15:56

"To ty miałaś coś z zębami??" :)

Hejka :)

Jak część z Was już kojarzy z insta, od paru tygodni jestem posiadaczką aparatu ortodontycznego Damon :)

Ta, erm, inwestycja, chodziła za mną już od dobrych kilku lat... Moje zęby długo uchodziły za dosyć równe, dopóki na studiach nie zostały "rozkopane" przez wyrzynające się w boleściach ósemki. Z roku na rok sytuacja w jadaku wyglądała coraz gorzej - zęby, zwłaszcza na dole, zaczęły się tłoczyć i nawet rotować. Góra była względnie okej, natomiast odkąd pamiętam nie jestem fanką wąskich łuków - tj. sytuacji, że jak się szeroko uśmiechniesz widać tylko zęby do trójek, max. czwórek i w kącikach ust robią się takie "czarne dziury" w które można wrazić po twixie lub parówce. Ogółem - przestał mi się podobać mój uśmiech, zaczęłam się kontrolować i uśmiechać takim nerwowo ściśniętym półgębkiem (żeniby Mona Lisa, czy coś)... Z zazdrością (ale taką pozytywną - motywującą) patrzyłam na roześmiane selfy dziewczyn na instagramie. Zawsze mi się marzył taki uśmiech "gębą pełną zębów" :) 

Dlatego holywoodzki smajl trafił na moją listę celów. Zrobiłam risercz, namierzyłam dwóch ortodontów, którzy wydawali mi się sensowni, a po konsultacjach zdecydowałam się na lekarkę, która okazała się "czytać mi w myślach" - nie musiałam nawet nic tłumaczyć, tylko oczy mi się rozgwieździły, kiedy przedstawiała swoją propozycję korekty - żeby nie tylko ustawić niepokone kły do łuku, ale także "rozciągnąć" łuki i wyeksponować nieśmiałe czwórki, piątki i szóstki w uśmiechu :) Miałam do wyboru dwie metody - klasyczny aparat z ligaturami poprzedzony noszeniem expandera podniebiennego oraz system Damona samoligaturujący się. Pierwsza opcja byłaby tańsza, jednak szacowany czas leczenia dłuższy co najmniej o okres noszenia expandera (czyli razem ok. 2,5 roku), plus wizyty co miesiąc. Druga opcja - droższa na wejściu, jednak Damon sam radzi sobie z rozciąganiem łuków i wizyty mam co ok. 10 tygodni - co mnie bardzo urządza. Czas leczenia szacowany na 1,5 roku - może krócej, może dłużej, w zależności od współpracy ze strony iglatury ;) Tak czy siak, wybrałam opcję drugą. Oczywiście każdy zadrutowany jest przekonany o wyższości swojej metody leczenia nad inną - co widać na forach.

Powiem tak - gdybym chciała po prostu wyrównać zęby do łuku, wybrałabym klasyka z ligaturami. Ale zależy mi na "hamerykańskim" smajlu od ucha do ucha, więc daję szansę Damonowi - jakie będą efekty, przekonam się empirycznie. Przeciwników Damona (w większości leczonych tradycyjnym systemem) nie brakuje, jednak ich słowa konfrontuję ze zdjęciami pacjentów leczonych Damonem - i cóż, jednak się skusiłam, bo efekty już po paru miesiącach są piorunujące.

Po leczeniu rzecz jasna trzeba przypilnować retencji, ale to inny temat.

Po założeniu swojego Damona spotkałam się ze zdziwieniem - "TO TY MIAŁAŚ COŚ Z ZĘBAMI??" "EEE, PRZESADZASZ, NIE BYŁO ŹLE" itp. Ludzie zazwyczaj przyuważają cudze zęby w dwóch przypadkach:

- kiedy są ewidentnie ładne
- kiedy są ewidentnie sfiksowane

Moje chyba plasowały się gdzieś pomiędzy... :) Ale jakoś instynktownie unikałam eksponowania ich, a uwielbiam się szczerze szczerzyć i wolę uśmiechnięte fotki od tych pretensjonalnych, wzgardliwych "dzióbków zajebistości" :P Od zawsze lubiłam też malować usta na wyraziste kolory, jednak świadomość krzywusów studziła moje zapędy.

Nie mam zamiaru się asekurancko tłumaczyć - po prostu uważam, że ogarnięte zęby to jeden z głównych filarów "zadbania", rozświetlają każdą twarz, dodają urody tym przeciętnym i odwrotnie - brzydkie zęby skutecznie odejmują urody najpiękniejszym. I sama należę do ludzi jednak zwracających na to uwagę (chociaż nie wtryniam się w cudze wybory w tym zakresie).

Ponadto - prawidłowy zgryz niesłusznie uchodzi w powszechnym przekonaniu za kwestię wyłącznie estetyczną i "drogą fanaberię" podyktowaną próżnością. Zęby mogą wydawać się znośnie ustawione, a ukryta wada zgryzu może powodować daleko idące komplikacje zdrowotne w postaci migren, degeneracji stawów żuchwowo-skroniowych, nierównego ścierania się zębów, zgrzytania itp. Moje górne jedynki po tym, jak dolne sfiksowały, zaczęły się niepokojąco szybko ścierać w skos i obecnie jedna jest sporo dłuższa od drugiej (zostanie to ogarnięte po korekcie).

Jeśli zaś chodzi o czystą estetykę, to ostatnio towarzyszy mi też pewna obserwacja i refleksja - że im jestem starsza tym najważniejsze dla mnie, abym czuła się piękna i atrakcyjna, jest to, z czym się kładę spać i budzę rano. Czyli nie są to żadne modne szmaty, sexy szpilki, wystylizowane włosy i instagramowy makijaż, tylko takie podstawy, jak: zdrowie, czysta nawilżona (od wewnątrz) skóra, miękkie, błyszczące, swobodnie rozrzucone włosy, prawidłowa sylwetka dzięki racjonalnemu odżywianiu, wypoczęte spojrzenie po minimum 7 godzinach snu, uśmiech zadowolenia ze swojego życia. Reszta to zaledwie dodatki, przyjemne, choć całkowicie opcjonalne - jak filtry w insta. Kiedy brakuje wielu tych podstaw, to nawet najlepsza stylówka, dopinane pasma, doklejane czarne wyciory w charakterze rzęs, misterny konturing i strobing luksusowymi pędzlami - to trochę takie "leczenie syfa pudrem"...;) Ale spokojnie, nie jestem urodowym nazi - swoje przemyślenia i wnioski mam na własny użytek :) W skrócie - bardziej mi obecnie imponuje jakościowy minimalizm wypracowywany miesiącami (jeśli nie latami), niż pozory jakości w postaci doraźnych substytutów. Chodzi mi o filozofię typu: prościej wbić zad w bieliznę wyszczuplającą niż ruszyć ów zad z kanapy i zrezygnować z frytek w maku, prościej zaszpachlować zapchane pory niż np. zrezygnować z papierosów, wysilić się na celowaną systematyczną pielęgnację, prościej doczepić kłaki niż wyhodować i utrzymać w dobrej kondycji własne, prościej połknąć cudownego dropsa na dolegliwości niż systematycznie budować zdrowie, prościej kupić po drodze syfskiego hotdoga niż poświęcić czas na zaplanowanie i przygotowanie w domu lepszej alternatywy, prościej narzekać na kiepską pracę niż się przebranżowić i poszukać lepszej, łatwiej pomstować na sukcesy innych niż uczciwie zapracować na własny. I wiecie, nie piszę tego wszystkiego z perspektywy kozaka który to wszystko praktykuje na sto pro, ale - nieustannie pracuję nad swoimi dobrymi nawykami i znam kierunek, w którym powinnam wytrwale podążać. Unikam też wszelkiego doktrynerstwa, więc sporadyczny cheat meal jest wliczony w koszty ;)

To chyba tyle na dziś, mykam jeszcze podelektować się niedzielnym popo :)


7 komentarzy:

  1. zarekomendujesz tego orto? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dr Alina Stebnicka-Drozd, Stomatologia Cichoń :)

      Usuń
  2. Moim marzeniem jest aparat i kiedyś mam nadzieję je spełnię. Cóż od właściwie prostych zębów przeszłam do lekkich skosów o ile góra jest w miarę ok, o tyle dół.. meh. A, że niestety nie umiem ładnego półuśmiechu ani tajemniczej Mony, uśmiecham się lekko (bo bez wyglądam jakbym szła na pogrzeb). A co do zadbania-tak, to się bardzo zmienia z wiekiem. Pomimo, że nie mam idealnej cery częściej chodzę bez niczego, jak makijaż to lekki lub poszaleję z okiem. I bardzo doceniłam regularne nawilżanie buźki. :) A nad dbaniem od środka czyli odżywianiem cały czas pracuję!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ile kosztuje ten Damon bo jestem zainteresowana?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ceny za zwykły metalowy Damon zaczynają się od 2,2k za łuk, ja płaciłam 3k w Krakowie (Stomatologia Cichoń):)

      Usuń
    2. Aha czyli min 4,400 za górę i dół... dużo ale już zaczynam oszczędzać :)

      Usuń
    3. Wiesz co, jeśli nie potrzebujesz mieć zębów od ucha do ucha tylko zwyczajnie równe, to myślę, że tradycyjny druciak (o wiele tańszy, myślę że spokojnie zrobisz górę i dół za 2,5k) super się sprawdzi :) Ja miałam po prostu szczególnego osobistego zafiksa na punkcie wyeksponowanych mocno na szerokość zębów, ponadto zależało mi na czasie, więc z bólem odżałowałam te hajsy.

      Usuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger