12:36

Havira zasmrodzona grzankami.

Wózkara Toyad parę dni temu wybrała się po "gabarytowe" sprawunki do Biedry, pakując Dziecinę w wózek Mutsy Transporter kolor purple. W trakcie przecinania ulicy, stelaż, na prostej drodze kurna, się wziął i złamał... Musiałam dziadostwo doholować z powrotem na chatę i znowu dylać do Biedry z płóciennymi siatami i małym Wijem uwieszonym kapoty, potem nazad objuczona jak wielbłąd, a Wij, znużony przechadzką, "wynegocjował" przejażdżkę na matczynym biodrze. Oł je. :) Teraz, pojadając grzanki, czekamy niecierpliwie na kuriera z ustrzeloną na Allegro (okazyjnie) zastępczą spacerówką o odpowiednio pojemnym koszu na zakupy... Wrak mutsiaka straszy tymczasem na korytarzu, ogołocony z akcesoriów, które zamierzam spieniężyć na aukcjach. A co. 

Ha, a wczoraj po raz pierwszy dokonałam perfekcyjnej pasty cukrowej do depilacji. Warowałam nad nią i nie spuszczałam z niej oka, wyszła idealna - stała, ale plastyczna, idealnie się wyrabia w łapkach, idealnie odkłacza teren. Żadnego tam cackania się z kawałkami materiału, żadnego zagrożenia poparzeniami. Proporcje walnęłam w sumie klasyczne - 2 szklanki cukru, cytryna, wody tyle co soku z cytryny, ALE spotkałam się gdzieś z cynkiem, żeby dodać odrobinę soli, no i dodałam. Nie wiem, czy to coś zmieniło, ale w każdym razie - jestem mega zadowolona z produktu końcowego. No i z efektów. Tak. Smyram się teraz kompulsywnie po miziastych przedramionach (zachwyt bursztynową kulką rwącą sierść był tak wielki, że wydarłam chyba wszystko co się dało), ach. 

Jako, że nie uważam, abym była jakoś tragicznie szpetna nawet bez mejkapu, często się bez niego obywam, jednak co jak co, ale pod oczy musi być porządny korektor, bo mam mega siniory, a jakoś na stare lata nie chce mi się lansować na heroinową lejdi... Skończył mi się akurat Collection 2000 Lasting Perfection - dobry, owszem, ale mało wydajny i ciężko nim stopniować krycie. Wróciłam do starego, a sprawdzonego w bojach kamuflażu Artdeco - jak się go zamówi na Allegro, to wcale nie wychodzi specjalnie drogo, tym bardziej, że jest ledwo do zajechania jeżeli chodzi o wydajność. Porównywanie tego kamuflażu z Catrice do Artdeco dla mnie jest bezcelowe - nie ma startu do droższego odpowiednika, warzy się na skórze, włazi w załamania, jakiś taki tłustawy jest. Artdeco - bardziej zbity, treściwy, trwalszy o całe niebo. No i wybór kolorów rewelacja. Ja sobie wybrałam dwa - nr 13 - jaśniuteńki do rozświetlania najciemniejszych punktów, i nr 06 - naturalny beżyk. Miksuję obydwa palcami i wychodzi super. Oko mam promienne jakbym spała tysiąc lat!

A, no i kapnęłam się, że sklepina o nazwie Simply to pomiot Auchan i udało mi się tam znaleźć słynną maskę nawilżającą kudły - Gloria. Za niecałego piątaka. Świetna jest! 

Odkąd Niki przekonała mnie do spróbowania OCM, w mojej łazience nie ma micela. Olejowe oczyszczanie fizys służy mi jak mało co! Porzyska zredukowane, koloryt ujednolicony, skóra gładka i czysta, nie wysuszona i - uwaga - znacznie mniejsze przetłuszczanie! Efekt WOW po prostu :))) Dzięki, Niki!

Wkrótce jadę znowu do Rzeszowa i jeszcze zahaczę o Kraków. Fajno... W sumie ostatnio doszłam do wniosku, że nawet pasuje mi taki styl życia "nomady", aczkolwiek jedna konkretna przystań by się przydała. Zawsze mi się marzył taki wymalowany w pstre kfiotki i różne psychedeliczne wzorki van, albo chociaż spora przyczepa kempingowa. Mobilność i samowystarczalność, życie w drodze. Fajnie mieć marzenia, prawda? Zauważyłam, że marzenia lubią się spełniać - nawet te największe i z pozoru mało prawdopodobne... jednak - zazwyczaj z pewnym opóźnieniem, tzn. - nie na pstryknięcie palcami... :) 

P.S. Uwielbiam ten kawałek. Odgrzewam ostatnio namiętnie takie stare kotlety...



8 komentarzy:

  1. Wow! Super lux torpeda :)) takie wieści. Oh, yeah!
    Jak tylko mam w rękach kawałek pasty, nie żałuję sobie poprzezierać pod światło jak przez kawałek bursztynu, poezja... oby nie za długo ta zabawa trwała, pasta nie poczeka aż się napatrzę. Zrobię z solą następną.
    Sińce, czyli cienie, ciemne kręgi... tak bardzo widoczne, ciemne? jeśli nie z niewyspania to mogą pokazywać, że trzeba się przyjrzeć wątrobie co w niej siedzi i nie chce opuścić, metale sprawdzić... choćby dla spokojności.
    Niki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sińce raczej nie z niewyspania, opuchlizny ("worków") brak - po prostu ciemne, bordowo-fioletowe "podkówki" :/ Obstawiam, że właśnie albo wątroba, albo może zatoki? Zawsze miałam "coś" z zatokami... Z kolei na bajorezonansie wyszła mi, hłe hłe, motyliczka, ale sama już nie wiem, co o tym sądzić - gusła, nie gusła? Muszę się wgryźć w temat. Jako małolata sińców nie miałam, więc raczej nie jest to "taka moja uroda". Eh. Wszędzie trąbią, że fojoletowy makijaż oczu oraz strój pięknie podbija zieloną tęczówkę, a ja w takim makijażu/ubraniu wyglądam jak ekshumowana... akurat na halloween idealnie... :(

      Usuń
    2. Prześliczne słowo ta motyliczka, ale coś nieprzyjemnie kojarzę, sprawdziłam w guglu ouuuuu kurde niefotogeniczna zwierzyna delikatnie rzecz ujmując. Zatoki właśnie nie bardzo, w tym jestem doświadczona, nigdy ich nie miałam, sińce to niestety obraz toksyn od pasożytów i metali, a ta motyliczka radośnie je wydziela do wątroby, więc skoro wyszła w badaniu... I co teraz? Wiarygodny ten biorezonans? kompletnie nie mam z tym doświadczeń. ale nie czekałabym zbyt długo, jeśli faktycznie tam jest to trzeba czymś ukręcić łebek temu robaku 'gender'.
      Niki

      Usuń
    3. No właśnie, nawet wśród lekarzy ni ma konsensusu co do biorezonansu - jedni mówią, że "coś w tym jest", a inni, że beka i wróżenie z ptasich flaków... Robale jelitowe regularnie truję i wydaje mi się, że panuję nad "inwentarzem". Metale - może? A motyliczkę ponoć można bez pudła wykryć serologicznie, tylko mus się zorientować ile taki luksus kosztuje i w którym labie robią. A jak wylezie, że jest, to - uwaga - hospitalizacja, bo rzekomo zdychając dostaje wściekłej padaki i powoduje dolegliwości bólowe, ryjąc se tunele ewakuacyjne w miąższu wątroby... O_o Brzmi, karwia, zachęcająco. :/

      Usuń
    4. Ale że też właśnie motyliczka wyszła... a nie jakiś inny pospolity nierzadko bytujący robal, spotykany u wielu ludzi. Akurat ta motyliczka. więc tak sobie myślę, że na jakiejś podstawie ten wynik jest osadzony. Pasożyty to organizmy żywe, emitują własną energię jak każdy żywy, oddziałując na komórki organizmu zmieniają ich częstotliwość, komórki patogenne wysyłają inny sygnał niż zdrowe. I to wychwytuje ta maszyneria. Zatem coś jest na rzeczy, ale nie wiadomo czy to ta przeurocza istota. Na jakiejś stronie mignęło mi, że nawet jest możliwe pozbycie się trudnych robali bez leków. Powodzenia!
      Niki

      Usuń
  2. Wybacz Toyadzie moj piekny, ja pewnie jakas tepa jestem a pasty cukrowej zdatnej bez plocien zgrzebnych pozadam! Nie kumam czy jeszcze poza sokiem z cytryny wody dodac czy juz nie? Nie mam z tym talatajstwem zadnego doswiadczenia...HELP!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 2 szklanki cukru sypiesz do garczka, do tego sok z całej cytryny i wody tyle samo, co wydusiłaś soku. Ja jeszcze gdzieś usłyszałam, żeby dodać z pół łyżeczki soli. Mieszasz wsjo razem i zaczynasz podgrzewać. Stój nad tym i merdaj regularnie łychą, możesz zdrowaśki klepać coby nie zasnąć :) Jak widzisz, że piana(!) robi się lekko złotawa i przechodzi w odcień bursztynowy, kapiesz kropelkę na talerzyk, WYŁĄCZAJĄC GAZ. Jak zastygnie, bierzesz to i próbujesz urabiać - jak jest miękie i lepkie, włączasz gaz na kolejne 5 minut. Znowu robisz test (wyłączając gaz); ma być twardawe, ale do urobienia jak plastelina, nie brudzące, tylko zwarte.

      Przed depilacją KONIECZNIE zrób peeling, inaczej zamiast kłaków będziesz rwać suchą wylinkę z goleni. ;)

      Wklep se najlepiej na jutubie "pasta cukrowa Antywieszak"... :)

      Usuń
  3. Dzieki :-* ! Sprobuje na bank i zamelduje czy wyszlo (pewnie juz pod innym wpisem) ;-)))

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger