12:28

InstaMix vol. 5 :)

InstaMix vol. 5 :)
Kurza twarz... tak se popaczałam krytycznem ślipiem na moje ostatnie pościwa i... z deka zionie tu smutem. Pora na odmulenie jakąś lekkostrawną lajtóweczkę pyknąć, a InstaMix nadaje się do tego idealnie - dużo obrazków i mało do czytania :)

Niektóre foty jeszcze w "starych" włosach:


Moje ulubione oksy steampunkowe:


Bardzo fajne neutrale na codzień z Essence:


Młody jęczmień... w smaku wyjątkowa koszmara, jak wywar z rozwielitek z dodatkiem glonów i mułu:


Kwiotki w Hamie:


Medytacja przy drzewie, a co:


Takie cuda tylko w Instytucie Religioznawstwa w Collegium Broscianum na Grodzkiej w Krakowie:


Hipsterskie hybrydy:

 To są chyba bzy, nie? :)


Jaskółeczki są mega urocze, choć ogólnie za ptaszorami nie przepadam:




Hipsterskie pazury hybrydowe i beznadziejny dezodorant:


Tfurczość autochtonów na dzielni:



Trampexy zawsze spoko:


Me likie:



Granitowe szpony:









Ha, zaklinałam się, że kłaków nie skrócę tak mocno, i co... :)


Nie ma to jak parchatka na dziobie :/


Mama przywiozła z Portugalii:


Uwielbiam płomienne chmury, wiem, że to takie ORYGINALNE haha:


Banany z poziomami:


W tle na lodówce dzieło mej Progenitury, wspaniałe, prawdaż:


Cycas Revoluta, sagowiec, podobne do palmy, a ja uwielbiam palmy! Muszę się skupić, żeby go nie ubić (nie mam "ręki" do roślin) - otrzymał nawet imię: Czolito :D


Toyad czasem w ramach samopomocy babskiej to i flamboyage wykona:



Upały lipcowe spędzałam tak:


Moussaka, przepyszne zapiekane żarełko - bakłażan, cukinia, sos pomidorowo-mięsny z cynamonem, ser grecki na wierzch. Zdjęcie nie oddaje szału podniebienia, musita mi uwierzyć na słowo :)


Łąki nowohuckie:


Patrzę se na sufit namiotu, a sufit patrzy na mnie:


Zieloniutki kitrak, Quechua, z Decathlonu, rozkłada się w 2 s:


Księciunio do wzięcia, komu komu:


Toyad tkliwy nihilista... :D Bralet z Charlotte Rouge, model Lovesick, jaram się jak dzika:


No i tak.

Do następnego!

15:20

Zabrać małpie brzytwę.

Gdybym miała wybrać jedno najważniejsze słowo-wytrych to wybrałabym, bez mrugnięcia okiem, słowo ŚWIADOMOŚĆ.

Żadne tam MIEŁOŚĆ, BÓB, HOMAR I DZICZYZNA. 

Po prostu ŚWIADOMOŚĆ.

Bez świadomości wszystkie te wzniośle brzmiące (w oryginale) hasła są tylko czczym echem z blaszanego bębenka.

Świadomość jest wszystkim, a wszystko bez świadomości to CH. ...

***

Czasami naprawdę mam wielką ochotę z dnia na dzień zwinąć swój wszelaki internetowy majdan, bloga, fejzbuki, wszystko, zamknąć "interes" niczym "szczęki" na hali targowej, rozłożyć sobie kocyk na słoneczku w miłych okolicznościach przyrody, zatknąć koniczynę do pyska i po prostu mieć święty spokój ducha. Bo jak patrzę na to, co się w necie dzieje i do czego to zmierza, to mnie mdli.

Wiadomo, czasami się człowiek natyka na ohydę w realnym życiu, jednak NIE W TAKIEJ SKALI jak w wirtualu. 

Jakiś czas temu wspominałam o mini-aferce fejsbuniowej u pewnej blogerki. To jest naprawdę małe miki, ale tym, co mnie poważnie przeraża, jest fakt, że nawet z pozoru "normalne" i "dobrze wychowane" osoby przyklaskują poglądowi, że publiczne = można zostawić kupkę i nie posprzątać. Cóż, kto kiedykolwiek musiał skorzystać z publicznej toalety, ten wie, jak powszechna jest wśród ludu pokusa radosnego fajdania i siusiania naokoło sedesu, nieomal szczytuje taki delikwent na myśl, że anonimowy KTOŚ to za delikwenta posprząta! Prawie jak Ludwinio Szesnasty się wtedy czuje, nosz istne bóstwo solarne.

Jakaż to ulga od zafajdanego życia, nieprawdaż, prawie jak przypierdzielenie żonie za przestygłą zupę. Czad.

Yyy... Zgadzamy się, że takie zachowania i pobudki są udziałem nikczemnego motłochu, prawda? No właśnie. Ale już napisanie komuś na fanpejdżu, że ma kijową fryzurę i jest za chudy, to lajtóweczka no i wogle ta "krytyka" z troski wynika... 

Tak, masz prawo uważać, że komuś nie do twarzy z piercingiem. To twoje zdanie, ale jego fizys. Możliwość wklepania komentarza nie jest równoznaczna z zachętą do bycia burakiem. Opcja "skomentuj" nie jest zaproszeniem do "wyżycia się" na kimś. Nie wycieraj sobie też gęby fałszywą troską. Dopóki ktoś nie poprosi audytorium o szczerą opinię dotyczącą swojego wyglądu, osoba ogarnięta i kulturalna (albo po prostu...empatyczna i myśląca?) ma ŚWIADOMOŚĆ, że takie uwagi powinna zachować dla siebie. Zanim bezmyślnie popuści śmierdzącego kleksa, zada sobie kluczowe pytanie... PO CO. Co chcę osiągnąć, wnieść, zbudować tym. Ego booster..? Chwilowe lepsze samopoczucie pseudoeksperta? Cudzym kosztem? Brawo.

Powtarzam, to jest pikuś, ale takich pikusiów jest istne mrowie, i te pikusie moim zdaniem znajdują się w niechlubnym spektrum tego samego zjawiska, którego sąsiednim ramieniem jest obrzydliwy cyberhejt najcięższego kalibru (przykładowo, popularne ostatnio stronki "XX - dobrze że zdechł/-a"). Przyzwolenie na folgowanie wewnętrznemu chamowi, bo niby w niczyich a ogólnodostępnych internetach jest to dopuszczalne, wszyscy tu tacy anonimowi, nieuchwytni i bezkarni, poszkodowany nie ma przecież lima pod okiem, a zresztą krzywda moralna to abstrakt stworzony przez zblazowanych pojebologów.

Z drugiej strony, to nie jest w swoim rdzeniu nowe zjawisko, plebs zawsze ryczał z uciechy na egzekucjach. Największą zmorą jest teraz to, że potrzeby krwiożerczego motłochu z litą kością od podniebienia w górę się nie zmieniły, szubienic, gilotyn i stosów już raczej nie ma, za to som internety, i sfrustrowana gawiedź urządza sobie w najlepsze hucpę kosztem kozłów ofiarnych.

Nie lubię marudzić i narzekać, serio, wolę się koncentrować na pozytywnych aspektach życia, ale... są tematy, o których nie powinno się milczeć i udawać, że nie ma sprawy. Tylko, co można zrobić poza nagłaśnianiem problemu? Koreizacja internetów..? Przymusowe pisanie wszelkich treści pod własnym imieniem i nazwiskiem, aby brać za nie wszelką odpowiedzialność? 

Świadomość mas to chyba utopia... Może faktycznie lepiej odgórnie ograniczyć agresywnym małpom dostęp do niebezpiecznych narzędzi...
Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger