08:47

Niedzielny popas.

Niedzielny popas.
Dzień zaczęłam od wyżłopania pokaźnego kubasa wody z sokiem z połówki cytryny. Na śniadanie zaś rąbnęłam, po raz pierwszy w życiu, czarną owsiankę - wodziankę, ze zmielonym chwilę wcześniej czarnym sezamem, bananem oraz odrobiną miodu przywiezionego przez brata z najgłębszych czeluści Bieszczadów.



Re-we-la-cja! Będę sobie od dzisiaj "kazywać" co rano. Asfaltowa breja! <3 Pochłonęłam jak dzika i nie trzepłam foty... Sorry.

Na obiad zmajstrowałyśmy pospołu z mamą pizzę i wyszła po prostu genialna... Z sosem jogurtowo-majonezowo-czosnkowym. Mniam. Tym razem zdążyłam trzepnąć fotę.


:)

 A popołudnie spędzone familijnie na działce. W starej, niezmiennie lubianej bluzie z Papercats...


20:20

Nie żryj tego.

Nie żryj tego.
Miszcz. Czasami mieszam nutelkę ze słonym masłem orzechowym i zalatuje wtedy troszku snickersiwem. Można też na słone masło orzechowe ciapnąć miodem i posypać czymś chrupiącym. Ehem. Zakazana pozycja w przyzwoitej antyatopowej diecie, ale jak raz na czas tak zgrzeszym, to może firmament nie runie nam na łeb...




10:18

wild wild east trip.

wild wild east trip.
Miało być inaczej, ale jest jak jest.

Bo wyszło, jak wyszło.

***

Tzw. złota jesień, o dziwo, jeszcze w toku :)





Wczoraj dorwałam w drogerii Wispol moją ukochaną wcierkę Jantar i dziś już natarłam nią obficie wyposzczony od paru miesięcy skalp. Zajebiste uczucie. No i - uśmierza atopowy świąd, nie wiem jakim cudem wprawdzie, ale - darowanemu koniowi blablabla itd.


Na podstawie wulkanicznie ekstatycznych westchnień pań w niektórych reklamach (wait... w większości reklam?) można by odnieść wrażenie, że reklama dotyczy raczej dorodnego dildo, aniżeli np. płynu do garów tudzież proszku do prania. /OK. Koniec dygresji.

Ogarnęłam sobie jeszcze szczotę do włosów w Pepco, za zawrotne 6 złociszy, a jest naprawdę niezła. Oczywiście, nie jest to naturalny dzik ani żaden Tangle Teezer, ale dzisiaj dymam do balwierza postradać zniszczone końcówy, i w związku z tym uważam za zbyteczne szastanie groszem na wydumane turbo szczoty. Jak mie kiedyś zamko w wieży, to pewnie uhoduja kudły dla mego księciunia coby się radośnie wyspindrał po kilometrowych warkoczach i wtedy rozważę zakup magicznego plastiku za pińć dych. A tak to na razie sorry.








21:48

Iii... Napraawdę.

Iii... Napraawdę.
1,5 tygodnia chlania drożdży za mną. 

Pierwsze podejście było nieudane, albowiem drożdże nieprawidłowo ubite autentycznie robią ziaziu w kichach. Szczerze odradzam pazernego żłopańska z obłędem w ślipiach, zanim wystygną... :) Drożdże. Mają. Wystygnąć! Amen.

Nie mam na razie skutków ubocznych, a na efekty pozytywne muszę chyba jeszcze poczekać... aczkolwiek przed kuracją miałam problem z lekko pękającym kącikiem ust, nic go nie chciało "skleić", a już po dwóch kubaskach drożdżusiów z mlesiem wygoił się zajadzik cacanie (pozdro miłośnicy zdrobnień :*). Czyli, można się łudzić, że jakaś witamina B się tam znajduje. Krzepiące.

Miesiąc temu jojczałam, że mam za krótką grzywkę, ale już zaczyna się prezentować całkiem sensownie... Fota z dzisiaj:


Ten słitaśny dziób mam umalowany flamajstrem z Catrice... ale jakoś bez zachwytu, szybko "wyjada się" ze środka i zostaje na brzegach, ale takie 'ombre' mnie średnio urządza, więc po umalowaniu przyłapuję się na robieniu głupawego "ciupa" jak jakaś pinda. Pewnie zatem się zeschnie śmiercią naturalną na dnie kosmetyczki...

19:22

Chujemujedzikiewęże! Moja biżuterya I

Chujemujedzikiewęże! Moja biżuterya I
Pierwsze nieśmiałe "koty za płoty" z kamieni półszlachetnych oraz masy polimerowej Fimo. Naszyjniorry o kolorystyce i wzornictwie inspirowanych ASC*... ;)












 
 


* Altered States of Counsciousness, po polskiemu faza. Mniej więcej :)

14:13

Życie z atopią... Z cyklu, wyjnia.

Sezon grzewczy oznacza dla mnie, już niestety kolejny rok, wysyp czerwonych parchów na skórze, które swędzą tak, że ktoś, kto nie doświadczył AZS, wie dokładnie gówno, za przeproszeniem, o swędzeniu. Tu ukłon w stronę wszystkich "życzliwych" porad otoczenia, w stylu "nie drap się". Kiedy słyszę "NIE DRAP SIĘ", mam ochotę rzucić w autora tej kwestii czymś ciężkim, co akurat znajdę pod ręką... To jest tak makabryczny świąd, że odbiera zdolność do racjonalnego myślenia, po prostu czujesz, że sfiksujesz, jeśli natychmiast nie rozorzesz sobie pazurami skóry do mięcha. Jeśli jakimś nadludzkim wysiłkiem powstrzymujesz się od drapania przez jakiś czas, to i tak prędzej czy później stajesz przed wyborem - podrapać, albo kogoś ubić, więc wybierasz drapanie i - możeta mi wierzyć - takie "wyczekane" drapańsko jest sto razy bardziej brutalne niż doraźne drapu drapu... 

Ehh. Mam już tego badziewa serdecznie dość. Może komuś się to wyda przesadą, ot, jakaśtam choroba skóry, a ludzie z głodu umierają, no i zgoda. Ale z drugiej strony, aktywna atopia wywołuje u delikwenta stan permanentnego stresu, poirytowania, rozdrażnienia, gorączkowego wyczekiwania "gdzie mnie zaraz zaswędzi", nerwowego bezwiednego drapania się, braku skupienia, niewyspania (w nocy świąd się nasila) itd. Najgorsze jest to, że ta przypadłość ma bardzo tajemniczą i prawdopodobnie wielce złożoną etiologię, więc tropienie konkretnej przyczyny celem jej wyeliminowania to dosyć lipnie rokujące przedsięwzięcie, niestety. Ale cóż innego pozostaje takim desperatom, jak ja?

Obserwacje, obserwacje, obserwacje. Wnioski. Dokształcanie się na własną rękę (lekarze najczęściej mają atopików w d., spławiają ich z receptą na kolejną maściółkę sterydową i tak to się kula... zamiatanie problemu pod dywan). Próby i błędy, próby i błędy. Raz ciut lepiej, za chwilę trzy razy gorzej... I tak w kółko.

Jedno jest pewne. Jeśli istnieje jakieś "światełko w tunelu", to zdecydowanie wymaga systemowego działania i żelaznej konsekwencji. Jestem już zmęczona i sfrustrowana wiecznym niwelowaniem produktu końcowego w postaci czerwonych ciap... Zwłaszcza, że często muszę sięgać po przebrzydłe sterydy, bo żywcem nic innego nie pomaga. Upierdliwe toto jak cholera. Ale jestem zdeterminowana do walki :> Szykuję już artylerię, układam strategię, przyczajam się, gromadzę fundusze (no niestety, żywność eko i suplementy tanio nie chodzą), generalnie zamierzam podejść do sprawy KOMPLEKSOWO. Fak ju atop. 

Mój plan obejmuje m.i.:

- DIETA + suplementacja - temat rzeka, rozwinę go jeszcze osobno, ale przede wszystkim zamierzam odtruć mój organizm, oczyścić, odkwasić go, ogarnąć jelita i wątrobę, przywrócić równowagę, naładować dobrem wszelakim... :)

- ZMINIMALIZOWAĆ STRES I ZMAKSYMALIZOWAĆ SEN... taaa... dajboziu...

- ZREDUKOWAĆ ILOŚĆ SZKODLIWEJ CHEMII W OTOCZENIU - m.in. prać w delikatnych płynach i proszkach bez fosforanów, nie babrać się w środkach czystości bezpośrednio, używać tylko naturalnych prostych mydełek i szamponów dla dzieci i alergików, uważać na potencjalne metale ciężkie (np. patelnie teflonowe, zwłaszcza obskrobane, won, antyperspiranty z aluminium won), z kosmetykami też ostrożnie...

- WŁAŚCIWA PIELĘGNACJA - jak już wspomniałam, same nieagresywne produkty i emolienty, kąpiel w krochmalu, na noc rękawiczki bawełniane na obłożone jakimś odżywczym kremem/olejkiem ręce...

Zastanawiam się jeszcze nad zrobieniem na własną rękę gruntownych badań w jakimś dobrym labie... ale to też wymaga odpowiednich nakładów finansowych.



Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger