Ha!
Nawet pykłam i odpimpowałąm okolicznościowe foty ze słuchafonem malowniczo uwieszonym szyi. Bo akurat wyszedł mi fajny mejkap, w którym zadawałam już ostro szyku w lokalnej Biedronce, przegrzebując banany... Aha, no i jeszcze przy bankomacie se ładnie powyglądałam. A co.
Pewnie jeszcze będę dorzucać, jak coś mi się przypomni, ale najważniejsze punkty są. Niektóre wyzwalają całe pokłady intensywnych wspomnień, myśli, skojarzeń; inne po prostu wybitnie sposobią mój zacny tył do paralitycznego dęsu.

Placebo i The Prodigy!
OdpowiedzUsuń