15:13

Hi. My name is 'Go fuck yourself'.

Na pewno każdy zna TEN TYP...

Wolny elektron, zazwyczaj bez konkretnego życiowego zajęcia (tym samym często i bez własnych środków), bez baby (tudzież chłopa), bez bliskich znajomków... za to z dużą ilością wolnego czasu, pokaźną dawką zrezygnowania, marazmu i frustracji, oraz olbrzymim łaknieniem towarzystwa, w którego uszy mógłby lać swe jojczenie, najchętniej całodobowo. 

Poznajcie Przydupasa (Przydupnice zdarzają się rzadziej, ale uczciwość nakazuje wspomnieć, iż takie zjawisko też w przyrodzie występuje).

Możesz sobie być asertywny. Wystarczy, że raz jeden zrobi Ci się takiego skulonego nieudacznika żal... Wystarczy raz... drobny gest, dołożysz do piwa w knajpie, biletu autobusowego, życzliwie wysłuchasz rzewnej historyjki o nieszczęśliwej miłości, toksycznej matce, zrytym przez podły świat berecie... i to już koniec, przepadłeś. Teraz szykuj się. Dałeś palec, delikwent z pazernej wdzięczności odciapie ci całą rękę. Kij z tym, że Ty masz swoje życie, swój świat, swoje problemy, zobowiązania, hobby, pracę, żonę, dziecko, psa, kota, rybki i tasiemca w jelicie. Przydupas ma to totalnie w dupie, ponieważ nawiązaliście...tfu! On nawiązał z Tobą mistyczną unię dusz. Zaczyna się faza unilateralnych godów... Wydzwania, pisze, wciąga Cię w swoje sprawy jak ruchome piaski, zwierza się, jojczy, chlipie w rękaw, sra Ci za przeproszeniem po fejzbuku, stara się wpierdaczyć na wieczór, na weekend, ochoczo proponuje kumpelskie piwko, które oczywiście stawiasz Ty, bo biedactwo nie ma pieniędzy, o czym się dowiadujesz jak już stoicie przy kasie... Aha, i nie kłopocz się swoją rodziną, nie przeszkadza MU. On was wszystkich uwielbia, łącznie z tasiemcem, po prostu z nieba mu spadliście, aby poratować na zakręcie życiowym, best fręds kurfa forewer. 

Tak. Pytanie, co WY z tej znajomości czerpiecie, wątpliwą przyjemność obcowania z wiecznym udręczonym malkontentem, wątpliwą satysfakcję z "pomocy potrzebującemu" (który de facto jest  nieźle kalkulującym cwaniakiem, lubiącym jeździć za darmochę na cudzym grzbiecie)? Otóż, przychodzi pora na trzeźwą diagnozę - mamy na karku pasożyta. Obsiorbującego nas z dobrego humoru, energii, czasu, pieniędzy.

Połapawszy się w sytuacji, "dawcy" mówią dość, zaczynają unikać Przydupasa. Normalni znajomi polegają na tym, że kontakt z nimi oraz korzyści płynące z przyjacielskiej relacji są obustronne i WSPÓŁMIERNE. Nikt nikogo nie dusi, nie uszczęśliwia swoją osobą na chama. Prawdziwi, sensowni znajomi są taktowni i DOMYŚLNI, nie trzeba im tłumaczyć, że to nieelegancko wydzwaniać do kogoś po 23, rozumieją pewne niuanse w lot, nie narzucają się, jeśli druga strona nie przejawia inicjatywy do częstych spotkań. 

Przydupasa ciężko się pozbyć aluzjami, warto go spławić radykalnie, choć miłe to nie będzie, bo przecież wbijacie mu "nóż w plecy", okazujecie się tak samo podli jak Świat. No cóż. Teraz tylko obsmaruje wam tyłki i obwiesi was najbardziej wszawymi kundlami przed kimkolwiek, kto zechce tego słuchać, być może przy okazji zyska kolejną "ofiarę". Ale to się i tak opłaci - wasz święty spokój jest bezcenny, zaś nic nie boli bardziej niż czas stracony z takim ćwokiem...

***

Ilustracja - stara, ale na temat:



Uchodzę za "aspołecznego ch.uja" (tak mnie kiedyś dosłownie kumpel określił) i dobrze mi z tym. Jest mi z tym wprost zajebiście! Cenię sobie swoje zasoby wysoko i nie szastam nimi gdzie byle, z kim byle. Wolę się dzielić z tymi, na których mi naprawdę zależy. Dla reszty mogę być bucem, I don't care.

6 komentarzy:

  1. Kuźwa, że mnie tak nikt ładnie nigdy nie nazwał jak Ciebie nazwał Twój kumpel... no, żesz fuck, nie zasłużyłam se czy co?
    Wampirom energetycznym mówię stanowcze spierdzielaj :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, musisz się chyba BARDZIEJ STARAĆ... :P
      Holender jasna, pojęcie wampira energetycznego jakoś wyleciało mi ze łba, ale rzeczywiście, pasuje tu idealnie. Brrr, wyleczyłam się z takich "znajomych" dawno i kategorycznie, ale jak od czasu do czasu przyplącze się podobna menda, to aż gula dostaję i wysypki alergicznej...

      Usuń
  2. No ja Cię kocham, miła moja. Tylko nie nazywaj siebie starą duperą, bo ja chyba powinnam w tym układzie mówić o sobie "starsza od torfu" choć się nie poczuwam (chyba że to już starcze zdziecinnienie).
    Przybijam piątkę i lecę do kosmetyczki. Trzeba ratować wizerunek przed zębem czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toć ja tak czupurnie z tą starą duperą..! ;> Im dalej w metrykalny las, tym lepiej się czuję sama ze sobą, wizualnie tyż... A to dopiero obiecujący przedsmak, bo jeszcze nie jestem na tyle mocarna, by dźwignąć 'the burden of self-zajebistość' w pełni ;)

      Usuń
  3. Przydałoby by Ci się zostać Przydupasem :) i to BARDZO

    to co , trafił ci się taki i NIE UMIAŁAŚ się go pozbyć?
    pozdro anonim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee... przeczytałaś/-łeś anonimie tekst w całości i ze zrozumieniem, czy po łebkach, i dotarło tylko to, co - najwyraźniej - dotyka jakąś wrażliwą strunę..?

      Wiesz, nie zostanę raczej nigdy przydupasem, gdyż bycie przydupasem, to stan umysłu, a nie sytuacja życiowa. Nie mam zadatków, na szczęście. Nie leży bowiem w mojej naturze narzucanie się ludziom, wykorzystywanie ich, "wiszenie" na kimkolwiek, wymuszanie atencji, nie dając nic wartościowego w zamian. To zwykłe pasożytnictwo, taki typ osoby jest totalnie niewrażliwy na drobne sygnały i niuanse ze strony otoczenia, pcha się komuś w życie z buciorami.

      Skąd przypuszczenie, że NIE UMIAŁAM się pozbyć takiego osobnika?? Znowu się kłania czytanie ze zrozumieniem. To, że potrafię obserwować i wyłapywać pewne zachowania i schematy, świadczy raczej o tym, że właśnie umiem ŚWIADOMIE odcinać się od takich ludzi. Przewinął się ich cały tabun, ale prędko konstatowali mój but w swoim tyłku, stąd przydomek "aspołeczny ch.", o którym wspominam w ostatnim akapicie. Gdybym miała problem z pozbyciem się przydupasa, zyskałabym raczej miano Matki Teresy od Przydupasów.

      Pozdro

      Usuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger