacze (z sieciówy) do tego. Plus wielki torbiszon (z outletu). Skonstatowałam, iż doprawdy rewelacyjnie się czuję w takim "niezobowiązującym" wydaniu i mam głęboko w części zadniej, jak by ten fakt zaopiniowała samozwańcza komisja ds. Tego Czego Kobiecie Absolutnie NIE Wypada Ze Względu Na Metrykę, złożona z zapewne wielce nieomylnych w tym mocno eschatologicznym temacie cipci :))))

Ale do rzeczy. Co by nie być gołosłowną, a propos wspomnianej w poprzednim wpisie henny Verona, podpinam foto - brwi po tygodniu od farbowania, no musita przyznać, że mucha nie siada i efekcik jest cacany ;)



12:42

Ulubione kosmetyczne używki ostatniego kwartału! :P

Ulubione kosmetyczne używki ostatniego kwartału! :P
Nie jestem histrionicznym typem samicy skłonnej każdorazowo "przeżywać" gazylion niunasów konsystencji nowego żelu pod prysznic, więc wybaczcie brak emfazy i telegraficzny charakter niniejszego posta. Dotyczy on kosmetyków, które okazały się dla mnie wyjątkowo udanymi nabytkami w ciągu ostatnich miesięcy. Łączy je zaskakująco sympatyczny stosunek jakości do ceny ;) 


Może nie kosmetyk, bo to dropsy z gatunku "supli", które były dodatkiem do podróby Tangle Teezera z Biedry. Łykałam regularnie po śniadaniu i mam wrażenie, że znacząco przyczyniły się do wyraźnego wzmocnienia i zgęstnienia moich włosów. 


Ulubiona, mega wydajna i tania jak barszcz (6 zeta) henna do brwi. Bardzo trwały efekt (do miesiąca). Trzeba uważać, bo zrazu "chwyta" kolorem też skórę, ale naprawdę - uwydatnia nawet mikroskopijne meszkowate kłaczki, dzięki czemu po "zabiegu" wyglądam jakbym miała naturalne ciemne tłuste gąsienice na czole! ^^


Zajebista wciereczka. Kupiłam w promocji za 6 zł. Nie ma alkoholu w składzie, same ziółka. Wcierałam regularnie co drugi dzień po myciu i jestem przekonana, że najwybitniej przyłożyła się do inwazji baby hair, albowiem inaczej tego nazwać nie mogę :)


Niepozorna, tania (8zł) a bardzo dobra klasyczna odżywka do częstego używania. Ładnie pachnie i nawilża nawet moje sianowate ombre końcówki.


Micel do codziennego stosowania - bodajże 8 zł w Biedrze. Super!


Nie wiem, na jaką cholerę skusiłam się na szampony suche Batiste... efekt po pudrze dla dzieciąt Babydream i porządnym wyszczotkowaniu jest identyczny, jeśli nie lepszy. Cena i dostępność - bez porównania lepsza. A w składzie żadnej zbędnej chemii, więc... :)


Jeśli zmywać emaliję ze szponów, to li tylko tą ZIELONĄ Isanką (4 zł). Nie cuchnie jak jej różowa siostrzyczka, w ogóle nawet przyjemnie pachnie - jak na zmywacz.


Puder w kamorze z Rossmana, za niecałe 6 zł (promocja). Kopara mi spadła z zachwytu jak go pierwszy raz użyłam... idealnie matuje, o dziwo bez efektu płaskogębia, znaaacznie przedłuża trwałość nienajlepszego podkładu (jakim jest moim zdaniem Revlon Photoready oraz L'Oreal True Match... Toyad tępa dzida chciał zaoszczędzić na Colorstay'u, no to tera mo). Rewelacja. Tylko ma jedną wadę - apteczny smrodek.


Szukałam pędzelka do rozcierania cieni, z miękkiego włosia. Już-już miałam się szarpać na jakąś firmową drożyznę z internetów... aż kupiłam w Almie za niecałe 6 zł toto marki AnnCo. Spisuje się idealnie, włosie ma naturalne. Czego chcieć wincyj??


Może nie powalająca taniocha, ale UWIELBIAM. Matowe szminki z Golden Rose! Kupuję je nałogowo. To już moja szósta albo siódma, prze-prze-przepiękne mają kolory, a wklepanie odrobinki nawet przy jaskrawym odcieniu daje naturalny efekt. Jak wiatr zawieje i kudły chłoszczą po dziobie, nie muszę odklejać upapranych pasm z pyska. To mnie zawsze odstręczało od klasycznych pomadek i błyszczyków - ta ślimacza lepkość, ble. Tutaj tego na szczęście nie ma :)


To było dla mnie duże zdziwko ... za 8 zł mamy naprawdę NIEZŁY tusz do rzęs, ba, wręcz konkurencyjny dla mojego ukochanego Masterpiece'a:


To ustrojstwo chyba kosztowało ok. 11 zł, żałuję, że nie wybrałam wersji dla szatynek, ale i tak jest okej. Robię sobie taką paciugę przy pomocy zwilżonego pędzelka, nakładam, rozczesuję i efekt jest super - jak naturalne, pełne brewy. Zwykły brązowy cień z reguły wygląda zbyt topornie, zwłaszcza dla osób o lichych kłaczkach.


Chyba tyle póki co...

***

Nie cyknęłam foty, ale od kilku tygodni stosuję na noc na brwi i rzęsy pomadkę ochronną z Alterry... bardzo się wzmocniły i w połączeniu z henną mogę wręcz się pysznić bujną oprawą oczu :P

Kupiłam na dniach puder sypki bambusowy Paese, bo w sumie nie zawsze mam ochotę na idealnie zmatowioną gębę (jak po Synergen), a sypkim wystarczy oprószyć delikatnie newralgiczną strefę T i jest ok. Pachnie milutko. Tylko teraz poluję na dobry pędzel puchacz, oko mi ucieka w kierunku Ecotools, ale jeszcze zobaczymy.

***

Aa, też fajny patent rozkminiłam - nakładanie podkładu pędzlem... zwilżonym wodą mineralną :) Jakby skóra taka ładniejsza się zrobiła... no i makijaż trwalszy po prostu... :)

***

W ramach walki z paskudnymi zaskórnikami, których mi się nakociło latem jak królików, planuję jesienią kampanię kwasową. Ale mało tego :) Pierwej wypróbuję patent z maseczką z żelatyny - ponoć zdziera się ją razem z "lasem" wągrów...hmm, to aż zbyt piękne, aby było prawdziwe, ale... MUST TRY! :>

21:34

Chata nieinspirowana poczekalnią luksusowego gabinetu stomatologicznego :)

Chata nieinspirowana poczekalnią luksusowego gabinetu stomatologicznego :)
Pewno w dobie kultu "skandynawskiego minimalizmu" będę niepopularna ze swoimi oczojebnymi zajawkami wnętrzarskimi... Oh, well :) Podzielę się tak czy siak, a kto chce, niech klaszcze uszami tak jak ja :D

Nic na to nie poradzę, że uwielbiam kolory i potrzebuję kolorów. Żywych kolorów :) Sterylna biel, beże i szarości... może i eleganckie, uniwersalne, ale... troszku smętne i szpitalne. Chyba, że pojawia się plama konkretnego oczodaja i wtedy obleci. Ale Toyad preferuję wersję TOTAL ;) Oto moje indoor inspo wygrzebane z czeluści Pinteresta...

Koloryyyy:



Nie mogłabym mieć doła w TAKIM pokoju ;)




Przytulnie, nic, tylko skitrać się tam z książką podczas PMSa:


Niebieski elektryzująco parkiet, genialne:


Piękne:


Palemka:


Stonowane niby, ale piękny dobór odcieni:


Lowciam orientalne lampki, złupiłabym Sphinxa:



Boskie te ornamenty świetlne:


Ostatnio mi odwala w kierunku palm i paprotek:


Proszsz, jest konkretna plama koloru:


A ten patent z malowaniem wikliny na neonową limonkę zamierzam bezwstydnie zerżnąć:


Fajny pstry wynalazek:


Ma-LOVE-ni-czo:



 Radosna kuchnia:


Aż mi się w ślipiach mieni na ten widok:



Dobry patent z tym wieszakiem:



Podsumowując. Jaram się w opór mózgotrzepnymi kolorami, orientalnymi duperszwancami, palmami w donicach i ogólnie potrzebuję do szczęścia przebodźcowania sensorycznego, albowiem w ogrodzie ZEN to ja kręćka dostaję. 

Deprywacja oczna nie dla mnie, moi mili. Mój musk musi coś mielić nawet jak lipię tępo w ścianę.
Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger