12:51

Zespół niespokojnych nóg. To nie dżołk, to istnieje.

Inaczej choroba Wittmaacka-Ekboma; melduje się "szczęśliwa" posiadaczka owego arcygłupiego syndromu, która nie spała dzisiaj przezeń cholerne pół nocy... Argh! Nad ranem poszłam po rozum do głowy i wpakowałam giry pod strumień lodowatej wody. Trochę pomogło.

NIE POMAGA natomiast w takiej sytuacji bycie czule przywaloną cudzą gorącą kończyną, tudzież dwiema... Nie pomaga też to, że właściciel tychże kończyn poczytuje sobie moje szamotliwe uniki za Syndrom Oziębłej Baby. Ehh, no trudno.

***

Zima stulecia miała być, tak straszyli. Wróżki meteotarocistki. Zaiste, zima, że chuj, za przeproszeniem. Zara stuknie połowa stycznia, a moje bidne pacholę nie wie, jak śnieg wygląda. To znaczy wie - ze Świnki Peppy. Na sankach miała córa śmigać, orzełki/aniołki machać, tarzać się, radować białym sy... tfu, puchem, i co, i jajco, chyba że dopierdzieli nam zima z opóźnieniem i skuje blade tyłki do kwietnia. Oby nie.


***


2 komentarze:

  1. Troche opoznionyten moj koment- ale podobno lepiej pozno niz wcale. Ja tez jestem "posi1 adaczka" tej przyglupiej ale jakze utrudniajacej zycie przypadlosci. Metoda prob udalo mi sie odszukac cos co pomaga - biore zelazo (najlepiej w wit B6) i magnez. Po 30 minutach jak reka odjal.Podobno chodzi o jakies zle przyswwajanie magnezu z pozywienia (tak jest w moim przypadku) Bla,bla,bla ale pomaga :) Trzymaj sie! Super blog.

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger