18:31

Im niżej upadnę, tym się wyżej wzniesę. Plus 10 do charyzmy jeśliś dobrowolnie szpetna.

Wiosna już prawie! ;) 
Radośnie spływa psimi odchodami pośród śniegowych roztopów...

Ok, ale ja nie o tym dzisiaj chciałam.

Chciałam poruszyć kwestię pewnego, hmm, poglądu zabobonu. Chodzi o stosunek urody do inteligencji. Co ma piernik do wiatraka? Ano właśnie, otóż, według neozabobonistów, pierwsze wyklucza drugie. Zwłaszcza, jeśli uroda nie jest produktem ubocznym genów, a wynikiem nieprzypadkowych starań "nosiciela" (-lki).

Nie tropię z jakimś szczególnym upodobaniem wszystkich neozabobonów, ale kiedy włażę na dosyć lubiany przeze mnie od dawna blogasek pewnej dosyć poważanej przeze mnie autorki, i trafiam tam na odczapisty nienawistny bluzg pod adresem dziewczyn dla których, dajmy na to, makijaż nie jest sprawą totalnie pozbawioną znaczenia, to wiecie, trochę mi ręce opadają... Co gorsza, srogo powiało hipokryzją, ponieważ ten wtręt brzmiał mniej więcej tak: "Wiecie, ja gardzę idiotkami poświęcającymi uwagę swojej urodzie. (...) Patrzcie, jakie mam śliczne rzęski po tej odżywce, niach niach niach, normalnie wcierałam przez pół roku dniem i nocą i opłaciło się - super efekt, prawda?" - i multum foci... 

Moja reakcja: Yyy... eee... O_o

To nie jest jednak jakieś szokujące novum w społeczeństwie. Myślenie, że uroda - niedajborze jeszcze podkreślona i obnoszona z dumą - jest symptomem jakiegoś deficytu umysłowego, a nawet tendencji do zgnilizny moralnej (wszak "kobieta jest jak przekład - piękna albo wierna"). Oczywiście, drugim końcem tego kija jest nieme założenie, że istocie żeńskiej o raczej lichej powłoce doczesnej Bozia MUSIAŁA, po prostu MUSIAŁA, wynagrodzić braki cielesne wybujałymi przymiotami rozumu i iście świetlanym charakterem.

Trąci średniowieczem, c'nie? Miałaś dziewucho pecha urodzić się gładka i powabna, to piergolnij się w ten drażniący bliźnich nadobny ryj rozżarzoną podkową, a twa dusza nieśmiertelna poszlachetnieje w okamgnieniu. Zaś intelekt ekspanduje...

No dobra... Heh. Do rzeczy. Po mojemu, piękne i zadbane ciało jest równie doskonałym przybytkiem dla pięknego intelektu czy osobowości, jak każde inne. Żywię podejrzenie, że pomysłodawcy i piewcy tej prymitywnej dychotomii mają 'some serious issues' w związku z akceptacją swej ludzkiej, żrąco-defekująco-ciupciającej natury. Współczuję. Nie ma nic gorszego niż wewnętrzny konflikt i nienawiść do samego siebie, skierowana dla zmyłki w innych...

Ale tak serio. Ja osobiście obstaję przy ujęciu holistycznym - ciało i psyche nie stanowią antagonizmów. Można obie sfery rozwijać symultanicznie, ba, wręcz należy... 

***

P.S. W cieniu tego uroczego zabobonu leży kolejny - imperatyw: urodziłaś dziecko, zbrzydnij, bo jak wyglądasz dobrze po ciąży, ziorają na ciebie podejrzliwie, czy aby nie podpisałaś własną juchą cyrografu ze Szmatanem... No, a poza tym, skoro masz pomalowane paznokcie i umyte włosy, to ponad wszelką wątpliwość dziecię chodzi głodne i z odparzonym tyłkiem.

:/

Looolz.

2 komentarze:

  1. Dobrze ujęte... A jednak ciężko walczyć z tym zabobonem. Sama tematyka urodowo-modowa to temat grząski, bo przecież jest tyle więcej nobliwych tematów.. A uroda - feee bleee próżność i marność. Ja chcę wierzyć, że piękno (w każdej formie - od dostrzegania go w sobie, w innych, przedmiotach, miejscach, itd) może być źródłem radości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nawet nie tylko radości, ale i, ekhm... "duchowych" przeżyć, np. jak obcowanie ze sztuką. Jakoś łażenia do filharmonii czy na wystawy malarstwa nikt nie potępia, gdyż to "uwzniośla", choć z punktu widzenia zarobaczonych sierotek z Somalii jest tak samo CZCZE jak poranne kontemplowanie swojej facjaty w lustrze...

      No, ale cóż, stereotypy to atrapa myślenia, niestety, potrzebna sporej części tłuszczy.

      Usuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger