22:26

Nawet najdłuższa żmija - przemija..? Żmija z roztopionego cukru ciągnie się i ciągnie...

Holender jasna. Łohohooo, jakież to ja miałam ambitne plany popędzenia aktywności blogasowej! Wszak od czterech tygodni gniję w chałupie z powodu, że kulas mój połaman i zoperowan (nic poważnego, luzik:)). Chodzić mi nie lza - minimum do końca grudnia, a najlepiej połowy stycznia. Toteż kminiłam, że buchnie mi płodność tfurcza, ale cóż... e. Nie buchła. Najwyraźniej. Przez dwa tygodnie ćpałam tramala i z ledwością kontaktowałam, później zaś przyplątała się z zewnątrz lawina inszych problemów i upierdliwości.

Ostatnio momentami dryfuję w kierunku paranoidalnego ludziowstrętu. Nie, nie jestem zgorzkniałą, hejtującą frustratką. Ale im dalej w las, tym bardziej antroposcetycyzm wypiera resztki antropoentuzjazmu. I jest to ugruntowane doświadczeniami, nie domysłami i dowyobrażeniami. Jestem sobie zwyczajnie szczęśliwa, doceniam to, co mam - i kogo mam - obok siebie, staram się dbać o relacje z bliskimi, nikomu nie szkodzić, żyć swoim życiem. Jednego tylko wymagam - żeby to KUŹWA działało w obie strony!!!

Pal licho obcych. Życzliwe inaczej i niekompetentne damskie i męskie biurwiszony w urzędach, na przykład. Oh well. Prawdopodobieństwo ponownego spotkania jest znikome, więc można odpuścić nerwy. Ale...

Ale najgorsze są te wszystkie kryptomendy w otoczeniu, po których absolutnie nie spodziewasz się żadnego podsrywu. Gęby ich słodkim miodem ociekają, tiutiutiu, co tam słychać, tiutiutiu... fałszywe uśmieszki... a za kulisami Szare Eminencje, kombinujące, jak by ci tu bezinteresownie zaszkodzić - czynnie lub "tylko" słowem. 

Bezmyślnym, krzywdzącym szkalowaniem.

Era niezasłużonego nobilitowania pewnych ludzi minęła bezpowrotnie. Dość mam dopatrywania się na siłę iskierki dobra w osobach, które całą swoją postawą i postępowaniem potrafią tylko niszczyć i wprowadzać chaos. I nieustannie BRAĆ. Zagarniać pazernie, garściami, od siebie nie oferując kompletnie nic, nawet cienia szacunku czy wdzięczności - bo przecież się należy, jak psu micha. 

Jestem za pomaganiem w potrzebie! Ale pomaganie jest czymś innym niż wieczne wyręczanie, wypijanie za kogoś piwa, które sam nawarzył, nie pozwalanie na posmakowanie konsekwencji własnych działań, robienie ze sprawnego, poczytalnego, dorosłego człowieka życiowego inwalidy... Utrwalanie roszczeniowej, wyuczonej bezradności. Dawanie pod nos upieczonej ryby, zamiast nauki obsługi wędki. To tak, jakby "z miłości" do dziecka pozwolić mu jeść same słodycze, siedzieć przed komputerem całymi dniami, zrezygnować ze szkoły. A przecież nie o to chodzi. 

Potem się jeszcze dziwi taka "opiekuńcza" mamcia, że mimo jej (wypaczonej) wszechmiłości i cierpiętniczych poświęceń, wyhodowała na własnem wklęsłem ze zgryzoty cycu zmutowanego potwora. Żmijora. Ona serio nie pojmuje, że usuwaniem mu każdego pyłu spod stóp uczyniła mu jedynie ogromną krzywdę. Nie rozumie - i nie zrozumie, ponieważ to "pomaganie" (a raczej współuzależnienie) jest jej sposobem na... pielęgnowanie własnego Ego. Ja - taka szlachetna, wyrozumiała dla cudzych słabości, męczennica, święta, nieomal anioł! Nie to, co te egocentryczne, samolubne pipy, niezdolne do wyzbycia się własnych potrzeb, stawiające jakiekolwiek granice, wymagania...

Czasem należy pozwolić komuś zejść na dno, aby miał się od czego odbić. Czasem kryzys jest jedyną szansą na zmianę i należy pozwolić komuś go doświadczyć. A nie wiecznie serwować miękkie lądowanie, podkładając poduszkę pod zad. I trwać w błędnym kole.

Nie tędy droga.

Wielkodusznie jest dać drugą szansę.

Dawanie dwudziestej świadczy o chorym uwikłaniu. A nie o szlachetnym altruizmie.

***

Od pewnego czasu - wspominałam już o tym - dręczy mnie przemożna pokusa radykalnego wymiksowania się ze społecznościówki, a ściślej, ryjbuka. Trzymam to konto w zasadzie dla kilku (<5) stron, oferujących wartościowe treści, ewentualnie dla informacji o promkach w moich ulubionych sklepach. I tyle... Przestałam już w jakikolwiek sposób dzielić się tam szczegółami ze swojego życia, bo nie zamierzam majtać wackiem spod płaszcza. W sensie, zbytecznego ekshibicjonizmu praktykować.

Facebook daje niestety ogromne pole do manipulacji w prywacie i obrzydliwych gierek. Ostatnio natknęłam się na krucjatę znajomego znajomego przeciwko byłej żonie... Wszystko oczywiście publiczne... wylewanie pomyj... OHYDA. Ale masa kumpli "od piwa" gorliwie lajkuje i komcia każdą jego podżegającą spiardolinę.

Poziom żenady - poza jakąkolwiek skalą. A durny motłoch wprost pieje z zachwytu, jak szesnastowieczne bydło podczas palenia czarownicy...

***

Rok temu czułam przesyt negatywnych informacji. Zaczęłam więc je cedzić przez gęste sito. Udało się. Polecam.

W nadchodzącym roku chciałabym się skupić już wyłącznie na wartościowych relacjach, zaś szkodliwe, podcinające skrzydła, ususzyć na strup i pozwolić onemu parchu odpaść z mego tyłka.

Czas, karwia, najwyższy.

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger