14:17

Tyn syriol, NI MO GŁEMBI!

<now, shitstorm of rotten tomatoes>

:P

Z niejakim żalem zakończyłam "romans" z klasycznym, "babskim" serialem czyli Sex and the City. Nom, fajnie. Fajnie się oglądało, miło wielce było, nieraz człek prychnął na monitor przeżutem migdałem, tudzież nawet wstydliwe otarł wzy zwruszenia. To było moje pierwsze podejście do SATC! Wcześniej, tępa kretynka, dałam się apriorycznie zniechęcić dzięki opiniom "ekspertów", najczęściej męskich, niestety, którym za przesłankę do dissu wystarczył sam tytuł i... fizjonomia SJP. Ja rozumiem, że nie wszystko jest zajebiste dla wszystkich, i generalnie zajebiście, że jest właśnie tak, a nie inaczej, ale, kuźwa, nie znoszę ludzi, którzy ochoczo wypuszczają na każdy temat, którego nawet nie liznęli, gotową opińkę, niczym smrodliwe gazy z dupki po grochówie.

Jeżeli chodzi o bardziej wnikliwe "zarzuty", aniżeli końska facjata głównej bohaterki tudzież gryzący niektórych panów w (brązowe?) oczko fakt, iż panie z serialu bezpruderyjnie roztrząsajo kwestie związane z seksem, to chyba to, że bohaterki są - ponoć - odpicowanymi podstarzałymi pustakami nastawionymi na czczą konsumpcję, lans, rozpasany dupczing itd. 

Bzdura bełkot i herezja, wot, normalne baby, ani pikne, ani parchate, ale właśnie potrafiące być niezależne od konwenansów, atrakcyjne  i pewne siebie przy deficycie ślicznych buziek, wielkich bimbałów, w wieku, według współczesnej gimbazy, totalnie nadgrobnym, czyli 30-50. Szok, nie? No i, jakkolwiek Carrie nie jest moją ulubioną postacią, to swoim oryginalnym stylem świetnie gra na nosie tym wszystkim, którzy uważają, że kobieta po trzydziestce powinna się już ubierać jak lajtowa wersja statecznej sześćdziesięcioletniej matrony, czyli najlepiej w burą garsonkę, a włosy koniecznie na pieczarkę.

A czy promocja konsumpcjonizmu, to ciężko mi ocenić... Sama nie latam bo galeriach handlowych z pianą na pysku, ale ascezy jak Szymon Stylita nie uprawiam takoż. Nie pogardzę fajnym łachem jak się napatoczy, ale bycie żonom super modnom sensu mojego życia nie stanowi. Nie lubię zaglądać ludziom do portfela i w tyłku mam, kto na co ile wydaje.

Ulubiona postać? No ba, Samantha Jones. Uwielbiam ją m.in. za zwalające z nóg teksty i absolutny brak obłudy...


(http://fyessexandthecity.tumblr.com, sexandthecity.tumblr.com)

Jak żem rzekła, nie wszystko pasuje wszystkim. Tematyka tego serialidła ma z założenia być raczej LEKKOSTRAWNA i ROZRYWKOWA, nawet, gdy losy bohaterek ocierają się o bardziej ważkie egzystencjalne problemy. Poza tym, kaman, to jest FIKCJA, ju noł, służąca do umilania wolnego czasu świadomym sybarytom ;) Ma też specyficzne audytorium, bo, umówmy się, standardowy chłop nie musi czaić niuansów dziewczyńskiej przyjaźni, natomiast niektóre ambitne dziewoje co to majo pińć fakultetów z dupomarynoznawstwa i nawet w okolicznościach porannego oddawania stolca rozkminiają Heideggera, też nie muszą (choć mogą!) tego uroczego klimatu łapać. Spoczo. I totally get it. Ale wiecie... uznawanie, że wszystko musi być górnolotną, wysublimowaną, transcendentną strawą dla duszy samo w sobie świadczy o... ograniczeniu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger