15:18

Słów kilka o książkowej dulszczyźnie i pozorantach wyżyn intelektu.

Daleko mi do minimalistki, ale jedno wiem na pewno - natłok gratów-statystów w otoczeniu mnie psychicznie przytłacza. Trzymam się zasady 3xP - piękne, praktyczne, pamiątkowe. Reszta won.

Nie zliczę, ile razy się spotkałam z sytuacją, kiedy ktoś z niemal autoerotycznym samozadowoleniem i nutką pogardy obleczonej w pozór fałszywego współczucia oznajmiał, że NIE ROZUMIE, jak można mieć w domu mało książek... Nie gromadzić pokaźnej biblioteczki.

Nie brandzlować się bezlikiem woluminów. Och.

Cóż za mielizna intelektualna, panie tego. Nie to co my, człowieki renesansu. (fap fap) Pobiadajmyż tedy z ostentacyjną repulsją nad czczym żywotem mentalnych pariasów.

Szanuję bibliofili - ale tych prawdziwych. Autentycznych koneserów. Z porywu serca, a nie palącej, narcystycznej potrzeby bycia podziwianymi. /Ogólnie zjawisko napuszonych, aspirujących wannabies uważam za politowania godny fenomen - w każdej dziedzinie./

Powtórzę raz jeszcze - owszem, domowa biblioteczka może być imponująca! Gdybym miała stałe lokum, jeszcze lepiej - przestronną siedzibę rodową, a najlepiej jakieś przyjemne klimatyczne dworzysko, to godziwie zaopatrzony księgozbiór byłby moim muszmieć...

Jednak gdy życie mną rzuca jak pies flakiem, obrastanie w rzeczy nie jest zbyt mądrą strategią. Nie wiem, gdzie wyląduję za 5, 10 lat. Mój spiryt bowiem zdecydowanie jest nomadą, ma pieprza w tyłku i ciężko mu zagrzać rzeczony tyłek w jednym miejscu :)

Gdyby przyszło takim intelektualnym kabotynom oszacować moją głębię umysłową na podstawie ilości książek, w posiadaniu których aktualnie jestem, niewątpliwie ich faryzejskie móżdżki wrzuciłyby mnie do szufladki "kałuża". Tymczasem - schlebiam sobie - nic bardziej mylnego... :P Od dzieciaka darzę książki wielką estymą i czułym afektem. Na studiach "przerobiłam" tony umnych i wybitnych dzieł filozoficzno-antropologiczno-psychologiczno-socjologiczno-historyczno-blablabla. Testy na szybkie czytanie trudnych tekstów ze zrozumieniem plasują mnie zawsze w ścisłej czołówce pod względem ilości punktów. / Dobra, Toyad, wystarczy tej apologetycznej laurki na cześć własnego gara ;)

A przy tym uwielbiam wolność i przestrzeń. Świadomość mobilności i swobody. Nadziubdziane durnostojkami i nieużywajkami mieszkanie doprowadza mnie do szału, zresztą nie pojmuję sensu takiego zbieractwa - esencja przeczytanych dzieł zostaje mi zazwyczaj w głowie, a nie potrzebuję się lansować przed innymi ludźmi na osobę oczytaną. Znam swoją wartość umysłową i inwestowanie w jej materialną fasadkę wydaje mi się nieco... yyy, desperackie. 

Ja nie potrzebuję protezy. 

Ostatnio rozpoczęłam przygodę z Kindlem Amazońskim i myślę, że to idealne rozwiązanie dla osób "w ruchu". Jednocześnie wpakowałam sporo hajsu w porządnie wydane (szyte, twarda oprawa) dzieła sióstr Brontë oraz opracowania ich dotyczące, bo blisko mi do ich psychofanki. Nie wyobrażam sobie nie mieć pod ręką książek, które trwale zryły mi dekiel i ukształtowały to, kim jestem. Albo takich, których nie sposób dostać, bo są niszowe. Ale książki, o których wiem, że nigdy nie sięgnę po nie ponownie - po co na siłę trzymać, jak podrabiane relikwie? Lepiej puścić w obieg, może kogoś jeszcze ucieszą...

Jak wspominałam - rozumiem i szanuję ludzi, którzy gromadzą książki nie jako przedmioty (atrybuty domniemanego statusu), a jako swoiste byty.

Bibliofile różnią się od aroganckich snobów intelektualnych jak jajka od wydmuszek.

Konkludując - nie oceniajmy ludzi na podstawie imponującej armii "półkowników" na półkach, a na podstawie tego, co mają w głowach. Ludzie są zbyt różni, żeby przykładać do nich jedną prostacką miarkę. Nie bądźmi leniwi poznawczo. Naprawdę nie wszyscy muszą przeżywać paroksyzm ekstazy wulkanicznej w zetknięciu z zadrukowanym papierem. Niektórzy preferują e-booki. Niektórzy mają dzieci z silnymi alergiami, a książki (zwłaszcza stare) są niestety siedliskiem kurzu i pleśni. Niektórych nie stać na kupowanie książek i wolą korzystać z biblioteki. Niektórzy czytają wyłącznie lekki rozrywkowy chłamik, np. romansidła i mało wymagające kryminały. Niektórzy w końcu mają inne pasje, niż nałogowe czytanie - tak, tak też można - i nie świadczy to o ich "gorszości".

1 komentarz:

  1. Przeczytane -zapamiętane po co ma zalegać i pożerać miejsce.Co do zagraconych powierzchni to nie mogę oddychać ani myśleć jasno gdy na meblach stoją graciki które łapią kurz i obok siebie też zbierają kurz i wiele mozołu trzeba by ich najpierw zdjąć,oczyścić i znowu dać na miejsce.Nie ze mną te rzeczy:)

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger