19:09

I'm gonna kill you. Hahaha! No, seriously. Run.

Jeden wypad po sprawunki "na miasto", a tak wiela obserwacji socjologicznych..!

Jednak słuchafony na uszy podczas użytkowania komunikacji miejskiej się przydają. Nie trzeba wysłuchiwać głośnych deliberacji na temat cudzych poglądów politycznych i stanu zdrowia. Dziś miałam wątpliwą przyjemność być uczestnikiem egzaltowanej licytacji pięciu (trzech starszych, dwóch w średnim wieku) osób o tym, kto jest "chorszy", dowiedziałam się niechcący wiele o zwyrodnieniach stawowych i ostrogach... ze szczegółami... ehh. Szczęściem nie rozmawiano o stanach zapalnych przydatków. Nie o to chodzi, żeby ludzie ze sobą nie rozmawiali, ale darcie, za przeproszeniem, japy, na tematy - jak by nie patrzeć - dość prywatne, naraża osoby postronne na dyskomfort, konsternację i niesmak... Plus jest taki, że wysiadłam dwa przystanki wcześniej i zaliczyłam przyjemny spacerek :)

Następna sytuacja. Urząd. Petenci, w tym Toyad, ogonkują cierpliwie pod drzwiami, upewniwszy się, że zajęli miejsce po ostatniej osobie z kolejki. I zawsze, ale to ZAWSZE wparuje z impetem do budynku taka żeniby wielce "roztargniona" krowisia i "nie zauważywszy" tłumu ludzi pod drzwiami szturmuje owe drzwi od kopa. Zwrócić takiej uwagę, to robi okrągłe oczy i rżnie głupa w stylu "oj, to państwo też czekają do pokoju X?" - nie, karwia, tak se tylko lubimy zabijać czas, akurat w tym miejscu. Przeczekujemy ulewę, gdy świeci słońce. :/ Damn, jacy ludzie są głupi i/lub bezczelni... W poczekalni do lekarza to też niestety standardzik.

Dobra, załatwiłam co miałam załatwić. Idę na przystanek. Parę metrów przede mną dziarsko sadzi młode, wyjątkowo zgrabne dziewczę w nonszalancko obszarpanych ołwersajzowych (nioch nioch nioch) dżinsach, wysokich butach, ramonesce i rozwianych pięknych naturalnych włosach do talii. Z przyjemnością za nią podążałam i myślałam sobie, że kurczę, fajnie ta dzisiejsza młodzież wygląda! :) Dziewuszka minęła ławkę, na której siedziały jakieś dwie zgarbione pindy i akurat jak przechodziłam obok nich, usłyszałam z jakim jadem krytykowały tę, co ich minęła... Aż rzuciłam z niedowierzaniem okiem na te obgadujące franceloty - i cóż, tak jak było do przewidzenia... obie z twarzy podobne zupełnie do nikogo, jedna na głowie miała dwa smętne wytłuszczone strzępy na krzyż, druga suchego jak drewniany wiór rudego zaondulowanego pudla, nie pamiętam jak były ubrane, pamiętam, że z całokształtu waliło po oczach pospolitością. Nie to, żebym broniła obszarpanych spodni, bo nie każdemu się muszą podobać, aleee... wiecie, chodzi mi o ten charakterystyczny syk żmii za plecami :> 

Dobra, jadę wreszcie autobusem do GalRzesza. Autobus naładowany ciżbą jak meserszmit. Toyad dynda na zakrętach ucapion rury w pobliżu środkowego wyjścia, gdyż za chwilę wysiadka. Buja autobusem na nierównościach, ciężko utrzymać równowagę. Do przystanku jeszcze kawałek, tymczasem w stronę wyjścia przepycha się już jakieś "zapobiegliwe" babsko z tobołami i ciężko a smrodliwie sapiąc, brutalnie napiera na plecy i rękę biednego Toyada - bo przecież musi być pierwsza, jak się drzwi otworzo! Coby jej przed nosem nie zamkli! Trza zdążyć! :O 

Arrrrgh!!!

Na szczęście jużem w domu, popijam kawę, relaksuję się... :)

2 komentarze:

  1. Komunikacja miejska daje popalićtydzież inne publiczne pszysiółki również.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyjaciel opowiadał jak to dwie starsze panie siedziały i zawzięcie dyskutowały, po czym jedna do drugiej: 'Kochana czy ja pachnę środkiem na mole?'.... Zawsze chamsko obgaduje ten, ktorego stylowa i poczucie smaku, gustu jest hmm dalekie ;) Nienawidze w miejskiej komunikacji tego zaburzania intymności!

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger