18:00

Oczy na czole, wary na brodzie, a pomiędzy niemi klamka od zakrystii. Znaczy, nos.

Koleżanka polubiła na fejsie jakiś fanpejdż zrzeszający koneserów urody kobiecej spod szyldu "ciekawie brzydka", co ponoć w zamyśle twórców strony oznacza intrygującą urodę odbiegającą lub wręcz zaprzeczającą holiłódzkim kanonom. No i okej. Kumam czaczę, kumam zamysł i w ogóle sama też lubię piękno naznaczone jakąś "skazą", która rozstrzyga o jego charyzmie... "Ładność" kojarzy mi się trochę z "nie-ma-się-do-czego-dopierdolić-ale-w-całości-ździebko-nuda" :) Mimo to lubię ładne kobiety. W sensie, patrzeć na! :) Jeżeli chodzi o facetów, preferuję urodę wytrawną, szorstką i trochę drapieżną, żadne tam misiepysie, ulizane ciaptaki, wymuskane pizdryki i inne "szłodziaky" (a fe!). Ale wersja full troglodyta jest równie odpychająca co śliczniś pachniuch, żeby nie było... Tak, wiem, strasznie zdziwiam, ale cóż.

Zapewniam, istnieją realnie tacy w moim typie. Dziecka se w łopuchach nie znalazłam, do cholery... ;P

Ale! Jak zwykle popłynęłam w dygresję, ehh. Idę przewietrzyć łeb, pogoda piękna.

(...)

No dobra. Do czego to ja zmierzałam? Aha. Już wiem. Był sobie tedy ów fanpejdż, z Tildą Swinton, tudzież Charlotte Gainsbourg, tudzież Amy Winehouse. Te klimaty. Rzuciłam okiem, a tu pod każdym niemal zdjęciem jadowity a prostacki pojazd po delikwentce, autorstwa jednej i tej samej persony... Ta ma końskie ryło, tamta ma cośtam, a najbardziej od czapy i  z leksza nie na temat, był elaboracik, czegóż owa młoda gniewna persona nienawidzi w cudzym wyglądzie i stylu ubierania się, i - uwaga - za co by zglanowała i zabiła... Yyyyy. Łał. Łaaał! Podjarałam się, bo trafiłam na autentycznego trolla, który w dodatku bezwstydnie udostępniał na fejzbuniu swoje imię i nazwisko, oraz lico w wielości odsłon! Ha!

Nom, to i obczaiłam. Kim jest owa ultradarwinistka estetyczna.

Heh... Co mi się rzuciło w oczy? Wiek raczej przedmaturalny, zaś mentalnie na pewno przedlicealny... Jakże świeży, alternatywny i unikalny styl EMO, czarniawy grzywkozaczes na pół twarzy, nos jak u zawodowego boksera, obrzmiałe i nisko zawieszone wary zdobne w kolczyk, ołowiane, nienawistne spojrzenie niewielkich ślipek obrysowanych na, a to ci dopiero, CZARNO. Typ urody, rzekłabym, semicki - więc nie czaję obśmiania Amy W. od koniowatych, taki troszku strzał w stopę... Zdjęć z pięć, każde z rąsi, bawiąc się w "znajdź 3 różnice" wytypowałabym chyba barwne pasemko pośród czarnego zaczesu, odsłonięte wykolczykowane z góry na dół ucho, no i w sumie... zawiodła mię spostrzegawczość.

Natomiast nie zawiodła intuicja. Już dawno doszłam do wniosku, że wściekłe hejty pochodzą od nieszczęśliwych, sfrustrowanych, zblazowanych swoim nudnym życiem frajerzyn, często małoletnich (jest szansa że dojrzeją!), albo po prostu starszych a zafiksowanych w rozwoju na poziomie gimbazy (to już bardzo smętne).  

***
Kupiłam wczoraj róż Bourjois w odcieniu 34 Rose D'or, PRZEPIĘKNY ORAZ ABSOLUTNIE BOSKI. Pachnie anielsko. Oczywiście w Rossmannie, za złotych 25. Dziś wdepłam jeszcze zmacać jakieś delikatniejsze odcienie, np. Rose Pompon, ale nie dopchałam się przez stado babonów. :)

3 komentarze:

  1. nie znalazłam tego różu juz w rossie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego odcienia, czy w ogóle różu?? Rzeczywiście, przy szafie Bourjois od początku promocji kotłowało się mnóstwo bab, ledwo się dopchnęłam i capnęłam ostatnią sztukę koloru 34. Ale ślinię się jeszcze na Rose de Jaspe, Lilac D'Or albo Rose Pompon... Ale przylazło wyrównanie za prąd no i cóż, płacz i płać :P

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger