16:52

Co gryzie Rodaka Cebulaka, jeśli akurat nie metka od piżamy.

Bardzo często spotykam się z opinią, że Polacy to naród frustratów, którzy sąsiadowi zza płota życzą jak najgorzej, a tym gorzej, im tamten ma "lepiej" (zieleńszy trawnik, pobożniejsze pacholęta, cycata krowa, małżonka więcej mleka daje itp.). Spostrzeżenia tego typu płyną zazwyczaj od ludzi, którzy mają tzw. porównanie, bo wyemigrowali na stałe lub spędzili jakiś czas za granicą. Ponoć tubylcy przeważnie są milsi, życzliwsi, bardziej otwarci, pomocni i uśmiechnięci. Cóż, nie najeździłam się w swym krótkim (buhaha!) życiu za wiele, ale jak już się zdarzało, to byłam m.in. mile zaskoczona tym, że normalnym jest mówienie "dzieńdobry" mijanym na chodniku nieznajomym, że kosze z towarem są wystawione przed sklep, bo przecież nikomu by nie przyszło do głowy coś zajumać (a w naszym Rossmannie smętny pan w uniformie człapie za mną krok w krok)...

Jasne, że jest to grube uproszczenie, bo wredoty i fałszywce są wszędzie, tak samo jak te szczerozłote egzemplarze. Ale jednak, COŚ zdaje się być na rzeczy. Niestety. 

Jako przyczynę obstawiałabym jakiś jeden wielki zbiorowy kompleksior. Nie jestem w tej dziedzinie umna i uczona, ale mogę se snuć spekulacje jako mędrek wioskowy, czyż nie? No. Więc se snuję, i wychodzi mi właśnie, że to to. Albowiem w życiu swem krótkiem (buhaha!) naobserwowałam się trochę ludzi, i REGUŁĄ jest, że im ktoś bardziej nie lubi siebie, tym większe upodobanie znajdzie w gnojeniu bliźnich, choćby "tylko" szkalował ich słowem, a nawet li i jedynie myślą...Ludzie spełnieni życiowo mają lepsze rzeczy do roboty, niż dosrywanie komukolwiek. Natomiast lepszych od siebie będą podziwiać i traktować jak inspirację.

Ze swej strony dodałabym jeszcze takie trochę niezdrowe, obsesyjne skupienie na innych, warowanie na ich najmniejsze uchybienie. Kojarzy mi się to z takim grzebaniem w cudzym śmietniku w poszukiwaniu taniej sensacji, jak to śpiewała Nosowska. W środkach komunikacji masowej zagramanico rzadko ktoś się na Ciebie perfidnie gapi, takim charakterystycznym wzrokiem borsuka, którego ominęła trzecia z rzędu kolacja, kobity mają w zwyczaju robić sobie np. makijaż w metrze a reszta pasażerów jest SKUPIONA NA SOBIE, a jak wykazuje jakiekolwiek zainteresowanie, to jest ono pozytywne i przyjazne. Kiedy trzeba komuś pomóc, bo np. wygląda na zagubionego, jest spora szansa, że ktoś wyjdzie z inicjatywą. Tu jest zazwyczaj dokładnie na odwrót - wścibstwo, obgadywanie, a kiedy trzeba zareagować, totalna znieczulica, nos w szalik, wzrok w buty. Zaznaczam, że istnieją chlubne wyjątki! 

Aha, jeszcze coś. Afirmacja przeciętności i "nie wychylania się". Widać to chociażby w sposobie ubierania się, a konkretnie w ilości kreatywnych barwnych indywiduów na ulicach, w Polszy wciąż brak sprzyjającego klimatu do noszenia się inaczej niż zachowawczo. Ma być "porządnie ostrzyżony" Adam i długowłosa Ewa, koniec kropka. Tatuaże, kolczyki w niestandardowych miejscach - ciągle są postrzegane jako gorszące udziwnienia. Oswojenie się z tym jest kwestią czasu, gorzej z odwagą do myślenia inaczej. Śmieszy mnie, kiedy para dorosłych ludzi, od zawsze na bakier z kościołem, gna brać ślub przed ołtarzem, bo co ludzie powiedzą. No fakt, będą gadać, bo między jednym a drugim odcinkiem "M jak Puszczę pawia" trzeba jakoś zabić nudę.

Na obronę Cebulaczków powiem oczywistą oczywistość, mianowicie, "zaplecze" mamy dość nieciekawe, pominę historię, ale sam fakt obecnych płac ukraińskich połączonych z europejskimi kosztami życia może być powodem do niezłego wkurwa. Ok, ale zamiast przekuwać wkurwa we frustrację, a frustrację w plucie jadem, możemy na tym wkurwie wyhodować motywację do ZMIANY...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger