10:46

Za Jaszczurem panny sznurem... Minóg w worku, minoga portret własny. Część trzecia.

Cyklu o psychofagach ciąg dalszy.

Tak sobie pomyślałam, że... ten kto nie doświadczył zjawiska, choćby pośrednio (mama, siostra, przyjaciółka etc.), będzie to czytał jak stek jakichś egzaltowanych absurdów. Cóż, nawet tkwiąc po uszy w takiej toksycznej relacji, możesz dłuuugo wypierać oczywiste schematy i uparcie odmawiać kojarzenia faktów, mając przed oczami czarno na białym, wołami, wypisane sygnały ostrzegawcze i klasyczne mechanizmy takiego typu związku.

W sumie nie chodzi tylko o związki. Psychofagi są również niszczące w firmie, w rodzinie, w otoczeniu. Ale ich niezdolność do stworzenia wartościowej pogłębionej i trwałej relacji sprawia, że są cyklicznie dostępni na matrymonialnym rynku praktycznie dożywotnio... wot, taka koślawa SAMSARA z chujoplątami (zapożyczenie od Mai) w roli głównej.

Na początku relacji toksyk mobilizuje wszelkie wysiłki i pokazuje Ci się jako totalny ideał. To jest jego JEDYNA inwestycja w ten związek. Ma na celu odpalenie Ci pod czołem możliwie najpiękniejszej, najcudowniejszej, najbardziej romantyczno-atawistycznej bajeczki... a raczej jej wypindrzonego trailera, tylko zapętlonego. Happy endu się nie doczekasz, zaś gdyby już rozwinąć fabułę, poszła by raczej w kierunku Piły lub Hostelu, z tym, że zamiast juchą, będziesz broczyć swoją energią życiową. Relację z psychofagiem można porównać do sytuacji, w której kupujesz od przesympatycznego, eleganckiego hosta okazjonalny bilet na nocny maraton filmowy Bergmana, a budzisz się w obskurnej, cuchnącej szczyną salce na maratonie... japońskiego niszowego porno. "Efekt WOW" porównywalny... :/

Czym charakteryzuje się osoba psychofaga. Odwołując się do klasyki gatunku.

- robi piorunujące, pozytywne wrażenie, bardzo dobrze wygląda

- wzbudza zaufanie, jako osoba radosna, oblatana, inteligentna, wykształcona, obyta, kulturalna, elokwentna, towarzyska, charyzmatyczna, oryginalna

-  "pojawia się" jakby znikąd, ma dość niejasną i niejawną przeszłość, którą zbywa enigmatycznymi półsłówkami, w jego opowieściach przewija się mnóstwo osób, imion, zajęć i... miast/miejsc, w których zamieszkiwał, prac, których się imał (na tym etapie Tobie to imponuje)

- znienacka pojawiają się pierwsze zgrzyty... np. zaczyna krytykować Twoich znajomych, jest bardzo zaborczy, "wyjeżdża" na Ciebie z paszczą o coś kompletnie absurdalnego

- dąży do jak najszybszego "udupienia" Cię w jakąś zależność - dziecko, kredyt, biznes, małżeństwo, mieszkanie, wspólny wyjazd itp.

- do pewnego czasu mylisz jego agresję z asertywnością i byciem "konkretnym", oczywiście - w fazie początkowej nawet Ci to jeszcze imponuje

- nie wiem skąd się to bierze, ale... jakkolwiek głupawo to nie zabrzmi... ale wiem to z niejednego źródła... psychofagi mają tendencję do bycia ciągle w fizycznym ruchu, nawet jak siedzą i coś czytają w komputerze, podrygują nerwowo nogą

- jest hiperaktywny w sferze seksualnej, "zaliczył" mnóstwo partnerek*, ma je dokładnie policzone i chełpi się tą liczbą jak jakimś totemem, wypowiada się o swoich ex z pogardą, nalega na częste i "urozmaicone" współżycie, przy czym "urozmaicone" zaczyna oznaczać np. wirtualny ekshibicjonizm lub swingowanie, a jeśli Tobie taka aktywność nie do końca odpowiada, jesteś rugana za drętwotę alkowianą i - nawet - obarczana odpowiedzialnością za ewentualne zdrady

* - jest jeszcze charakterystyczne dla zaburzeńców zjawisko, które nazywa się "niewybredność seksualna" - często psychofag byłby skłonny uznać za "kobietę erotycznie atrakcyjną" drzewo z dziuplą na wysokości swojego wacka... :/ Rozumiem, że o gustach się nie dyskutuje, ale... psychofagi na seksualnym głodzie mają jedno jedyne kryterium - CHĘTNA/zdesperowana.

- mimo swojej pozy dżentelmena i światowca, przejawia niekiedy szokujące buractwo

- zaczepia ludzi na ulicy, wdaje się w pyskówki, prowokuje niebezpieczne sytuacje

- z czasem wychodzi na jaw, że nie ma absolutnie żadnego szacunku do swojej rodziny*, np. matkę i siostrę wyzywa od najgorszych; generalnie jest kryptomizoginem, przemyca w eter twierdzenia, że np. gdyby miał własną firmę, nigdy nie zatrudniłby żadnej kobiety itp., bez krępacji, w sposób krańcowo niesmaczny ocenia kobiety w otoczeniu pod kątem "użyteczności" seksualnej, snuje obleśne spekulacje w tym temacie (np. czy lubią określone aktywności alkowiane, mówiąc lapidarnie - loda)

* - ok, rozumiem, że szacunku nie ma się z urzędu... ale uważam, że do ubliżania najbliższym trzeba mieć napraaawdę dobry powód; psychofagowi wystarczy byle kłótnia... wkrótce Ty usłyszysz rynsztokowe bluzgi pod swoim adresem; jeżeli nie przerabiałaś tego w domu rodzinnym, zdębiejesz... i będziesz tak stała, jak przysłowiowe widły w gnoju... a potem wszystko zracjonalizujesz bądź wyprzesz... do następnego razu

- psychofag nade wszystko uwielbia brylować w towarzystwie, ale często do porzygu "jedzie" na tzw. micie złotego wieku - jak to kiedyś był tu i tu, zarabiał tyle i tyle, zna się na tym i tamtym... kij, że obecnie siedzi na garnuszku swojej mamuni/dziewczyny

- partnerka psychofaga jest póty dobra, póki odzwierciedla jego omnizajebistość i jest weń wpatrzona niczym w święty obraz; niezwykle częstą odmianą psychofaga jest osobnik perwersyjno-narcystyczny, frapujący mariaż zakompleksienia i ekstremalnie nędznej samooceny z galopującą megalomanią oraz bufonadą - wot, taki paradoksik, ale gwarantuję, że w dłuższej perspektywie nie do wytrzymania

- psychofag jest zauważalnie mocno zorientowany na hedonizm życiowy*, rozpasane wydatki niewspółmierne do zarobków, przyjemności, niezdrowy tryb życia, rozrywki, imprezki, panienki, pornoski, używki, gry i zabawy, hazardzik

* jasne, wszystko dla ludzi, jednak normalni ludzie potrafią korzystać z tych dobrodziejstw Z UMIAREM i nie zaniedbywać jednocześnie priorytetów, psychofagowi pojęcie umiaru jest całkowicie obce, podobnie jak pojęcie ODPOWIEDZIALNOŚCI

- co idzie za powyższym, psychofagi lubią sobie żenująco bimbać obowiązki i priorytety życiowe - pracę, rodzinę etc.; olewają jakiekolwiek zobowiązania, terminy, dedlajny, lekce sobie ważą nawet widmo sankcji prawnych

- posługują się językiem niekiedy w specyficzny/nieprawidłowy sposób... niby wygadani, erudyci, sofiści, ale czasami jakby nie do końca rozumieją słowa, których używają - ich "elokwencja" nie jest naturalna, immanentna, tylko papuzia, "zasłyszana"

- psychofag ma bardzo prymitywną i płytką, choć wielce teatralną emocjonalność - jego emocje dotyczą głównie zaspokojenia bądź deprywacji jego doraźnych zachcianek, nie ogarnia całokształtu danej osoby, tylko uzależnia jej obraz od danego momentu, jak trzylatek - np. mama kupiła batonik = mama jest super, kocham mamę; mama odmówiła spełnienia zachcianki w formie kupna batonika = mama zła, głupia i nienawidzę jej... psychofag to taka chorągiewka na wietrze - inni są fajni, dopóki na coś się mu przydają

- psychofag pozuje na wymuskanego szlachcica z pańskimi manierami, ale w gorącej dyspucie łacno traci rezon i zaczyna się zachowywać jak ostatni ćwok, cham oraz prostak, co ledwo wypełzł spod kamienia w rynsztoku, zamiast rzeczowych argumentów drze ryło i bluzga, ubliża interlokutorom tekstami i epitetami poniżej pasa, często "w towarzystwie" musisz się za niego wstydzić i "świecić oczami", bywa, że masz ochotę zapaść się pod ziemię

- stosuje filozofię Kalego, podwójne standardy moralności oraz kultury osobistej względem bliźnich vs siebie - będzie publicznie wzruszająco i imponująco perorował na te tematy, ale... praktyka pokazuje dobitnie, że ON jest PONAD te pojęcia, tzn. - ludzie się mają z Pańciem obchodzić jak z jajkiem, świętą krową, natomiast Pańcio z ludźmi... gorzej niż z pachołkami...

- skrycie trawi go nieznośna zawiść wobec ludzi lepiej sytuowanych, lepiej wykształconych, na wyższych stołkach w firmie - oczywiście albo jedzie po nich jak po burej su, albo... liże im tyłek

- celem uzyskania jakichś korzyści, choćby to miał być biały pijar, potrafi bez mrugnięcia okiem KŁAMAĆ, kłamie patologicznie, nawykowo, całe jego życie kłamstwem stoi... nowej kobiecie naopowiada bzdur, jak to jego byłe go zgnoiły i ograbiły z majątku, prawa do widywania się z dziećmi etc., BO TO ZUE KOBIETY BYŁY*

* jeżeli przeszłość partnera ma niepokojące białe plamy, które on gorliwie pokrywa szkalowaniem osób trzecich, to sorry, ale nie wróży to zbyt dobrze - w razie wątpliwości można dyskretnie zasięgnąć "wersji" drugiej strony... ale zakochana po uszy baba WOLI NIE WIEDZIEĆ, bo jeszcze niedajboże Księciunio okaże się zwykłym bucem i cwaniakiem, nadto przemocowcem, i co wtedy? Takie cacane love story, którym spamujesz już swojego fejzbunia a psiapsiółeczki zielenieją z zazdrości, ma legnąć w gruzach?? NEVA!

- chętnie uprawia wożonko na cudzym garbie - np. nie dostrzega niczego zdrożnego w byciu czyimkolwiek utrzymankiem (np. własnej mamci, partnerki), a wprost przeciwnie - chełpi się tym, dodatkowo nie odczuwa ŻADNEJ WDZIĘCZNOŚCI za okazaną pomoc, NIGDY, jemu się wszystko NALEŻY i koniec kropka... (ba, jeszcze będzie miał czelność narzekać, że przez zbyt powolny internet gołe panie mu się zacinają!)

- jego niesamowita megalomania i bufonada, pajacowanie, kogutowanie, to taki typowy kolos na glinianych nogach - w rzeczywistości psychofag jest małym, zafiksowanym w rozwoju uczuciowym, skrzywdzonym gnojkiem, który w głębi duszy nie wierzy, że ktoś go może autentycznie pokochać BEZINTERESOWNIE, ot tak, za to kim jest, więc musi zmieniać maski, scenerie i obiekty... taki smutny, przykry skądinąd imperatyw wobec przytłaczającej wewnętrznej pustki i nudy

...ale łatwo wpaść we wnyki własnej litości wobec psychofaga - że mu pomożesz, uświadomisz, wytłumaczysz, że on W KOŃCU zrozumie, że pójdzie na terapię, że wszystko się ułoży, że DLA CIEBIE SIĘ ZMIENI i inne tam scenariusze godne "M jak puszczę pawia"... Daruj sobie, dziewczyno. Akurat psychoterapia osób z zaburzeniami typu narcyzm, borderline i "pobliskie" osobowościom eksploatującym - rokuje po prostu przygnębiająco KIEPSKO, tym bardziej, że jakakolwiek szansa powodzenia zależy od aktywnej woli toksyka, a uwierz mi, jedyną wolę, jaką on wykaże po Twych gorących apelach o terapię, będzie wola ZAMYDLENIA CI OCZU - nawet jak pójdzie na tę terapię, to po to tylko, żeby mieć dupokryję, że niby coś robi dla Ciebie. Rozumiesz, RUCH POZOROWANY celem podtrzymania pajęczyny iluzji na Twoim mózgu to jedyne wysiłki, jakie psychofag kiedykolwiek podejmie dla tej i jakiejkolwiek innej relacji. Jeśli czuje, że ofiara mu się wysmyka, odstawi niezły cyrk, zamieni się w drama queen, ale to wszystko jest obliczone na Twoją naiwność Polyanny (no dobra... za którymś razem jest to już po prostu zwykła głupota) i możliwość popastwienia się nad Tobą jeszcze troszkę. Psychofag sam z siebie odpuszcza tylko wtedy, gdy jesteś smętnym cieniem samej siebie, wydmuszką, z której już nic nie udoi, a i to pod warunkiem przygruchania sobie nowego, atrakcyjnego obiektu do dojenia... Wot, sora, dlań płynność seksualna i materialna (najlepiej cudzym kosztem) uber alles!

Partnerki psychofagów popełniają błąd przypisywania swoim misiaczkom NIEPOCZYTALNOŚCI w momencie krzywdzenia otoczenia, mianowicie - że on to robi nieświadomie, że w głębi duszy jest dobry i wrażliwy, tylko go skrzywdzono, on tak naprawdę ŻAŁUJE, blablabla.

Bitch, please. On NIE ŻAŁUJE, on to robi INTENCJONALNIE, tylko RŻNIE GŁUPA, bo taki lajfstajl mu w pełni odpowiada i jest ze wszech miar OPŁACALNY. Psychofag zresztą nie jest zdolny do jakiejkolwiek INTROSPEKCJI I AUTOREFLEKSJI, on po prostu ma w tyłku fakt, że inni cierpią.

Nic go jednak bardziej nie ROZJUSZA, niż dotychczasowa ofiara, która nagle pójdzie po rozum do głowy, przestaje być ofiarą i stwierdza, że sorry zią, ale paszoł won k jobanoj matieri. No ale... zaraz zaraz... jak można Pańcia nie chcieć??? Teraz to się dopiero zacznie The Real PSYCHOFAG Show, ooo, efekty specjalne, fajerwerki, serenady pod oknem, padaczne odpalanie Ci przed oczami WASZEGO ooak (one-of-a-kind) romansidła... Dżiiiiiz... Jak już intelektualnie przetrzeźwiałaś, to znasz spoiler tej uroczej historii, prawda? Kop w zad z poczwórnym wzmocnieniem. Na cholerę Ci to? Pozbierajże czule na szufelkę resztki swojej godności i ewakuuj się z tego dziadostwa. Żadnych kolejnych szans, żadnych powrotów, nie nobilituj też dziada zbytnimi rozkminami, co teraz porabia, czy cierpi, z kim się zadaje... Zajmij się wreszcie sobą.

18 komentarzy:

  1. dobitny tekst, świetny język. Ileż to trzeba przejść, żeby klapy z oczu zdjąć. Dobrze, że w porę się udaje, a jeśli masz symptomy psychofaga przy swoim ramieniu - wyryj to na pamięć i otrzeźwiej. Eliminować to robactwo!!!
    Mega dawka humoru z świetnym przesłaniem. Szkoda, że ksiądz nakazaniu o tym nie mówi ;) Dzięki i nieś oświecenie dalej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że psychofagi wszelkiej maści będą sukcesywnie wymierać wraz ze wzrostem świadomości u podstaw :)

      W planach mam kontynuację cyklu, o ile się przyjmie taka tematyka.

      Usuń
  2. Dzięki za świetny tekst(y) ja miałam doświadczenie z psychofagiem że tak powiem bliskie.Tyle że trafiła kosa na kamień.Ale to jeszcze nic się okazuje że Balbinek potrafi zniszczyć związek z 20 letnim stażem takiego to oto śliczniaka -smrodziaka poznała moja koleżanka i nie ma mocy co by dać mu kopa tylko sama tonie,tonie i tonie w tym jeziorku fekali.Bosz... skąd taka zaraza się bierze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :)

      Koleżanka może musi jeszcze chwilę dojrzeć do momentu swojego "olśnienia"... miejmy nadzieję. Wcześniej nikt i nic jej do rozumu nie trafi, obawiam się... :/

      Usuń
    2. Koleżanka tak dojrzewa już pięć lat.A tak naprawdę dojrzała już dawno z tym ze ten glon jest tak podstępny że zniszczył by jej życie na każdym polu-małżeńskie już mu się udało.A ona sama z radosnej osoby stała się zagubioną i zastraszoną myszą.

      Usuń
    3. Hmm... Wiem, że psychofagi są trudne do przewidzenia i zdolne do wielu nieprzyzwoitych akcji, ale z drugiej strony - są też mistrzami ZASTRASZANIA i prania mózgu. Często ewakuacja zaczyna się od stopniowego wycofywania aktywów uczuciowych, wzmacniania siebie samej, kreślenia ściśle tajnego planu ucieczki, organizowania sobie względnie "miętkiego" lądowania w nowym życiu... Można też w międzyczasie kolektywować "haki" na gada. Albo liczyć, że się znudzi i wymieni na nowszy model. Byle też nie za długo. Bo - według mnie trwanie z kimś takim oznacza zgodę na życie zmarnowane już w cuglach... :(

      Usuń
  3. Naprawdę rewelacyjne teksty, cóż jeszcze i nie daj Boże! nie miałam do czynienia z psychofagiem, ale i tak zachodzę w głowę skąd to to się bierze?!

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam z takim "czymś" do czynienia. Oby więcej takich tekstów, żeby ludzi edukować i stopniowo eliminować plugastwo.

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję samoświadomości i oczyszczenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. SIĘ MIAŁO w newralgicznych momentach genialną mentorkę, ot co... ;) Dzięki Ci Maju! :)

      Usuń
  6. Witam. Jestem wlasnie w trakcie zakanczania takiego zwiazku. Tyle ze mi jest cholernie trudno. Mieszkam u Niego w domu za granica. Do wyjazdu pozostalo mi jeszcze 3 tygodnie. Nie daje rady znosic tego co on robi. Nie wiem jak sobie z tym poradzic. Mam wrazenie ze trace glowe. Pomozcie przetrwac te 3 tygodnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że akt finalny każdej takiej psychofarsy jest zawsze najtrudniejszy... :/ Doskonale wiem, o czym mówisz. Ale pomyśl, to już TYLKO 3 tygodnie - nie 3 miesiące, nie 3 lata, nie 3 dekady zmarnowanego życia. Zapodaj sobie tryb funkcjonowania na "autopilocie", rób wszystko, żeby zminimalizować "tarcie", niczego teraz nie rozkminiaj, nie jątrz, nie szarp się - o ile to możliwe egzystuj na zasadzie "jedzenie - kupa - sen", jeśli trzeba, wspomagaj się jakimś syropkiem uspokajającym/meliską czy czymkolwiek. Skreślaj sobie kwadraciki w notatniku codziennie wieczorem. Dasz radę!!! A potem... jak już się "ogarniesz" na bezpiecznym gruncie, to gwarantuję Ci, że będziesz się codziennie sama po rąsiach całować z wdzięczności, że nie pozwoliłaś sobie spieprzyć życia :) Jakość lajfu śrubuje wzwyż po kopnięciu pasożyta skokowo!

      Usuń
  7. Super tekst☺ jak dobrze to z nam z autopsji.11lat prania mózgu, super chwile na przemian z bluzgami,umniejszaniem mojej wartości i kontrolowanie,które wtedy brałam za przejawy zazdrości. Aż tu 5 tygodni temu mnie pobił tak,że wylądowałam na pogotowiu ze stłuczeniem mózgu, ale dzięki temu paradoksalnie otworzyły mi się szeroko oczy i wyprowadziłam się od psychologa.a on rozpoczął manipulacje smsowo-mailowe najpierw ze mnie kocha,żebym mu wybaczyla, potem jaki to on był nieszczęśliwy, jak się poświęcał a ja taka niedobra. A dzisiaj przebił wszystko mailem,ze to ja go biedaka pobilam, zadrapalam, rzuciłam się na niego a on bidulek chciał tylko wyjść a ja taka niedobra go pobilam, szczyt bezczelności. A że spieprzyl przed policją bo był nawalony to już ksieciunio zapomniał. Dziewczyny ratujcie siebie i niech psychofagiem gnija we własnym piekiełku.

    OdpowiedzUsuń
  8. W tym roku obchodzę 10 lecie zerwania mojej toksycznej czteroletniej relacji z psychofagiem. Wtedy jeszcze nie wiedziałam że to był psychofag, nie wiem nawet czy były jakieś opracowania na ten temat w internecie, nie szukałam ich. Wiedziałam tylko że coś z nim nie jest w porządku, bo te wszystkie wariactwa które mi serwował były do granic absurdu. Dziewczyny, jak zobaczycie raz, drugi, że coś jest nie tak, nie dawajcie trzeciej szansy, trzeba ratować się i uciekać na dobre, bez powrotów. pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja chyba niedawno trafiłam na taki egzemplarz niezbyt wyrafinowanego psychofaga - co prawda pracujący (na czarno), ale bez grosza przy dupie - bez żenady chciał ode mnie od samego początku znajomości drobne sumy - na zasadzie "daj" a nie "pozycz". Daj na bilet do pracy, kup piwo...żenada. Przynosił za to kwiatuszki (kradzione po ogródkach) oraz przywoził mi obiadki do pracy ("kupowane" w barze za talony z MOPS).
    Oczytany, elokwentny, ze smutną przeszłością rodzinno-związkową - jedno dziecko zmarło w wieku 4 lat na sepsę, z innego związku ma 6 letnią córkę, na którą płaci alimenty ale nie ma żadnego kontaktu. Jej matka wyprowadziła się pod jego nieobecność z mieszkania, zabierając 3 miesięczne dziecko i całe wyposażenie chaty - podobno za namową "teściowej" w związku z tym, że nazwał ją k...
    Mieszka z ojcem - emerytowanym profesorem uniwersyteckim, którego nienawidzi z całego serca. Ma założoną niebieską kartę za psychiczne znęcanie się nad tym ojcem. Matka i siostra uciekły - podczas wizyty u niego bez skrępowania robił ojcu awanturę wyzywając matkę od suk.
    Będąc u mnie dzwonił do ojca z pytaniem jak się czuje średnio co 3 godziny. Rozmowa była zawsze taka sama - jak się czujesz-odp ojca-czesc-rozłączenie słuchawki. Twierdził, że musi z nim mieszkać, bo tylko on o ojca dba. Awantury o rodzinny majątek jaki m się nalezy - non stop. wypominanie co siostra kupiła, co matka sprzedała, co mu się należy z majątku ojca.
    Oznajmił mi, ze chce miec szybko dziecko - wyśmiałam go. Wiek już nie ten, poza tym dziecko już ma, niech tam skieruje uwagę - o dziwo, przyjął z pokorą.
    Religijność dość dziwna - nosił na szyi różaniec jako łańcuszek, codziennie zahaczał o kościół - przynajmniej na kilka minut idąc "do Bozi i swojego Ojca" (jego słowa) - hit był jak kazał mi przyjechać do pobliskiego sanktuarium - wybrał się poleżeć krzyżem przed Bogiem i koniecznie musiałam być tego świadkiem. Nie przyjechałam na czas, w parku sanktuarium zrobił mi awanturę.
    To wszystko już zapaliło moją lampkę ostrzegawczą i wzbudziło niechęć do kontynuacji znajomości - czar ostatecznie prysł jak oznajmił mi że jestem za gruba (to fakt, ale taką mnie poznał)i zaniedbana (nieprawda, jestem zadbaną kobietą z nadwagą) - po czym spokojnie chciał się udać do sypialni na seks. Odmówiłam, trochę się podąsał i tyle.
    Rozegnałam go po tym, jak obiecał, że w pt po pracy do mnie zadzwoni - nie skontaktował się cały weekend, bo rzekomo zapomniał tel. Chamsko na mnie wyskoczył w pon jak zadzwoniłam zapytać czy wszystko ok i to był koniec znajomości.

    I teraz nie wiem? To był faktycznie psychofag?

    OdpowiedzUsuń
  10. Brawo dla autorki tekstu ! Rewelacja, nic dodać, nic ująć...Mi się udało po 5-ciu latach...Zaczęłam właśnie oddychać... zmienił mi się już wyraz twarzy...rodzę się na nowo... O Boże... nigdy więcej takiego koszmaru

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger