11:25

Toyad's Dreamcloset. Boho zajawki na sezon niemile piżdżący :)

Wbiłam do Res z cichą nadzieją lumpeksowego podboju - wczoraj odbierałam kosmetyki z Cocolity i potem miałam jeszcze parę spraw na mieście, toteż wdepłam akurat na Niu Arajwal do lumpa w dawnym Domarze. Babsztyli chmara, czas mnie gonił, ale zdołałam ucapić... bezrękawnik z popielatego yeti o kroju ramoneski, nosz cudo, właśnie się moczy w pachnącym płynie, mrał. No i jeszcze maxi spódnicę w etnicznych wzorach. gdyż ponieważ również żywię sentyment do takowych. Jak skompletuję cały połów (zgadza się, jeszcze nie sfinalizowałam misji), zapodam dokumentację nowych ajtemsów. Tymczasem...

...pracuję nad swoimi jaranko-tablicami z różnych dziedzin lajfu, no i chciałam scalić w sensowny kolektyw wyszperane w internetach foty kompatybilne z moją wizją jesienno-zimowej konfekcji idealnej. Toyadziej, ofkors. Tylko, że świat żeniby cywilizowany przez fall/winter fashion rozumie zazwyczaj to, co w Polszy nadało by się co najwyżej na późną wiosnę... :/ No ale. Prawda jest taka, że w zimie  i tak niewiele nacudujesz z codziennymi outfitami, mus posiadać porządnie ocieploną okryjbidę i bucisze, do tego czapu, szaliku, rękawicu i wio. Można niby poszaleć z kolorami czy wzorami dodatków, ale mało kto się na to porywa, bo jednak w naszych rodzimych saganach i sakwach króluje pragmatyzm. Przez co ulice w czasie smętnych jesienno-zimowych dni są tym bardziej smętne, bo jedna bura postać łudząco podobna do drugiej. Czerń, granat i szarości. Czasami zdarzy się paradny karmin. 

Nie musi być od razu oczojebnie! Wystarczy jeden ciekawy motyw, fason, faktura, wzór, ozdobny duperszwanc, dyndałek, cosik. No, ale jednak kolorów też nie warto ignorować - mocarne są, zaiste. 

Ok, do rzeczy. Co mnie jara na chwilę obecną?

Wszelkie balbińsko miziaste futrzaki. Jak Wielki Ptak z ulicy Sezamkowej. Yeti. Nie jestem przekonana, czy na poniższych fotach są same faux fur, a wręcz jestem przekonana, że nie... no i właśnie... Ja bym, owszem, miała psychiczne opory przed wdzianiem prawdziwego futra. Z drugiej strony... przecież preferuję skórzane buty i torebki - i nie chodzi o fanaberię, ale o prozaiczną sprawę jakości. Posiadam kilka par butów, które pamiętają końcówkę mojej szkoły podstawowej (glany, workery, adiki, sketchersy) i choć zajeżdżałam je tyle lat, wciąż z powodzeniem nadają się do użytku. W glanach zlazłam Tatry, Bieszczady, potykałam się o krawężniki, i poza subtelnymi odrapaniami do zapastowania - są absolutnie idealne. Natomiast obuwie ze skóry ekologicznej ZAWSZE kwalifikowało się do wywalenia po jednym sezonie, a niekiedy i tegoż nie przetrwało... :/ Z kolei przy futrzakach sztucznych element trwałości/jakości jakby nie stanowi takiego kluczowego zagadnienia. Dla mnie przynajmniej... Poliester z powodzeniem zastępuje mi norki czy lisa. Co o tym myślita?? Tak czy siak, wizualny efekt, stety niestety, do mnie przemawia.











Przemawiają do mnie też wszystkie malownicze dodatki, elementy dziergane, pstrokate, wyszywanki itd. Spódnice maxi! Loff!




















Tja. Takżetego. 

Kuszą mnie martensy w jakimś widocznym z kilometra kolorze (hmm, magenta? turkus?), no i koniecznie jakieś odjechane nakrycie głowy muszę skombinować. Ach, no i KIEDYŚ masthewem będzie najbardziej wielka i pstra toreb z Bright Boho... :))) I będę śmigać, a jesienno-zimowa deprecha może mnie pocałować w zad.

2 komentarze:

  1. Wzory boho są tak urocze i piękne, że pasują właściwie każdemu, a inspiracja jest!:) Ostatnio w C&a dorwałam milusi sweter z boho wzory. I zazdroszczę kolejnych udanych łupów lumpowych! Co do pięknych futrzanych okryć mamie udało się ostatnio wyszperać w lumpkach takie czarne, futrzane okrycie(coś jak na zdjęciu 8) nówka sztuka z h&m tylko oddana i futrzaną torebkę, również z lumpków, cudownie, że mamy ten sam rozmiar! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boho to niesamowicie wdzięczny temat, ale choć my byśmy wszystkich "widziały" w tych klimatach, to bynajmniej nie wszyscy się w tych klimatach "widzą" ;) Co jest w sumie nawet pozytywne, bo bohema winna z definicji odstawać od mejnstrimu. Nie to, żebym siebie mieniła bohemą od razu, ale - staram się unikać łatwej i bezpiecznej uniformizacji w stylówce, i myśleniu też :) Czarny futrzak bardzo spoko, ja swojego beżowiaczka również nabyłam z papierową metką Atmosphere za jakieś śmieszne pieniądze :) Nie pogniewałabym się, jakby kiedyś moja córka podbierała mi ubrania. Muszę tylko upilnować swój tyłek, coby nie wylazł poza ramy obecnego rozmiaru... :P

      Usuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger