19:43

Out of ass episode vol XX.

Po całym ciężkim dniu poprzedzonym trzema równie ciężkimi dniami i nocami (dziecko chorzeje), wracam ujajona z wózkiem objuczonym sprawunkami, zajeżdżam pod klatkę, a tam widzę przez szybkę paniusia sąsiadka stoi, no więc czekam. Czekam. I czekam. W końcu poirytowana już z lekka wsadzam sobie energicznie w tyłek zasadę kurtuazji którą ZAWSZE respektowałam, a która dotyczy pierwszeństwa osób wychodzących, otwieram sobie drzwi kodem i wjeżdżam wózkiem do budynku, mijając obudzoną nagle jaśnie hrabinę i jej rozdziawiony pomiot, która - jakże odważnie poczekawszy, aż zacznę wjeżdżać do windy - fuknęła pod nosem, że "najpierw się wychodzi, a potem się wchodzi"... nosz k... mać.

Kij z tym generalnie, że jak przychodzi do rozmijania się z sąsiadami w klatce schodowej, to 99,99% z nich pędzi mi przytrzymywać drzwi, pomaga zjechać wózkiem itd. Albo - mając na podorędziu dzieci w podobnym wieku co rozdziawiony pomiot - zaleca te grzecznościowe czynności im. Łotewa, nie mój interes, pewnie spuściłabym na zaistniałą sytuację zasłonę wyrozumiałego milczenia (wszak baba też mogła mieć kiepski dzień, prawda?), ale jadąc windą na górę, przypomniałam sobie, że ja skądś kojarzę tę pazerną facjatę. Tak. Dostałam dziś lekcyję kultury od osoby, która notorycznie chlusta pomyjami z mopa przez balkon i radośnie ciska przezeń niedopałki. Pomyje nieraz opryskały mi świeże pranie, a niedopałki wylądowały na dziecięcym kocyku. Super, nie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger