12:42

Ulubione kosmetyczne używki ostatniego kwartału! :P

Nie jestem histrionicznym typem samicy skłonnej każdorazowo "przeżywać" gazylion niunasów konsystencji nowego żelu pod prysznic, więc wybaczcie brak emfazy i telegraficzny charakter niniejszego posta. Dotyczy on kosmetyków, które okazały się dla mnie wyjątkowo udanymi nabytkami w ciągu ostatnich miesięcy. Łączy je zaskakująco sympatyczny stosunek jakości do ceny ;) 


Może nie kosmetyk, bo to dropsy z gatunku "supli", które były dodatkiem do podróby Tangle Teezera z Biedry. Łykałam regularnie po śniadaniu i mam wrażenie, że znacząco przyczyniły się do wyraźnego wzmocnienia i zgęstnienia moich włosów. 


Ulubiona, mega wydajna i tania jak barszcz (6 zeta) henna do brwi. Bardzo trwały efekt (do miesiąca). Trzeba uważać, bo zrazu "chwyta" kolorem też skórę, ale naprawdę - uwydatnia nawet mikroskopijne meszkowate kłaczki, dzięki czemu po "zabiegu" wyglądam jakbym miała naturalne ciemne tłuste gąsienice na czole! ^^


Zajebista wciereczka. Kupiłam w promocji za 6 zł. Nie ma alkoholu w składzie, same ziółka. Wcierałam regularnie co drugi dzień po myciu i jestem przekonana, że najwybitniej przyłożyła się do inwazji baby hair, albowiem inaczej tego nazwać nie mogę :)


Niepozorna, tania (8zł) a bardzo dobra klasyczna odżywka do częstego używania. Ładnie pachnie i nawilża nawet moje sianowate ombre końcówki.


Micel do codziennego stosowania - bodajże 8 zł w Biedrze. Super!


Nie wiem, na jaką cholerę skusiłam się na szampony suche Batiste... efekt po pudrze dla dzieciąt Babydream i porządnym wyszczotkowaniu jest identyczny, jeśli nie lepszy. Cena i dostępność - bez porównania lepsza. A w składzie żadnej zbędnej chemii, więc... :)


Jeśli zmywać emaliję ze szponów, to li tylko tą ZIELONĄ Isanką (4 zł). Nie cuchnie jak jej różowa siostrzyczka, w ogóle nawet przyjemnie pachnie - jak na zmywacz.


Puder w kamorze z Rossmana, za niecałe 6 zł (promocja). Kopara mi spadła z zachwytu jak go pierwszy raz użyłam... idealnie matuje, o dziwo bez efektu płaskogębia, znaaacznie przedłuża trwałość nienajlepszego podkładu (jakim jest moim zdaniem Revlon Photoready oraz L'Oreal True Match... Toyad tępa dzida chciał zaoszczędzić na Colorstay'u, no to tera mo). Rewelacja. Tylko ma jedną wadę - apteczny smrodek.


Szukałam pędzelka do rozcierania cieni, z miękkiego włosia. Już-już miałam się szarpać na jakąś firmową drożyznę z internetów... aż kupiłam w Almie za niecałe 6 zł toto marki AnnCo. Spisuje się idealnie, włosie ma naturalne. Czego chcieć wincyj??


Może nie powalająca taniocha, ale UWIELBIAM. Matowe szminki z Golden Rose! Kupuję je nałogowo. To już moja szósta albo siódma, prze-prze-przepiękne mają kolory, a wklepanie odrobinki nawet przy jaskrawym odcieniu daje naturalny efekt. Jak wiatr zawieje i kudły chłoszczą po dziobie, nie muszę odklejać upapranych pasm z pyska. To mnie zawsze odstręczało od klasycznych pomadek i błyszczyków - ta ślimacza lepkość, ble. Tutaj tego na szczęście nie ma :)


To było dla mnie duże zdziwko ... za 8 zł mamy naprawdę NIEZŁY tusz do rzęs, ba, wręcz konkurencyjny dla mojego ukochanego Masterpiece'a:


To ustrojstwo chyba kosztowało ok. 11 zł, żałuję, że nie wybrałam wersji dla szatynek, ale i tak jest okej. Robię sobie taką paciugę przy pomocy zwilżonego pędzelka, nakładam, rozczesuję i efekt jest super - jak naturalne, pełne brewy. Zwykły brązowy cień z reguły wygląda zbyt topornie, zwłaszcza dla osób o lichych kłaczkach.


Chyba tyle póki co...

***

Nie cyknęłam foty, ale od kilku tygodni stosuję na noc na brwi i rzęsy pomadkę ochronną z Alterry... bardzo się wzmocniły i w połączeniu z henną mogę wręcz się pysznić bujną oprawą oczu :P

Kupiłam na dniach puder sypki bambusowy Paese, bo w sumie nie zawsze mam ochotę na idealnie zmatowioną gębę (jak po Synergen), a sypkim wystarczy oprószyć delikatnie newralgiczną strefę T i jest ok. Pachnie milutko. Tylko teraz poluję na dobry pędzel puchacz, oko mi ucieka w kierunku Ecotools, ale jeszcze zobaczymy.

***

Aa, też fajny patent rozkminiłam - nakładanie podkładu pędzlem... zwilżonym wodą mineralną :) Jakby skóra taka ładniejsza się zrobiła... no i makijaż trwalszy po prostu... :)

***

W ramach walki z paskudnymi zaskórnikami, których mi się nakociło latem jak królików, planuję jesienią kampanię kwasową. Ale mało tego :) Pierwej wypróbuję patent z maseczką z żelatyny - ponoć zdziera się ją razem z "lasem" wągrów...hmm, to aż zbyt piękne, aby było prawdziwe, ale... MUST TRY! :>

11 komentarzy:

  1. Maseczkę z żelatyny robię już od roku co najmniej... i nie mogę zacząć. trochę się obawiam, że może i wyssie czopki, ale i przy okazji zapcha i nabawię się krost, bo to żelatyna jest, w sensie ze zwierza, a produkty zwierzęce już tak mają, że lubią zapchać. hmmm nie wiem czy się zdecyduję, ale perspektywa czystej skóry jest kusząca ...tylko że znów podobno nie ma co się spodziewać spektakularnych efektów po jednym razie, szczególnie jeśli zaskórniki mają nad nami przewagę liczebną ;) i przyssały się mocno. I tu za bambusowy ogromny plus! :) z samej miki też są super, bo takie nie obciążają skóry jak te zwykłe na talku. O... i może masz odp. skąd wojsko zaskórników... może właśnie to skutki uboczne tych zwykłych podkładów, pudrów. Z talkiem, parafiną i innym syfem, ja już się z nich wyleczyłąm, początkowo krzywiłam się patrząc w lustro, po jakimś czasie było coraz lepiej.

    Okej druga rzecz to wszechobecny talk uuuuh ciężka sprawa, bo producenci chemizowanych kosmetyków uwielbiają talk i to nawet w kosmetykach dla niemowląt za co wielki minus jak stąd na ksieżyc, a internety specjalistyczne opisują go niepochlebnie wręcz jak wroga i ja już nigdy z talkiem nie chcę mieć do czynienia, jestem zmuszona zanim spojrzę na uroczą buźkę produktu i się rozpłynę w zachwytach, czytać skład i od razu odkładać.
    Jak suchy szampon super sprawuje się najzwyklejsza skrobia ziemniaczana, to dla blondów i skrobia z kakao dla ciemnych, wyczesuje się idealnie i trzyma świeżość tak samo, tylko trzeba ją nakładać na jeszcze świeże włosy, nie przetłuszczone, inaczej efekt będzie marny.
    Ale henna! takiej chyba nie spotkałam. W jakiejś sieci ją kupujesz? Brwi tuszem brązowo-czarnym też ładnie wychodzą, tylko nie może się kruszyć i ścierać.
    Niki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Niki, dzięki za - jak zwykle - merytoryczny komentarz :) z tym talkiem to nie wiedziałam, że taka lipa jest. Ale i tak za wojsko zaskórników winię raczej rozprzężoną dietę...;) wkrótce wracam na dobre tory :) Zaintrygowałaś mnie tą skrobią, muszę to obczaić koniecznie. Z kakao.
      Henna ta jest w najgłupszych miejscówach do kupienia, bazarki, osiedlowe drogeryjki itd. Wiem, że w Krakowie przy Rondzie Młyńskim w takiej kosmetykowej kioszczynie jest. Obawiam się jednak, że super naturalnego składu to ona nie ma ;) ale trwałością bije na łeb każdą, której używałam...
      Tuszyk na brewki też fajna sprawa, potwierdzam :)

      Usuń
    2. :) przypomniałam sobie, że OCM przecież skutecznie wyciąga czopy. ha! Stosujesz? 2,3-krotne wysmarowanie skóry olejem w gorącej parującej atmosferze łazienkowej powinno udusić dziady i same wyskoczą na powierzchnię, c'nie?
      Niki

      Usuń
    3. Ej, dziś rano wypróbowałam, za Twoją właśnie namową, i... wow!!! ♡ No, mówiąc do bólu jowialnie, mój dziób "przejrzał na oczy", skóra jest czysta, ale nie wyjałowiona i sucha, czopom jakby "czapy" sczesało. Czad. Akurat się głowiłam, na co zużyć dwie butle rycynusa, haha... :D Dzięęękiii! ;)

      Usuń
    4. Doo usłuuuug :3 :)) jak miło, że sczesało. BTW uwielbiam to słówko we wszelkich odmianach użytkowych :)

      Niki

      Usuń
  2. I ja zachwycam się Vitalisss'em z Biedry bo efekty są, a jakże! ;) Zaciekawiło mnie parę produktów, może poza tuszem z Lovely, który się u mnie nie sprawdził, a szkoda, może zrobię drugie podejście? Czytałam o tym sposobie i czytam po raz któryś i chyba czas w końcu nie pitolić, a próbować, kurczę! ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś kupiłam jakiś mega polecany wszem i wobec tusz z Wibo, i był do kitu... dlatego szczerze zdziwionam, że ten z Lovely u mnie daje radę :)
      Na dniach ustrzelę żelatynę i spróbuję odwągrzyć dzioba. Nie ma bola! :)

      Usuń
  3. W celu eksterminacji zaskórników oprócz żelatyny (nie próbowałam, nie mam opinii) warto przetestować zdzieraka sodowego (= soda oczyszczona + żel do mycia twarzy + szorowanie z wyczuciem). Raz czy dwa na tydzień pomaga.

    Dzięki za namiary na tanią hennę i wcierkę z Zielonej Farmacji - przydadzą się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdzierak, owszem, pomaga :) Myślę, że kilka metod warto połączyć. OCM omijałam dotąd szerokim łukiem, bo jak to tak, tłustym tłuste "czyścić, ale dziś efekty mnie zadziwiły. Jak nie dostanę żadnego wysypu, to zdecydowanie proklamuję się neofitką OCM ;)

      Usuń
    2. Jak sobie dobrałaś olej do typu skóry to nie ma stracha :) nawet i dwa razy dziennie można, a ja kiedy doprowadziłam swą uroczość do stanu zadowolenia to przerzuciłam się na krótszą wersję i też jest fest efekt.
      Niki

      Usuń
    3. Jestem zachwycona! Mieszam rycynkę z oliwą z oliwek na oko 1:1, widzę jak z dnia na dzień gęba mi się klaruje. Genialny patent, aż moja mama pozazdrościła, a ona mega sceptyk do takich wynalazków... ;)

      Usuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger