16:23

:)))

:)))
Potomstwo szaleje na działce u rodziców.



16:19

A tak se siedzimy. Nic się nie dzieje. Pozdrawiamy z Dzikiego Wschodu.

A tak se siedzimy. Nic się nie dzieje. Pozdrawiamy z Dzikiego Wschodu.
:)
Ostatnio najszła mię taka luźna refleksja w kwestii ubierania (stylizowania, tfu!) małych dzieci i zalewania internetów słit fociami swojej progenitury.
Włażę sobie przeto parę dni temu na fejzbunia, a tu z aktualności wyskakuje mi zdjęcie bobasa w kąpieli z mikropisiorem, za przeproszeniem, na pierwszym planie... Żenujący dowód głupoty rodziców, zero wyobraźni po prostu. Ja rozumiem, że matka jest dumna ze swojej pociechy i chciałaby się nią pochwalić, to całkiem naturalne, ale doprawdy można to zrobić nie narażając BEZPIECZEŃSTWA i GODNOŚCI własnego dziecka na uszczerbek... Litości, czy to aż tak ciężko ogarnąć??
Inna sprawa to blogaski kilkuletnich fashionistas, prowadzone oczywiście przez ich ambitne mamy. Temat kontrowersyjny. Mam wrażenie, że zwolennicy trochę bagatelizują zagadnienie, twierdząc, że skoro dziecko lubi się stroić i pozować do zdjęć, to nie dzieje mu się żadna krzywda. Ci, którzy liznęli co nieco z psychologii rozwojowej, przejawiają ograniczony entuzjazm... Jak by mi ktoś nie racjonalizował, jest to jednak w pewnym sensie hołdowanie od najmłodszych lat festynowi próżności. Ponadto obawiam się, że dziecko jest w takiej sytuacji trochę narzędziem lansu dla narcystycznej mamusi, niejako przedłużeniem jej wizerunku. Mam po prostu mieszane uczucia, tym bardziej, że niektóre "sesje" są kalką profesjonalnych sesji z udziałem dorosłych kobiet - modelek; przy czym czterolatka przybierająca pretensjonalne pozy zblazowanej groupie wygląda dość groteskowo... W mojej skromnej opinii (do której mam ostatecznie święte prawo, choć to nie moje małpy i nie mój cyrk, za to mój blogasek, no). Chodzi po prostu o potencjalne zagrożenie konsumpcyjnym zdurnieniem, i tyle, nie jest to przesądzone, ale ja bym tego nie ignorowała. Cóż, fakt, takie czasy nastały, że teraz już w przedszkolu trzeba się lansować przy pomocy modnych rajtek, co by już na starcie nie przylgnęło do pacholęcia piętno rekluza.
Co mogę natomiast zaliczyć na plus takich blogów dziecięco-modowych, to to, że często same fotografie prezentują dość wysoki poziom i są przyjemne dla oka, i dziecię będzie kiedyś miało fajną pamiątkę.
Jeżeli chodzi o mnie, jasne, że wolę jak Mała jest ubrana raczej lepiej niż gorzej, ale ZAWSZE priorytetem jest jej komfort, no i to, żeby na fancy pants nie szła nam fortuna. Generalnie, ja sama jestem chyba dość nietypową babą, bo zamiast góry szmat, których prawdopodobnie nawet nie będę miała okazji założyć, wolę mieć mniej rzeczy, które przynajmniej faktycznie lubię nosić i które w miarę łatwo mi miksować ze sobą i komponować w spójne stylistycznie zestawy. Tę samą zasadę staram się stosować u córy. Wot, upraszczam sobie żywot jak mogę :) Wdycham pranę i jest okejka :)



12:52

Obstrukcja...

Obstrukcja...
...twórcza mi doskwiera ostatnio. Boleję nad tym, bo gdzieś tam niby pomysły po głowie krążą, ale z realizacją już gorzej. Jakaś taka niemoc w rękach. Może biomet ssie? Po prostu? Tylko kuźwa... tak od dwóch miesięcy bez przerwy..?

Tak czy siak, postanowiłam trochę podziałać na siłę. Na dnie szafy gniła sobie od dawna czysta biała kiecka... taka bez wyrazu, nie lubiłam jej zbytnio. Nie płakałabym, gdyby coś się z nią stało.

Zatem przystąpiłam do pstrzenia. Poszłam na łatwiznę wprawdzie, ale dobra innowacyjna łatwizna nie jest taka zła (że ke..?). No dobra. Oto efekty. W ramach kotów za płoty, co by mi wena wróciła.






 


Ostatnio mam nawrót fazy na Miasteczko Twin Peaks, stąd taki motyw. Wiem, że wymięta masakrycznie, ale dopiero po 3 dobach od nałożenia farby mogę ją wyprasować :) Użyłam dwóch kolorów - czerni i rdzawej indiańskiej czerwieni.

12:39

Lumpowy nałóg.

Lumpowy nałóg.
Znowu. Se. Kupiłam. 
Bo. Okazja była.

- codzienny sympatyczny topik w beżowo - zielone paseczki
- quasi - góralskie giezło, gdyż urzekły mnie limonkowe i fioletowe hafty (MNG)
- kraciastą koszulinę
- babcine wdzianko (Vero Moda)
- jedwabny top z koronką, piękna zieleń (Warehouse)
- kremowy zwyklasty long-sleeve (Zara TRF)











 

Cóż ja poradzę, że jak wnijdę do lumpa, to włącza mi się syndrom "lisa w kurniku"...

12:28

Ananas, a ananas...

Ananas, a ananas...
... ROBI  RÓŻNICĘ.

Ananasy z puchy nie mają w ogóle startu do takiego "prawdziwego" owocu! Uwielbiam. Nie dość, że smakuje zajebiście (słodki, aromatyczny i soczysty), to jeszcze sprzyja zdrowiu (cera, figura).




13:16

tak bardzo nie boli mnie dupa że aż muszę to skomciać.

Jak w tytule, c'nie..?
Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger