12:01

What's in my bag? Hooyozol spray.

"Uwielbiam" ludzi, którzy deklarują bycie wieeelkim pedantem oraz miłośnikiem czystości i porządku, i owszem, z wierzchu oraz pośrodku - pięknie wymiecione, obrusik, serweteczka, tralala, niby że cacy i zajebiście jest. I oczywiście wielka werbalna nienawiść do "bałaganiarzy"... Ale co kukniesz u owych nadętych pseudopedancików po zacienionych kątach, tam straszy wielomiesięczny syf oraz gnój, który lada moment dostanie nóżek i sam się wyprowadzi do śmietnika. Lol. 

Najgorsze, że ów fenomen się często przekłada na postawę ogólnożyciową i obyczaje. Dulszczyzna. Panna młoda w śnieżnobiałej sukni i perłach na szyi, a pod kiecą ofajdane majciory... 

Już wolę być uczciwym bałaganiarzem... Choć obecnie nauczyłam się cenić ład i dbam o niego, może bez fobii o białą rękawiczkę z pojedynczym paprochem, ale jest okej. Przyjemniej i zdrowiej się żyje w estetycznie ogarniętej przestrzeni, as simple as that. To bardziej kwestia świadomości chyba.

Moim ulubionym, wręcz terapeutycznym, aspektem pilnowania domowego feng shui jest... wychrzanianie (utylizacja) na bieżąco rzeczy, które są mi zbędne. Zaleganie duperszwanców, przydasiów, durnostojek i innych łapaczy kurzu, trzymanie latami góry przyciasnych fatałaszków w próżnej nadziei, że zad trzydziesto-niespełna-letni jeszcze szczęśliwie powróci do licealnego rozmiaru xs... - szalenie to frustrujące i spowalnia zdrowy życiowy metabolizm. Niektórych jara wernisaż z pierdyliona szamponideł i żeli pod prysznic wokół wanny, cóż, współczuję horyzontów... łazienkowych ofkoz... Do tego samego wora wrzucam kolekcjonowanie "duszków statystów" na F'zbuczku. Serio, nie potrzebuję mieć w znajomych jakiejś Ziuty, z której koleżanką kuzynki chodziłam do równoległej klasy we wczesnej podstawówce. 

Tu chodzi o cykliczne robienie miejsca na nowe i lepsze. Nie postuluję wywalania wszystkiego jak leci! Jeżeli coś jest Piękne/Pożyteczne/Pamiątkowe, to rzecz jasna, zostawiamy. :) 

Ale kluczem jest dokonywanie regularnej, uczciwej selekcji. We wszystkim. 

***

Haha, odkopałam przy okazji swoje milusie "pamiętniczki" z wczesnej nastoletniości... ach, ten weltszmerc i bunt pryszczaty, kulawe mroczne wierszydła, no i wogle cóż za klimat, a ile beki - bezcenne! :P

***

Jakieś foćki, coby okrasić suche pościwo.

Straszydle... StraszydLove - straszydlańskie sielskie okolice miałam okazję ostatnio chłonąć w zachwycie, a wracając, upamiętniłam sobie przepiękne niebo i klimatyczny kościółek:



No i moja fizys aktualna, jakże promienna, nieprawdaż:


3 komentarze:

  1. Haha uwielbiam Twój styl pisania :-)

    W stu procentach (no dobra, może w osiemdziesięciu ;-)) zgadzam się z "hejtem" na pedantów. Ja akurat sama zaprzeczam sobie w tej kwestii. Jednocześnie jestem największym bałaganiarzem świata, ciągle coś gubię itp. Z drugiej strony, kiedy mowa o studiach i robieniu notatek mam tam taki porządek, że denerwują mnie na przykład skreślenia. Mimo wszystko uważam, że (do pewnego stopnia kontrolowany) bałagan jest jak najbardziej w porządku, a nawet potrzebny człowiekowi. Po co tracić czas na ciągłe sprzątanie, układanie, porządkowanie, planowanie, jeśli w tym czasie można zrobić milion innych, ciekawszych rzeczy? :-)

    Pozdrawiam,
    www.polishpea.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, pochlebia mi to :-)

      Ja lubię mieć przyzwoicie ogarniętą przestrzeń wokół siebie, ale znam osoby, które mogłyby od rana do wieczora przecierać urojony kurz, i w sumie zakrawa mi to na nerwicę i baaardzo nudny lajf... ale może ja się nie znam ;P

      Pozdrawiam również! Prowadzisz bardzo fajny blog :)

      Usuń
  2. Zgadzom sie jo z tym że szpargały trza zaroz wyciepać po co majom kurz yno zbjyrać. Twój styl pisania rozwala mnie- super.-Onaczydło

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger