10:35

Podsum listopadowej akcji prowłosowej.

Podsum listopadowej akcji prowłosowej.
Pora na apdejt z drugiego miesiąca moich poczynań prowłosowych. Co stosowałam w listopadzie?

- wierzbownica
- drożdże
- skrzypokrzywa

- mycie Dercosem czerwonym z Aminexilem, na zmianę z Sylveco z betuliną

- jak mi się przypomniało to wcierałam serum na porost Agafii, ale rzadko, o kozieradce zapominam kiedy jest w lodówce :<

- z supli biotyna z L'Biotiki (z dodatkiem cynku i wit. B12), magnez, od połowy miesiąca Astaksantyna hawajska Bioastin (duża dawka-12mg)

- jako dodatek do koktajli - maka i chlorella, ale nie codziennie

- do kawy zawsze kurkuma ze szczyptą pieprzu

- max. jedna kawa dziennie

- ograniczyłam pszenicę i mleko, unikam cukru

- olej kokosowy extra virgin

- wit. D3

- regularne olejowanko przed myciem, wdrożyłam olej Khadi i Sesę na skalp

- peeling kawa/cukier raz w tygodniu

- szczotkowanie skalpu dzikiem, masaże palcami

- dbałam o wysypianie się, a od połowy miesiąca moja jakość snu baaardzo się poprawiła :)

- konsultacja z endo - ponoć mam osobniczo małą tarczycę, stąd w wynikach wychodzi leciutka niedoczynność, ale TSH w ciągu roku spadło do prawie-idealnego, a sama tarczyca jest zdrowa (brak guzków, przeciwciała ujemne)

- konsultacja z ginem - dostałam skiero na oznaczenia hormonów w poszczególnych dniach cyklu

- podcięcie końcówek metodą Thrmocut o jakieś 2-3 cm, subtelne pojaśnienia typu sombre, z olaplexem, żeby naturalnie wypłowiałe od słońca pasma wyglądały jakoś sensowniej

- niestety zaliczyłam katar, który przeszedł w zapalenie zatok i spłynął na krtań, co skończyło się antybiotykiem... ehh, rzadko choruję, ale jak już, to konkretnie :/ przypuszczam, że antybiotyk znowu spacyfikuje mi kłaki i spodziewam się masywnego telogenowego opadu w ciągu 3 miesięcy :/

No i w sumie tyle. Obserwacje:

- zredukowana produkcja smalcu na skalpie, a na gębie wręcz suchość

- jakoś w połowie miesiąca, czyli po ok. 1,5 miecha intensywnej pracy nad poprawą kłaków zauważyłam, że ilość wypadniętych podczas mycia i czesania kłaków spadła z ok. 100 do ok. 20. WOW! Ale co zdążyłąm wylinieć, to wyliniałam... :/

- z okolic przedziałka sterczy busz antenek - jeszcze w październiku widziałam bejbihery, ale teraz jest ich naprawdę sporo i powoli robią optyczną robotę na prześwitach

- mój przedziałek wygląda już znacznie normalniej, z czego się zajebiście cieszę, ale jeszcze bliżej czoła mam wkurzające prześwity glacy, nad którymi intensywnie pracuję

- miałam malutki łysy placek ok. 5 mm średnicy, teraz pojawiły się na nim dwa cieniuteńkie i prawie przezroczyste kłaczki <3 wcześniej przez długi czas nie widać było nawet kropki mieszka włosowego...

- mam wrażenie, że odrastające kłaki są "treściwsze" i mniej "pajęcze"

Co planuję w grudniu i w dalszej perspektywie:

- kontynuować to co dotychczas, bo najwyraźniej działa

- zmobilizować się do wcierania kozieradki :/

- może dorzucę kolagen do koktajli

- może rozważę delikatną mezoterapię chałupniczą przy pomocy rolki (spokojnie, nie zrobię sobie krzywdy, wiem co i jak), bo jednak kolagen przeciwdziała łysieniu, a rolka pobudza procesy naprawcze

- orzechy brazylijskie dla uzupełnienia selenu

- jak ogarnę wszystkie wyniki laboratoryjne, kopsnę się do Centrum Zdrowego Włosa na konsultację z trychologiem i badanie skalpu

Aha. No i przestałam się już obsesyjnie wgapiać we własny i cudze przedziałki. Opad kłaków przy myciu nie jest już skrupulatnie liczony, tylko etykietowany na zasadzie "dużo"/"mało". Bardzo jestem wkurzona z powodu fakapu z choróbskiem i antybiotykiem, ale tego się nie da zaplanować, ot, chwilowy spadek odporności i BAM.... :(

Dokumentacja foto.

Kłaky nieumyte, fryzura out of bed, tuż przed podcięciem:


Jak widać, spoooro urosły :) Ale końcówy poszły pod gorące nożyczki - ok. 3-4 cm.

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger