20:59

Dear Lord... Just stay out of my way. Amen.

Daaamn... ależ mi tu blograjdół zarósł chwaściem wszelakiem! 

W tym roku kontynuacja punktów zwrotnych oraz kamieni milowych z roku poprzedniego. Wypatruję, kurza melodia, momentu, aż życie przestanie mną rzucać jak pies flakiem i moja chybotliwa tratewka dobije do jakiejś urokliwej wyspy, o której nawet Pambuk zapomniał*. 

* - A propos wyspy. Gdyby ktoś Was kiedyś zapytał (dajmy na to, w ramach suchara na rozmowie o pracę - jak u mnie) o 3 rzeczy, które byście zabrali ze sobą na bezludną wyspę, to błagam, nie odpowiadajcie jak "ohoho-popiszę-się-wyobraźnią-godną-rozwielitki-o-ambicjach-hipsterskich" gimbo-przychlasty, tj. że oczywiście internety, loffcianego ajfonka/maczka, rodzinkę, książki czy coś równie uderzająco błyskotliwego i oryginalnego. No kaman. Bierzemy jakiś plecak z niezbędnikiem surwiwalowym (apteczka, maczeta do wyrzynania buszu, ciepły śpiwór, mile widziany jakiś kitrak a'la namiot), broń palną (w celach samoobronnych lub - w ostateczności - samobójczych) oraz gruuuuby notes celem snucia memuarów. Wot, taka dygresja.

Ale u mnie ta mityczna wyspa to po prostu alegoria. Alegoria kawałka stałego lądu pod sędziwym trzydziestoletnim tyłkiem. Alegoria delektowania się świeżą bryzą i kojącym szmerem fal, przewidywalnością krajobrazu, jego dzikością i pięknem. Deficyt pierwiastka ludzkiego też jest tu raczej umowny; chodzi mi głównie o odcięcie od osobników toksycznych.

Meh. No cóż. Pozostaje zagryźć zęby i wiosłować, wiosłować, wiosłować... I po drodze starać się doceniać każdy podmuch dobrego wiatru w wątłym żagliku. Dżizas, brzmi jak pijacka gadka quasi-motywacyjna, a ja jestem CZEŹWA niczem przysłowiowa świnia... wstyd, Toyad. Ić spać, Toyad. Nuże, paszoł won, Toyad..!

***

Ponoć dziś ostatni dzień upałów. Prawdę rzekłszy, mam już po kokardę takich temperatur i z sentymentem wypatruję jesieni. Wczesnej, umiarkowanej, złotawej. Klimatycznej, z lekka dekadenckiej, poranno-mgielnej i wieczorno-dymnej, kapeluszowo-szalowo-płaszczowej, ale jeszcze bez zamarzających w plenerze smarczanych stalaktytów zwieszających się malowniczo z czerwonawej kichawy...

Przeszłam się dziś po galerii (tak, takiej jak GalMok albo GalKrak) i nawet nawet siecióweczki łyknęły niekiepskiego boho klimata. Fajne stonowane kolory, niezłe kroje, transparentne bluzki koszulowe, krata, olbrzymie koco-szale, przyciężkawy obuw, interesująca biżuteria i torebki odbiegające odrobinę od sztampy poprzednich sezonów. Szkoda, że wszędy jednak praktycznie to samo (drobne niuanse kolorystyczne i cenowe) i szkoda, że jednak np. biżuteria w sieciówach to (przeważnie) GUNWO nad gunwami, co druga sztuka koślawa, wyszczerbiona, a i śmiem suponować, że dwa razy na szyję/uszy/palce założysz, a zacznie czernieć i ujawniać bury stop najbadziewniejszych metali, o brudzeniu skóry już nie wspomnę... Bleh. Tani blichtr wzbudza mą nieufność, cóż poradzę. Szlag mnie z tym trafia, bo niektóre modele np. naszyjników są zajebiste, ale nie zaryzykuję, wolę se odłożyć hajsy na, chociażby, pozłacane srebro. Enyłej, poza biżutami to te pledy na szyję i kapeluty wełniane są całkiem obiecujące. Może nawet zdradzę lumpoholizm i coś se wreszcie ustrzelę w sieciówie..?

No i TAK TO... ;) Na razie tyle, przypomniałam się, jest okejka, luzik arbuzik.

4 komentarze:

  1. Gdzież Ty takie dobre lumpy wyhaczasz, bo w Rzeszy to Tania Odzież króluje :/ No, chyba, że Krk ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I w Rzeszy, i w Kraku się zaopatruję :) Jak się robi w miarę regularne patrole szperacze to wszędy można coś zajebiaszczego zdybać. Inna rzecz, że ja mam jakiś mentalny magnes ogólnie... stanę przy korycie ze szmatami lichymi, zanurkuję prawicą, i dziwnym trafem wyciągam akurat coś interesującego :P Skutek uboczny mojego mentalnego magnesu jest taki, że jeśli wybitnie NIE CHCĘ danej persony spotkać, to na 90% wkrótce wynijdzie mi zza winkla :/ Cóż, pracuję nad nawykiem pozytywnego myślenia 24/7 :)

      Usuń
    2. Ja jestem chyba lumpeksowo upośledzona od paru lat albo działa na mnie negatywnie brak przymierzalni ;D Tudzież wycena taka, że bardziej się opłaca iść do sieciówki...

      Usuń
  2. Ojeju, jak Ciebie brakowało! I mnie się coraz bardziej marzy taka wczesna jesień: ciepła, spadające, różnokolorowe liście, dyndające szale.. Aczkolwiek, to fakt, sieciówki teraz mile zaskakują i boho i taką prostotą typu czerń, khaki, bordo, bez żarów i esów floresów(na szczęście!)

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger