22:23

Ni K ni D się to nie trzymie! :/

Zrobiłek se podczas konsumowania zupy z dorodnego łańcuckiego dyniacza fejk septuma, ło:


Tło z premedytacją pociapałam, albowiem znać beło zeń artystyczny piergolnik w pokoju... :P

***

Taka se łaziłam pozytywnie oczadzona chłonąc pierwsze mgielno-listne wyziewy jesieni... i ostatnio jakoś diabli wzięli mój romantyczny amok - w chałpie nie grzejo, co rano trauma wygrzebywania się spod cieplutkiej pierzyny wprost w chłodno - stęchłą (okno zamknięte na noc) zawiesinę, szybko zmierzcha, w dzień buro i smętno i mżawa, no i mózg też już "zajarzył", że chyżo nadciąga Wielka Smuta jesienno - zimowa. Entuzjazm mię tedy stopniowo opuszcza, subtelnie uchodzi jak powietrze z mojej piłki poddupnej korzystnej kręgosłupowi.

Swoją drogą, korzystnej bardzo - gorąco polecam wszystkim jojczącym w temacie "kręgosłup". Odkąd bujam się codziennie (ot, po prostu balansuję siedząc np. przy kompie) na takiej dużej ćwiczebnej piłce - cykliczne boleści odcinka lędźwiowego zaprzestały nawracać. Mię. Yyy. W sensie... do mnie.

Ale wracając do tematu - owszem, zblazowanam ostatnio. Chce mi się spać i... żreć, za przeproszeniem. Atawizmy chromolone, demyt..! Uszami już klaskałam, bo parę kilogramów poszło weg, ale... waga dziś wskazała, że wzięły se jeno krótki urlop:/ No cóż. Staram się znów zalewać głodomora hektolitrami wody. Ale bywa, że lodówka jakoś tak bliżej w danym momencie sta... zwłaszcza, jak PMS się dodatkowo przyplącze, a ów niestety zaostrza się wraz z zaawansowaniem w leciech... :/

***

Jak zwykle na jesień (i wiosnę) zwieram swe poślady w uogólnionej krucjacie prozdrowotnej i sprzyjającej powabom... ;) Familia z mojego poduszczenia przeprowadza gruntowne profilaktyczne odrobaczanie przy pomocy Zentelu (tęgi kaliber) wspomaganego ziółkami. Odkąd zainteresowałam się kilka lat temu potencjalnymi przyczynami Atopowego Zapalenia Skóry (i różnych innych przewlekłych badziewi) - o których się powszechnie nie mówi, a lekarze zazwyczaj enigmatycznie bąkają o etiologii autoimmunologicznej, tudzież podłożu dziedzicznym, i wypisują receptę na kolejny sterydzik - moje problemy skórne praktycznie... zniknęły. O tej porze roku powinnam już, zgodnie z tradycją, mieć czerwone swędzące łaty w zgięciach łokci i na szyi, tymczasem - czysto, gładko. Jakieś trzy lata temu rzuciłam się desperacko na zmasowane oczyszczanie, odpasożycanie, odtruwanie organizmu oraz testowanie różnych diet, supli. Efekty były piorunujące. Teraz już tak nie świruję (m.in. odpuściłam płukanie kichulców). Nade wszystko staram się unikać zbędnej chemii w paszy - wiadomix, że nie zawsze się da, ale nie sięgam z własnej woli po wysokoprzetworzone syfy, pijam głównie wodę lub niesłodzone zioła (mięta, lapacho, pokrzywa, herbata zielona, rooibos), z "grzesznych" napojów - kawa (niesłodzona, ale z mlekiem) i czasami alkohol, jednak raczej wino niż tuczne piwsko. Wot, drobne nawyki, a robią robotę. Pieczywa jadam mało. Nabiału jeszcze mniej. Unikam też (w miarę możliwości) białomącznych "pampuchów"... Mam niestety słabość do makaronu i w ramach weekendowego przyzwolenia na gastro rozpustę nie odmówię sobie dobrej carbonary... ;) O morale też trzeba dbać! Generalnie jednak staram się sobie nie szkodzić na co dzień. Dbam o podaż witaminy D poza miesiącami słonecznymi, suplementuję krzem. Ostatnio zjadłam też parę "setów" Calcium Panthotenicum, które rewelacyjnie przyspiesza mi wzrost włosów, a zależy mi na rychłym uzyskaniu optymalnej długości do ramion.

No i jedyne, co bym jeszcze tutaj dodała... to wincyj ruchu :) Wincyj ruchu by się przydało rozbisurmanionemu w fizycznym lenistwie y gnuśnemu w członkach Toyadu.

Kiedy deszcz rzęzi w rynnie, z dna psychy wybijają wzburzone tumany nostalgicznego szitu... *.* [tu mina Sziwy & naćpana Kasandra mode on] I taka to puenta na dzisiejszy wieczór... :)

A tak serio, to idę zara spać, bo widzita, co się dzieje.

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam! Wszystko. No, może bez robaków ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. Coraz ciemniej, zimniej, spod pierzyny człek nie chce wychodzić i tylko choróbska łapie :/ Wincyj ruchu i mnie by się przydało, bo tu i ówdzie, hmm troszkę się flaczeje, strasznie ostatnio mam fazę na septum, tak żeby spróbowac i się przyzwyczajać, że coś z kichawy wystaje ;) Uwielbiam Twoje zdjęcia, instagram śledzę cały czas, taka ze mnie fanka, o! ;) :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Codziennie czule macam kaloryfer obok wyrka, ale zimny jak grób! :/ A stopień zamulenia osiąga u mnie ostatnio zenit. Ziewam nawet po trzeciej kawie. Zamierzasz robić septum, czy na razie tylko przyczajka? ;) W sumie te klipsy są całkiem fajne, zakładasz i zdejmujesz kiedy masz wolę po temu. Ja sobie drucika jubilerskiego powyginałam szczypcami (zabezpieczywszy końce "pętelką") a po drodze nawlokłam trzy złote kuleczki, zajęło mi to może ze 4 minuty :) Ogólnie septumy mi się sakramencko podobają na urodziwych ludziach, stanowią intrygujący zgrzyt noża po szkle... Jednak większość ludzi preferuje banalną wystandaryzowaną "ładność", z którą "krowi kolczyk" się kłóci ;) Cóż, pytanie czy naszym "targetem" jest szara większość, czy ludzie nadający na tych samych falach. Dla mnie ta druga opcja to oczywista oczywistość :)

      Cieszę się z takiej fanki! :)))

      Usuń
    2. Zdecydowanie zakupię, w końcu 'urodowa nieoczywistość' w połączeniu z nadawaniem na tych samych falach to najlepsze co może być! :)

      Usuń
    3. Septum jest, radość wielka przyzwyczajenie szybkie, już sobie dylam. Coś na kształt FKA Twigs tylko pseudo srebrne ;)

      Usuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger