Przed paroma dniami wylądowałam na Miłocińskiej podczas najgorszej słonecznej patelenki, albowiem tam żem oficjalnie szkolona na kierownicę pojazdu przyszłom. Po "jeździe" czekałam na pętli na autobus, a że się jakoś nie kwapił, to zawiało mnie do klimatyzowanej Biedry po <pićku>. A tak podprogowo, to sprawdzić, czy na owym zadupiu autochtony płci żeńskiej nie wyczyściły szamponów Batiste oraz skrzypu z tangl tizera podróbom w cenie przystępnej. Bo u mnie na dzielni babony rozszarpały caluśki promocyjny asortyment jeszcze przed południem dnia pierwszego. .. A ja bardzo lubię suche odświeżacze fryzury jak i korzystne ich ceny. W Biedrze na B4 proszszsz, póła wypchana batistami i szczotami. Wzięłam dwa fukacze, a szczotę musa pierwej dyskretnie pomacać, bo trefne tizery lubią być twardymi drapakami, podczas gdy oryginały są z miziastego plastiku.
Sama praktyczna nauka jazdy ocieka mega adrenaliną, ale i dziką frajdą z robionych postępów. Instruktor ciulnął Toyadem wprost na głęboką wodę - pół godzinki pojeżdżone po placyku i hajdu na miasto, w godzinach szczytu, normalnie ja kilo kloca w gaciach... ale dałam radę! :) Kruca fuks, fajnie tak szturmować obszary spoza strefy własnego komfortu i ekspandować ją... ^^ Juhu!
Dalszych postępów życzę! Oni jakoś tak bardzo lubią robić, od razu rzucać na głęboką wodę ale jaka uciecha! Co do takich okazji w Biedrze najlepiej z samego rańca lecieć, bo wiadomo, każdy się rzuca i bierze co lepsze ech... ;)
OdpowiedzUsuńEee, porannym skowronem to ja ostatnio nie jestem, liczyłam naiwnie na to, że wszystkiego nie rozparcelują... wniosek na przyszłość - jak prześpisz promocyję, szturmuj Biedrę na jakimś Wygwizdowie ;)
UsuńCo do nauki jazdy, nigdy bym się na placu nie ogarnęła w takim tempie, jak na prawdziwej drodze... ale com się stresa nażarła przez tę parę godzin, to moje :) Teraz już spoko śmigam i instruktor mię chwali, żem kumata ^^
Kumata, kumata... I niech Ci nie przyjdzie do głowy przyklejanie tego zielonego listka na pierwszym porszaku bo nie będą Cię szanować;);)
UsuńRozkminić nie mogę, gdzie szkołę na Miłocińskiej albo okolicy znalazłaś, a niby adres ten w dowodzie od zawsze;)
Bejbe, na Miłocińskiej 1a mam jeno placyk - całkiem fajny zresztą; na wykłady dymałam w okolice 3 Maja... :)
UsuńTeż mną tak ciulnięto onegdaj, ale zamiast radochy ostał mi się trwały uraz do szoferowania. Dobrze, że Tobie nie. Powodzenia :)
OdpowiedzUsuńTo jest śliska sprawa trochę, bo albo się UDA i przełamiesz barierę psychiczną (jak ja - często mam więcej szczęścia niż rozumu...;)), albo coś pójdzie nie do końca fajnie i się zrazisz... Chyba sporo zależy też od wyczucia instruktora, mój jest spoko, ale osłuchałam się od koleżanek o wrzeszczących furiatach tudzież starych zbolach, ehh, nie zazdroszczę takiego "kursu"... :/
UsuńTo zdjęcie to obraz jak ze snu wyjęty.
OdpowiedzUsuń