10:46

Za Jaszczurem panny sznurem... Minóg w worku, minoga portret własny. Część trzecia.

Cyklu o psychofagach ciąg dalszy.

Tak sobie pomyślałam, że... ten kto nie doświadczył zjawiska, choćby pośrednio (mama, siostra, przyjaciółka etc.), będzie to czytał jak stek jakichś egzaltowanych absurdów. Cóż, nawet tkwiąc po uszy w takiej toksycznej relacji, możesz dłuuugo wypierać oczywiste schematy i uparcie odmawiać kojarzenia faktów, mając przed oczami czarno na białym, wołami, wypisane sygnały ostrzegawcze i klasyczne mechanizmy takiego typu związku.

W sumie nie chodzi tylko o związki. Psychofagi są również niszczące w firmie, w rodzinie, w otoczeniu. Ale ich niezdolność do stworzenia wartościowej pogłębionej i trwałej relacji sprawia, że są cyklicznie dostępni na matrymonialnym rynku praktycznie dożywotnio... wot, taka koślawa SAMSARA z chujoplątami (zapożyczenie od Mai) w roli głównej.

Na początku relacji toksyk mobilizuje wszelkie wysiłki i pokazuje Ci się jako totalny ideał. To jest jego JEDYNA inwestycja w ten związek. Ma na celu odpalenie Ci pod czołem możliwie najpiękniejszej, najcudowniejszej, najbardziej romantyczno-atawistycznej bajeczki... a raczej jej wypindrzonego trailera, tylko zapętlonego. Happy endu się nie doczekasz, zaś gdyby już rozwinąć fabułę, poszła by raczej w kierunku Piły lub Hostelu, z tym, że zamiast juchą, będziesz broczyć swoją energią życiową. Relację z psychofagiem można porównać do sytuacji, w której kupujesz od przesympatycznego, eleganckiego hosta okazjonalny bilet na nocny maraton filmowy Bergmana, a budzisz się w obskurnej, cuchnącej szczyną salce na maratonie... japońskiego niszowego porno. "Efekt WOW" porównywalny... :/

Czym charakteryzuje się osoba psychofaga. Odwołując się do klasyki gatunku.

- robi piorunujące, pozytywne wrażenie, bardzo dobrze wygląda

- wzbudza zaufanie, jako osoba radosna, oblatana, inteligentna, wykształcona, obyta, kulturalna, elokwentna, towarzyska, charyzmatyczna, oryginalna

-  "pojawia się" jakby znikąd, ma dość niejasną i niejawną przeszłość, którą zbywa enigmatycznymi półsłówkami, w jego opowieściach przewija się mnóstwo osób, imion, zajęć i... miast/miejsc, w których zamieszkiwał, prac, których się imał (na tym etapie Tobie to imponuje)

- znienacka pojawiają się pierwsze zgrzyty... np. zaczyna krytykować Twoich znajomych, jest bardzo zaborczy, "wyjeżdża" na Ciebie z paszczą o coś kompletnie absurdalnego

- dąży do jak najszybszego "udupienia" Cię w jakąś zależność - dziecko, kredyt, biznes, małżeństwo, mieszkanie, wspólny wyjazd itp.

- do pewnego czasu mylisz jego agresję z asertywnością i byciem "konkretnym", oczywiście - w fazie początkowej nawet Ci to jeszcze imponuje

- nie wiem skąd się to bierze, ale... jakkolwiek głupawo to nie zabrzmi... ale wiem to z niejednego źródła... psychofagi mają tendencję do bycia ciągle w fizycznym ruchu, nawet jak siedzą i coś czytają w komputerze, podrygują nerwowo nogą

- jest hiperaktywny w sferze seksualnej, "zaliczył" mnóstwo partnerek*, ma je dokładnie policzone i chełpi się tą liczbą jak jakimś totemem, wypowiada się o swoich ex z pogardą, nalega na częste i "urozmaicone" współżycie, przy czym "urozmaicone" zaczyna oznaczać np. wirtualny ekshibicjonizm lub swingowanie, a jeśli Tobie taka aktywność nie do końca odpowiada, jesteś rugana za drętwotę alkowianą i - nawet - obarczana odpowiedzialnością za ewentualne zdrady

* - jest jeszcze charakterystyczne dla zaburzeńców zjawisko, które nazywa się "niewybredność seksualna" - często psychofag byłby skłonny uznać za "kobietę erotycznie atrakcyjną" drzewo z dziuplą na wysokości swojego wacka... :/ Rozumiem, że o gustach się nie dyskutuje, ale... psychofagi na seksualnym głodzie mają jedno jedyne kryterium - CHĘTNA/zdesperowana.

- mimo swojej pozy dżentelmena i światowca, przejawia niekiedy szokujące buractwo

- zaczepia ludzi na ulicy, wdaje się w pyskówki, prowokuje niebezpieczne sytuacje

- z czasem wychodzi na jaw, że nie ma absolutnie żadnego szacunku do swojej rodziny*, np. matkę i siostrę wyzywa od najgorszych; generalnie jest kryptomizoginem, przemyca w eter twierdzenia, że np. gdyby miał własną firmę, nigdy nie zatrudniłby żadnej kobiety itp., bez krępacji, w sposób krańcowo niesmaczny ocenia kobiety w otoczeniu pod kątem "użyteczności" seksualnej, snuje obleśne spekulacje w tym temacie (np. czy lubią określone aktywności alkowiane, mówiąc lapidarnie - loda)

* - ok, rozumiem, że szacunku nie ma się z urzędu... ale uważam, że do ubliżania najbliższym trzeba mieć napraaawdę dobry powód; psychofagowi wystarczy byle kłótnia... wkrótce Ty usłyszysz rynsztokowe bluzgi pod swoim adresem; jeżeli nie przerabiałaś tego w domu rodzinnym, zdębiejesz... i będziesz tak stała, jak przysłowiowe widły w gnoju... a potem wszystko zracjonalizujesz bądź wyprzesz... do następnego razu

- psychofag nade wszystko uwielbia brylować w towarzystwie, ale często do porzygu "jedzie" na tzw. micie złotego wieku - jak to kiedyś był tu i tu, zarabiał tyle i tyle, zna się na tym i tamtym... kij, że obecnie siedzi na garnuszku swojej mamuni/dziewczyny

- partnerka psychofaga jest póty dobra, póki odzwierciedla jego omnizajebistość i jest weń wpatrzona niczym w święty obraz; niezwykle częstą odmianą psychofaga jest osobnik perwersyjno-narcystyczny, frapujący mariaż zakompleksienia i ekstremalnie nędznej samooceny z galopującą megalomanią oraz bufonadą - wot, taki paradoksik, ale gwarantuję, że w dłuższej perspektywie nie do wytrzymania

- psychofag jest zauważalnie mocno zorientowany na hedonizm życiowy*, rozpasane wydatki niewspółmierne do zarobków, przyjemności, niezdrowy tryb życia, rozrywki, imprezki, panienki, pornoski, używki, gry i zabawy, hazardzik

* jasne, wszystko dla ludzi, jednak normalni ludzie potrafią korzystać z tych dobrodziejstw Z UMIAREM i nie zaniedbywać jednocześnie priorytetów, psychofagowi pojęcie umiaru jest całkowicie obce, podobnie jak pojęcie ODPOWIEDZIALNOŚCI

- co idzie za powyższym, psychofagi lubią sobie żenująco bimbać obowiązki i priorytety życiowe - pracę, rodzinę etc.; olewają jakiekolwiek zobowiązania, terminy, dedlajny, lekce sobie ważą nawet widmo sankcji prawnych

- posługują się językiem niekiedy w specyficzny/nieprawidłowy sposób... niby wygadani, erudyci, sofiści, ale czasami jakby nie do końca rozumieją słowa, których używają - ich "elokwencja" nie jest naturalna, immanentna, tylko papuzia, "zasłyszana"

- psychofag ma bardzo prymitywną i płytką, choć wielce teatralną emocjonalność - jego emocje dotyczą głównie zaspokojenia bądź deprywacji jego doraźnych zachcianek, nie ogarnia całokształtu danej osoby, tylko uzależnia jej obraz od danego momentu, jak trzylatek - np. mama kupiła batonik = mama jest super, kocham mamę; mama odmówiła spełnienia zachcianki w formie kupna batonika = mama zła, głupia i nienawidzę jej... psychofag to taka chorągiewka na wietrze - inni są fajni, dopóki na coś się mu przydają

- psychofag pozuje na wymuskanego szlachcica z pańskimi manierami, ale w gorącej dyspucie łacno traci rezon i zaczyna się zachowywać jak ostatni ćwok, cham oraz prostak, co ledwo wypełzł spod kamienia w rynsztoku, zamiast rzeczowych argumentów drze ryło i bluzga, ubliża interlokutorom tekstami i epitetami poniżej pasa, często "w towarzystwie" musisz się za niego wstydzić i "świecić oczami", bywa, że masz ochotę zapaść się pod ziemię

- stosuje filozofię Kalego, podwójne standardy moralności oraz kultury osobistej względem bliźnich vs siebie - będzie publicznie wzruszająco i imponująco perorował na te tematy, ale... praktyka pokazuje dobitnie, że ON jest PONAD te pojęcia, tzn. - ludzie się mają z Pańciem obchodzić jak z jajkiem, świętą krową, natomiast Pańcio z ludźmi... gorzej niż z pachołkami...

- skrycie trawi go nieznośna zawiść wobec ludzi lepiej sytuowanych, lepiej wykształconych, na wyższych stołkach w firmie - oczywiście albo jedzie po nich jak po burej su, albo... liże im tyłek

- celem uzyskania jakichś korzyści, choćby to miał być biały pijar, potrafi bez mrugnięcia okiem KŁAMAĆ, kłamie patologicznie, nawykowo, całe jego życie kłamstwem stoi... nowej kobiecie naopowiada bzdur, jak to jego byłe go zgnoiły i ograbiły z majątku, prawa do widywania się z dziećmi etc., BO TO ZUE KOBIETY BYŁY*

* jeżeli przeszłość partnera ma niepokojące białe plamy, które on gorliwie pokrywa szkalowaniem osób trzecich, to sorry, ale nie wróży to zbyt dobrze - w razie wątpliwości można dyskretnie zasięgnąć "wersji" drugiej strony... ale zakochana po uszy baba WOLI NIE WIEDZIEĆ, bo jeszcze niedajboże Księciunio okaże się zwykłym bucem i cwaniakiem, nadto przemocowcem, i co wtedy? Takie cacane love story, którym spamujesz już swojego fejzbunia a psiapsiółeczki zielenieją z zazdrości, ma legnąć w gruzach?? NEVA!

- chętnie uprawia wożonko na cudzym garbie - np. nie dostrzega niczego zdrożnego w byciu czyimkolwiek utrzymankiem (np. własnej mamci, partnerki), a wprost przeciwnie - chełpi się tym, dodatkowo nie odczuwa ŻADNEJ WDZIĘCZNOŚCI za okazaną pomoc, NIGDY, jemu się wszystko NALEŻY i koniec kropka... (ba, jeszcze będzie miał czelność narzekać, że przez zbyt powolny internet gołe panie mu się zacinają!)

- jego niesamowita megalomania i bufonada, pajacowanie, kogutowanie, to taki typowy kolos na glinianych nogach - w rzeczywistości psychofag jest małym, zafiksowanym w rozwoju uczuciowym, skrzywdzonym gnojkiem, który w głębi duszy nie wierzy, że ktoś go może autentycznie pokochać BEZINTERESOWNIE, ot tak, za to kim jest, więc musi zmieniać maski, scenerie i obiekty... taki smutny, przykry skądinąd imperatyw wobec przytłaczającej wewnętrznej pustki i nudy

...ale łatwo wpaść we wnyki własnej litości wobec psychofaga - że mu pomożesz, uświadomisz, wytłumaczysz, że on W KOŃCU zrozumie, że pójdzie na terapię, że wszystko się ułoży, że DLA CIEBIE SIĘ ZMIENI i inne tam scenariusze godne "M jak puszczę pawia"... Daruj sobie, dziewczyno, jak to mówił Tony de Mello, nie ucz świni tańca - zmęczysz się, czas stracisz, a i świnię zdenerwujesz... Akurat psychoterapia osób z zaburzeniami typu narcyzm, borderline i "pobliskie" osobowościom eksploatującym - rokuje po prostu przygnębiająco KIEPSKO, tym bardziej, że jakakolwiek szansa powodzenia zależy od aktywnej woli toksyka, a uwierz mi, jedyną wolę, jaką on wykaże po Twych gorących apelach o terapię, będzie wola ZAMYDLENIA CI OCZU - nawet jak pójdzie na tę terapię, to po to tylko, żeby mieć dupokryję, że niby coś robi dla Ciebie. Rozumiesz, RUCH POZOROWANY celem podtrzymania pajęczyny iluzji na Twoim mózgu to jedyne wysiłki, jakie psychofag kiedykolwiek podejmie dla tej i jakiejkolwiek innej relacji. Jeśli czuje, że ofiara mu się wysmyka, odstawi niezły cyrk, zamieni się w drama queen, ale to wszystko jest obliczone na Twoją naiwność Polyanny (no dobra... za którymś razem jest to już po prostu zwykła głupota) i możliwość popastwienia się nad Tobą jeszcze troszkę. Psychofag sam z siebie odpuszcza tylko wtedy, gdy jesteś smętnym cieniem samej siebie, wydmuszką, z której już nic nie udoi, a i to pod warunkiem przygruchania sobie nowego, atrakcyjnego obiektu do dojenia... Wot, sora, dlań płynność seksualna i materialna (najlepiej cudzym kosztem) uber alles!

Partnerki psychofagów popełniają błąd przypisywania swoim misiaczkom NIEPOCZYTALNOŚCI w momencie krzywdzenia otoczenia, mianowicie - że on to robi nieświadomie, że w głębi duszy jest dobry i wrażliwy, tylko go skrzywdzono, on tak naprawdę ŻAŁUJE, blablabla.

Bitch, please. On NIE ŻAŁUJE, on to robi INTENCJONALNIE, tylko RŻNIE GŁUPA, bo taki lajfstajl mu w pełni odpowiada i jest ze wszech miar OPŁACALNY. Psychofag zresztą nie jest zdolny do jakiejkolwiek INTROSPEKCJI I AUTOREFLEKSJI, on po prostu ma w tyłku fakt, że inni cierpią.

Nic go jednak bardziej nie ROZJUSZA, niż dotychczasowa ofiara, która nagle pójdzie po rozum do głowy, przestaje być ofiarą i stwierdza, że sorry zią, ale paszoł won k jobanoj matieri. No ale... zaraz zaraz... jak można Pańcia nie chcieć??? Teraz to się dopiero zacznie The Real PSYCHOFAG Show, ooo, efekty specjalne, fajerwerki, serenady pod oknem, padaczne odpalanie Ci przed oczami WASZEGO ooak (one-of-a-kind) romansidła... Dżiiiiiz... Jak już intelektualnie przetrzeźwiałaś, to znasz spoiler tej uroczej historii, prawda? Kop w zad z poczwórnym wzmocnieniem. Na cholerę Ci to? Pozbierajże czule na szufelkę resztki swojej godności i ewakuuj się z tego dziadostwa. Żadnych kolejnych szans, żadnych powrotów, nie nobilituj też dziada zbytnimi rozkminami, co teraz porabia, czy cierpi, z kim się zadaje... Zajmij się wreszcie sobą.

17:24

Minóg w worku... Częśc druga.

Zanim przejdę do właściwego psychofażego rysopisu, poświęcę osobne rozważania schematowi grzęźnięcia w tym kurorcie Czarna D. Odnosi się on, podobnie jak psychofaży rysopis, do psychofażej sztampoklasyki, a zatem mogą występować regionalne rozbieżności i wariacje, może też zaistnieć przypadkowa zbieżność pojedynczych cech z człekami normalnymi acz jedynie narowistymi. Miejta to na uwadze. 

Jak Pańcio Sajkopafcio lubi oraz zwykł się jawić swojemu Nowemu Celowi:

- jako wymarzony, custom-made 4U Prince Charming, przystojny, elokwentny (ach te WASZE gierki słowne), magnetyczny (ogrom napięcia erotycznego powoduje, że gacie same zjeżdżają Ci pod naporem nadprodukcji kisielu, za przeproszeniem...), oblatany, ogarnięty, oczytany, ę ą... /wpisz wszystko na co lecisz najbardziej - OTO ON! Gdzież un był przez całe Twoje mizerne życie??

- Wiadomix, że jak człowiek zapozna nowego partnera, to ocieka endorfinami i go idealizuje... ale w przypadku psychofaga mózg jako organ decyzyjny obsuwa się wprost do majtek... że znowuż użyję tak poetyckiej i wielce górnolotnej metafory... no, krótko mówiąc, racjonalne myślenie zostaje całkowicie wyłączone, na widok Atrakcyjnego Minoga Twój umysł wypełniają jeno wirujące, jaskrawo różowe trociny... pośród których nie dostrzegasz w porę żyletek :/

- Tajemniczy Atrakcyjny Minóg... tfu, Miziasty Balbinek odławia Cię zazwyczaj SPOZA środowiska, które zdołało już się nieco na nim poznać... To jest bardzo ważne: Minóg bez pudła szóstym zmysłem namierza kobitę W POTRZEBIE, na jakimś życiowym zakręcie, po trudnych przejściach, skołowaną, zdołowaną, nieusatysfakcjonowaną, spragnioną atencji itp. i przedstawia się jej jako Jedynie Słuszna Odpowiedź, Odmiana Losu, ble ble ble. A ona to łyka jak pelikan. 

Na tym etapie nasz Minóg jest bardzo powściągliwy w kwestii własnej przeszłości, robi wszystko, byś również czuła się wyjątkowym darem Losu DLA NIEGO, unia pokrewnych dusz, plepleple, zdawkowo napomyka Ci o tym, jaki to on skrzywdzony (zwłaszcza przez wredne baby, nieuczciwych wspólników, trudne dzieciństwo, pech), normalnie miś bidulek, chlip...

Zanim takiego przytulisz, a niedajboże spontanicznie zgarniesz pod swoje opiekuńcze skrzydła, dobrze się zastanów. Wybadaj teren. Bo jest wielce prawdopodobne, że weźmiesz sobie na garba podstarzałego gołodupca - trutnia i pasożyta, z długami, wyrokami komorniczymi lub innymi zobowiązaniami, o których "zapomniał" Ci wspomnieć. Wot, nie złożyło się jakoś.

Ale trupy w szafie prędzej czy później zaczynają gnić i generować smród. Co gorsza, wypadają z niej w najmniej spodziewanych momentach... :>

Dziś już wiem, że nie "czepiłabym się" faceta totalnie znikąd, w średnim wieku, z dziwnie "pechowymi" zbiegami okoliczności, ciągle zmieniającego scenerię i zabawki (tak, ryzyko okazania się finalnie jedną z nich jest spore), uwieszającego się na mnie ze swoimi problemami, bez żadnego wiarygodnego zaplecza w postaci rodziny i wieloletnich przyjaciół, stałego zatrudnienia, dorobku itp.

Choćby nie wiem, jaki był pociągający...

- Jak już jesteś emocjonalnie "umoczona" po uszy, delikwent zaczyna powolutku uchylać swej czarującej maski... zaczyna się "zapominać"... dostrzegasz momenty swoistej nadreaktywności... niewspółmiernej do przyczyny irytacji, focha, czy nawet wybuchu furii itp. 

Pojawiają się pierwsze lampki ostrzegawcze. Zazwyczaj zupełnie z czapy. Coś Ci gdzieś w głębi zaczadzonego umysłu jednak nie styka. Ale takaś już zakochana, że jesteś jak krnąbrny dzieciak zatykający uszy i zagłuszający rodzicielskie argumenty głupawą pioseneczką.

Been there, done that.

- Psychofag dąży do możliwie jak najszybszego uwiązania Cię przy sobie - wspólne mieszkanie, dziecko, ślub, kredyt, biznes. Żebyś trzy razy się później zastanowiła, zanim coś kwikniesz, jak już pokaże Ci swoje prawdziwe oblicze.

- W międzyczasie mniej lub bardziej subtelnie usiłuje Cię odizolować od Twojej rodziny, przyjaciół - zwłaszcza tych, którzy nie do końca podzielają Twój zachwyt Księciuniem... absorbuje Twój czas i uwagę, nie szczędzi krytycznych uwag odnośnie Twoich znajomych, uważa że stać Cię na bardziej "ambitne" towarzystwo itp.

Zaczyna Ci coraz brutalniej narzucać swój styl i swoje warunki. Ty se to tłumaczysz i racjonalizujesz jako troskę o Ciebie... Że niby chłop musi być "konkretny" i nie dać sobie "w kaszę dmuchać"... Taaa. Ani się obejrzysz, jak zacznie otwarcie smarkać do Twojej.

- Po pewnym czasie "okazujesz się" wcale nie być aż taka wszechzajebista. Twój Prince Charming jest Tobą narastająco rozczarowany, a wręcz zdegustowany i poirytowany Twoją nieadekwatnością. Zaczyna się przypieprzać najbardziej drobiazgowych, wydumanych i absurdalnych rzeczy - że niby za głośno tuptasz po mieszkaniu, że niby krzywo nań spojrzałaś, że to, że śmo. Zaczynają go drażnić nawet cechy, za które Cię początkowo uwielbiał. Przemyca też krytykę Twojej osoby pod płaszczykiem troski albo niby "przypadkiem", np. chwali Cię za urodę, ale kwadrans później wygłasza kwestię, że wszystkie ładne kobiety to roszczeniowe pustaki i idiotki.

Odczuwasz dezorientację. Stajesz na rzęsach, aby utrzymać nobilitującą Cię rolę Ideału dla swojego Jaśnie Pańcia, a im bardziej wypruwasz sobie flaki, żeby go zadowolić, tym częściej on wyraża swą dezaprobatę, w coraz mniej wyszukany sposób. Zaczyna się jazda na rollercoasterze - góra, dół, góra, dół. Twój biedny mózg dostaje raz szprycę endorfin, raz kortyzolu. Spektakularne wzloty i upadki. Rozstania i powroty. Awantury, fochy i miodowe miesiące. Imperium asyryjskie. Wtedy się jeszcze usiłujesz żałośnie pocieszać, że przynajmniej masz temperamentny ognisty "włoski" związek, a nie jakieśtam nudne "ciepłe kluchy". Każdorazowo, jak ta ostatnia Gupia Ci*a, nabierasz się na okraszone rzewnymi wzami obietnice poprawy i pozorowaną skruchę. Potem dostajesz kopa w zad ze zdwojoną mocą. I tak w kółko. Fraza klucz - W KÓŁKO.

Natomiast pańcio wysila się już na tym etapie nieomal wcale. Zajmuje postawę czysto roszczeniową. Jak ma lepszy dzień, to rzuci Ci ochłapem swojej przychylności. Jak ma gorszy dzień (w etapie zaawansowanym gorsze dni występują w miażdżącej przewadze), instynktownie schodzisz mu z drogi i kulisz się po kątach, albo... celowo prowokujesz jego wybuch, żeby "mieć to już z głowy" i móc poluzować majty. 

Jeśli z Ciebie względnie mądra dziołcha, to mniej więcej teraz zaczynasz ostro kapować, że coś tu jest nie elo, i to niekoniecznie z Tobą. Twój instynkt samozachowawczy zaczyna szczęśliwie kontaktować na powrót z mózgownicą. Przyjaciele i bliscy już dawno zauważyli, że zaczęłaś gasnąć, ale oczywiście reagowałaś na to świętym oburzeniem, niczym neofita jakiejś sekty. Bo to, w czym tkwisz, działa właśnie na zasadzie prania mózgu - bombardowanie miłością, a potem zaoranie Twojej autonomii. Dwuosobowa sekta. 

Pora brać tyłek w troki.

***

C.d.n. :)

21:27

Nie braj babo minoga w worku. Część pierwsza.

Zwłaszcza, gdy napis na worku głosi "Kocurek Balbin Miziasty".

***

Elo Mordy Moje.

Wjeżdżam dziś na wokandę z tematem nieco przyciężkawym. Acz, niestety, życiowym. Wybiła godzina poruszenia go. 

Znacie pojęcie socjopata..? Toksyczny związek? Moralne molestowanie/przemoc emocjonalna..? Mam nadzieję, że nie z autopsji. Ale kojarzyć o co chodzi z pewnością warto, bo psychoterminatory są wśród nas, kamuflują się perfekcyjnie, i nigdy nie wiesz, czy Ty lub ktoś Tobie bliski nie padnie ich ofiarą. Psychofagi mogą być zarówno męskie jak i żeńskie, ale ja piszę bardziej konkretnie o tych pierwszych. W zasadzie... wszyscy toksycy są w swoim rdzeniu niesamowicie podobni. Przerażająco prymitywni i przewidywalni, jak już się przejrzy ich tyleż zamaszystą, pstrokatą, ogłupiającą - co iluzoryczną, tombaczaną "charyzmę". Tak, mościpaństwo. Psychopijawy to takie łajenko przybrane w sreberko i udające luksusowe belgijskie praliny, zrazu wcale udatnie, dopóki się nie skusisz i nie sztachniesz z bardzo bliska. Na drugi raz, widząc kusząco osamotnioną, zadedykowaną Tobie paczuszkę czekoladek z wielką atłasową kokardą i napisem "zjedz mnie", zareagujesz potężnym womitalnym czknięciem i katapultujesz zad w przeciwnym kierunku z prędkością światła. No chyba, że jesteś psychofażą recydywą, a to oznacza, że, niestety, problem siedzi głębiej i może wymagać, prawdopodobnie, czegoś więcej niż pogłębniona introspekcja. Osoba, która zabrnęła w taką relację po raz pierwszy, niejako przez "nieszczęśliwe zrządzenie losu" (choć chyba nigdy nie jest to całkowicie ślepy traf... :/), pewnego dnia po prostu konstatuje, że kanapki z psychowpier*olem na śniadanko przestały jej smakować. Namierza w czeluściach internetu nieocenionego bloga Mai (mojedwieglowy.blogspot.com) i dostrzega dla siebie światełko nadziei... :) Ale, droga powrotna z bagienka nie jest taka prosta i przyjemna, jak by się wydawało. Prawdę rzekłszy, wrogowi bym takiej "ścieżki zdrowia" nie życzyła. Dlatego zasadniczo - psychofażej zarazy należy unikać jak ognia, zaś umiejętność zidentyfikowania zagrożenia sprawia, że stanowimy dla psychomendy ruchomy cel. A psychomendy niespecjalnie lubią się wysilać i wolą zazwyczaj antylopki z zaburzonym błędnikiem... Chore, ranne, słabujące, oddzielone od stada.

No właśnie. Czy jest określony typ osoby, na którą psychożłop dybie? I trochę tak, i wcale nie. Przede wszystkim uważam, że nikt nie jest całkowicie bezpieczny od manipulacji, jeśli trafi na urodzonego aktora - manipulatora bez żadnych skrupułów, za to z nadmiarem powierzchownego "uroku osobistego" i erudycji. Natomiast o wiele trudniej się na te czarowne bajdury złapać, jak człowiek to raz boleśnie przerobił na własnem żywem organizmie i... spacyfikował zarazę. Systemowo. Ale jakieś unieszkodliwione pojedyncze prątki powinny się jednak ostać, żeby autoszczepionka miała prawo działać. Dajboże dożywotnio... :) Zauważyłam, że są osoby z natury bardziej odporne na psychofaże triki, kuglarskie sztuczki i hipnozę... Są to osoby, które trzeźwo oszacowują stosunek pustosłowia do realnych, namacalnych walorów. Nie dają się złapać na obietnice ładnego opakowania, na wzruszającą misję, czytają skład produktu, testują, są sceptyczne. 

Tego się można też na szczęście nauczyć. A im więcej trąbienia na ten temat, tym większa świadomość. Zatem... cóż... trąbię.

Idealnym, wymarzonym łupem dla Psychopredatora jest osóbka z tzw. syndromem Polyanny pomieszanej z Doktorem Judymem oraz domieszką Mesjasza. I nie piszę tego pogardliwie - nie ma nic złego w byciu ufnym, otwartym, przyjacielskim, empatycznym, pozytywnie nastawionym do świata i ludzi itd. Tylko, że - jak to mówią, kto ma miętkie serce musi mieć twarde poślady. 

Psychofagi lubią też, paradoksalnie, tzw. "twarde babki". Schlebia im niesamowicie fakt, że są w stanie je sprowadzić do parteru, tj. destabilizacji uczuciowej i nierzadko życiowej.

Generalnie psychofagi preferują FAJNE LASKI. 

(Pod swoim butem.)

Uściślijmy jedną ważką rzecz. Psychofag to NIE JEST po prostu osoba upierdliwa w związku czy "trudna w pożyciu". To jest osobnik z fabrycznym bądź wcześnie nabytym defektem w postaci deficytu EMPATII, sumienia, tzw. "uczuć wyższych". Celem i sposobem na życie takiego kogoś jest mniej lub bardziej zawoalowana dominacja nad innymi ludźmi i poniżanie ich, ZWŁASZCZA osób najbliższych/w jakiś sposób zależnych, ale też - przykładowo - kariera robiona "po trupach", za przeproszeniem "kuśkanie" współpracowników, brak prawdziwego kręgosłupa moralnego (przy jednoczesnym gorliwym deklarowaniu wysokich standardów etycznych). Psychofag uważa się bowiem za kogoś lepszego od całej reszty, zasługującego na bycie ponad prawem i usprawiedliwionego w pomiataniu innymi. Ludzie owszem, bywają bucami, sobami, mają mniejszą lub większą wrażliwość, ale psychofagi od zwykłych dupków różnią się właśnie całkowitym albo znacznym znieczuleniem na cudze uczucia/krzywdę. Sprawę wybitnie komplikuje fakt, że potrafią takie "ludzkie" szlachetne uczucia i odruchy DOSKONALE markować... :/ Oczywiście TYLKO i wyłącznie wtedy, gdy od tego pośrednio lub bezpośrednio zależy ich interes. Natomiast nastawienie na maksymalną eksploatację bliźnich to jedna z ich głównych motywacji.


***

Uff... sorry, ale nie dźwignę tego tematu na raz. Powiedzmy, że popełniłam wprawkę. Można do mnie pisać prajwet mesydż (mailik blożkowy dzieś tu po prawej wisi), jeśli komuś zagadnienie bliskie tudzież ma jakieś uwagi, sugestie. Dzięx! Idę w kimę. Psychofagi obsiorbują mię z energii nawet jeśli zaledwie o nich piszę... :P

19:54

Insta mix woljum 4! Yaaay.

Insta mix woljum 4! Yaaay.
Kaaarwia sorewicz że Was tak zaniedbywam! :/ Jestem totalnie wsiorbana w proces karkołomnej (ale pozytywnej) wieloaspektowej reorganizacji swego żywota, na szczęście już-już zaraz będzie z górki... a przynajmniej mam taką nadzieję i taki jest plan :)

Odmóżdżona się poczułam ostatnio. I to tak dotkliwie. Zaiste - przerażająco. Zaniedbałam regularne czytanie ksiunżek, tera umysł jedzie na nędznych oparach sprzed wielu miesięcy i pora się wreszcie nad tym faktem z troską pochylić. Czeka już na mnie i krzepi swym widokiem cegła Ayn Rand "Atlas zbuntowany", przyznam, że mocno spolaryzowane opinie mocno mię intrygują, zobaczymy. Z Taniej Książki na Grodzkiej w Krakowie wytargałam też "Opowieści o mocy" Carlosa Castanedy, łykam tera z wielką pazerą, albowiem topos osobistej podróży ku wyższym stanom świadomości nęcił Toyada od niepamiętności. Podobnie jak szamanizm, rites de passage, rozmaite niu ejdżowe fenomena, pokolenie "dzieci kwiatów" i takie tam takie, ale mniejsza z tym :)

Wczora popełniłam weekendowe melo i wybaczta, że zostawiam dziś ino garść kwadratowych obrazków. Promys, że wkrótce wjadę na pełnej K. z jakimś tłustym tekściwem. Tylko wiecie, muszę restytuować golden ejdż swojego bujnego zasobu słownictwa... :P




Pierwsza toreb BagMe by Smola:


Mój jakże nobliwy profil, godny bicia na monetach:


Weekendowe gastro:


Na kacu:


Czerwona wara na propsie:


Najlepszość do brwi!


Yyy krechulec:


Risotto z dynią i białe winko:


Wakacyjny kapelut:


Różowe końcówki, ale słabo widać:


Rzut gałą z góry:


Hybrydusie żeniby ombre:



Takie tam z ziomalskiej seszyn:


Bekstejdż:


Widok z okna:



Bzy w Eszewerii na krakowskim Kaźmirzu:



Eszeweria - zdecydowanie ścisła czołówka moich ulubionych knajpin:


Klimacik w sraczyku zajebisty, do tego aromat Nag Champy:



Wycieczka do Łojcowa, a co, wszak weekendy są nie tylko od grzesznej szamy i melanży:


Focia w eszeweryjnym kibelku, no nie mogłam się powstrzymać:


Kwiatuszki:


Och Fam Fatal:


Spożywanie najlepszej pizzy w Kra w aucie, bo nie wiedzielim, że Winchester ma tylko w dostawie :D


Grodzka, kiedyś drałowałam tamtędy iks razy per dzion:


Hybrydziochy z naklejkami:


Pożyczyłam se kota do foty:


Och jaka ze mnie zamyślona mimoza:





Opętana żądzą mordu, perfekt awatar na peemesa:


Wot wsjo!

W miksie przemyciły się jeszcze focie z długimi herami. Dziś już wiem, że jeśli będę zapuszczać do mitycznych łokci - to tylko w takiej zdrowej, niewycieniowanej formie. Strzępy won! :)


Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger