11:09

Jak i gdzie odłowić porządnego gacha.

Hejka.

W komciach wrzucono mi sugestyę, abym skrobnęła (stuknęła) pitolondo dla singielek o tem, jak i gdzie przypolować fajny chłop.

A że popołudnie mamy ponure, dżdżysty piździernik w środku maja, to żech pomyślała, łaj kierwa not.

Tedy piszę.

Uprzedzam jednak, że za eksperta ni autorytet się nie uważam - jedyne, czym podpieram owo pitolondo to jakotakie rozeznanie płynące z jakotakiego doświadczenia. Przyznam nieskromnie, że od ok.16 r.ż. raczej nie narzekałam na "przestoje w interesie" - co nie znaczy, że nie trafiały mi się przypały... Oj, trafiały się (w tym jeden ekstremalny). Na szczęście potrafię skrupulatnie odrabiać lekcje z własnych błędów i obecnie dzień w dzień uszami klaszczę z radości, jakiego fajnego mam chopa. Nosz miód malyna! Natomiast wychodzę z założenia, że NIGDY - zwłaszcza w dzisiejszych czasach - nie ma się dożywotniej gwarancji, że się kiedyś nie zląduje na wtórnym rynku matrymonialnym (cywilizacja rozpasania i rozwodów, buuu..., Babilon is back).

Przechodząc do rzeczy.

1.) Najważniejszą rzeczą, o której należy pamiętać, jest nastawienie: 

SMRÓD DESPERACJI TO NAJSKUTECZNIEJSZY STRASZAK NA PŁEĆ PRZECIWNĄ (LUB TĘ SAMĄ, JEŚLI JĄ TARGETUJEMY). 

Rozumiecie - działa jak silny repelent na wacki i dziuple. Za przeproszeniem. Smrodu desperacji nie sposób zamaskować i żaden przyzwoity i szanujący się obiekt naszych zakusów go nie zdzierży. Nie ma szans.

Dlatego - moja rada namber łan - powściągnąć parcie i ciśnienie. Zająć się sobą. Laska, która rozpaczliwie poszukuje jakichkolwiek (! - decyduje kolejność zgłoszeń) portek do uczepienia się ich pazurami - sama nie stanowi zbyt pożądanego obiektu. No chyba, że dla jakiegoś desperata, ale uwierzta mi - NIE CHCETA desperata. Oj nie. Dlatego same nie bądźta desperatkami. Serio.

Musisz generować raczej niezależnego, choć przychylnego i intrygującego wajba, a nie wajba pt. "pilno mi się opleść na cię niczym trujący bluszcz" lub co gorsza "misiaczq wybrałam już kieckę ślubną". Ale też bacz, by nie manifestować swojej niezależności zbyt histerycznie - wizerunek niezłomnej superbiczy dziarsko detonującej granat między półdupkami z kilometra trąci deficytem witaminy Ch. w ustroju. Nie wydajesz się wcale zajebista i silna, tylko żałosna.


2.) Kto wybrzydza, ten nie rucha - zwykł brzydko dowcipkować przy piwie mój kumpel ze studiów. Ale... coś jest na rzeczy. ;) Nie leć na pierwsze z brzegu chętne beleco, ale też, do jasnej Anielki, nie czekaj na perfekcyjne skrzyżowanie Pitta z Deppem.

(Zwłaszcza, jeśliś sama nie Jolie...

Żarcik.

Suchy taki.)

Wiem. Wiem, że wiele z nas skrycie marzy o jakimśtam swoim ideale piękna - ale to nie może być najważniejszy faktor, którym się kierujemy! Owszem, są śliczni ludzie, którzy są jednocześnie śliczni w środku. Zdarza się tak. Ale bywa, że z wierzchu blichtr, a wewnątrz charakterek paskudny, robaczywy. W dłuższej perspektywie wygrywa  przyjemna interesująca osobowość, chyba, że trafi "miejscowa idiotka na tutejszego kretyna", wtedy rzeczywiście... hmm, aspekt fizyczny może być rozstrzygający, skoro we łbach wiotr hula enyłej.

Chodzi mi o sytuację, w której dziołcha ukuła se w najmniejszych i nieistotnych detalach w swej rozpłomienionej panieńskiej łepetynie jakiś disneyowsko-księciuński ideał, którego nie odpuści ani o milimetr, choć dawno trzydziestka na garbie... Przypomina mi się jakże życiowy mem z insta:

Me: please god send me a good man

God: *sends me a good man*

Me: Lol, not that one.


Z przymrużeniem oka oczywiście... ale jednak.

Uściślijmy - nie namawiam do porywania się na otyłego nieśmiałego rudzielca w okularach jak denka od kufli i przetłuszczonych włosach (btw., rude jest spoko! oksy też! duża nadwaga...yyy niekoniecznie! tłuste włosy wcale!). Chodzi o złoty środek. Trzeźwe, realistyczne spojrzenie - na potencjalnego partnera, ale i na... siebie. Czego oczekujemy, ale też co MY mamy do zaoferowania? Atrakcyjność ma wiele wspólnego z wyglądem (m.in. mową ciała, stylem, stopniem zadbania, oczami, uśmiechem), ale - nie polega na nim nawet w połowie. Znałam przeciętne (lub mniej) fizycznie kobiety z taaaką charyzmą i pewnością siebie, że największe męskie ciostka traciły dla nich łeb. Znałam piękności, które dla facetów były zaskakująco niewidzialne... Zawsze mnie to intrygowało, więc bacznie obserwowałam. Reguła jest taka, że reguły nie ma. Ale warto znać swoje mocne i słabe strony i samoocenę gruntować na tych pierwszych, a drugie w nie przekuwać.

Większość ludzi jest przeciętnych fizycznie, część z nich jest tylko po mistrzowsku "oszlifowana" i robi ściemę, że są z kasty tych pięknych, a tak naprawdę - kurczę, przeciętność jest... spoko. Nieidealność jest spoko. Właśnie w tej niby "szarej strefie" jest mega potencjał... a drugi człowiek nie służy przecież do oprawienia w ramki i powieszenia nad łóżkiem, tylko do bycia razem. 

Problem w tym, że jest wiele takich Smutnych Księżniczek, które szukają mitycznych kwadratowych kół, a w końcu rzucają się, wyposzczone, jak szczerbaty na suchary, na jakiegoś przystojnego sqrwla, a potem wielki żal, że Księciunio okazał się ropuchem. Chleje, zdradza, nie szanuje, śmierdzący nierób dzieciorób czy insza parcha. Pfuj!

Podsumowując. Ciotka Klotka Toyad radzi: celuj w przyzwoity i ciekawy chłop, a nie w malowane cacane pudełko pustełko.


3.) Nawiązując do punktu pierwszego. Celebruj swoje singielstwo! Spoźrzyj na swój status jako na brak kuli u nogi, a nie dopust boży. Miej wyje... wylane, a będzie ci dane. Kolejna karczmiana mundrość, ale zawiera ziarnko... ba, dorodny orzech kokosowy prawdy. To jest klucz do pytania o to, GDZIE uskuteczniać łowy. Otóż - mimochodem. Robiąc swoje. Rozwijając się. Spotykając ze znajomymi. Próbując nowych rzeczy. Nic na siłę, bo presja, oczekiwania i ciśnienie są główną przyczyną fiaska w tak subtelnej materii. Wiem, że to brzmi jak cholerny truizm... Ale to naprawdę działa - zluzuj mentalne majty. Samo się napatoczy, jeno miej li łotwarte łoczi. Chyba, że kursujesz na linii praca-dom, w robocie same baby, a poza robotą okrągłe zero życia towarzyskiego. Jak masz tak słabe "zasięgi", to wiedz, że coś robisz źle i pora ruszyć zad, choćby na spacer, bo parku, biblioteki, whatever... Fajne rzeczy przydarzają się fajnym ludziom, ale fajni ludzie muszą wykazać minimum inicjatywy, bo szczęście to nie jest towar, który se z zalando zamówisz i kurier przywiezie pod samiuśkie drzwi. 

Musisz wejść w paradygmat myślenia szansami i kreować odpowiednnie okoliczności, wtedy zaczniesz dostrzegać cuda pod własną kichawą.

4.) A jak już rzeczywiście latka leco i palący oddech despery zagląda w cztery litery..? To gdzie, gdzie szukać??

I dlaczego nie w necie.

Internet rozumiany jako portale randkowe obfituje w zdesperowanych przychlastów i co gorsza psychofagów, którym wstępna bajerka wychodzi nader udanie zapośredniczona poetyckimi spiardolinami i powłóczystym marzycielskim wejrzeniem ze słitfoci. Brrr... :/

Z kolei internet rozumiany jako rozmaite strony/grupy/fora zrzeszające ludzi o pokrewnych zainteresowaniach, umożliwiające spotkania tematyczne w realu - to już prędzej! Dużo romansów zadzierzgnęło się via fejsbuczyn, od słowa do słowa :)

Knajping, klabing, imprezki, koncerty? Jeśli słuchasz dość niepopularnej muzyki, to masz łatwiej, bo wystarczy wyczaić kameralne wydarzenia u siebie w mieście i na nich bywać. Małe klimatyczne miejscówki są o wiele lepsze niż oblegane przez tłumy weekendowe tancbudy.

5.) Yyy. No i to by było na tyle... Podsumowanko:

- nie generuj ciśnienia

- bjer normalny dobry mądry porządny chłop, bo takowe na drzewach nie rosną, a nie wydziwiaj na siłę, że musi być koniecznie brunet powyżej 1,85m... ale też nie bjer byle ćwoka z łapanki!

- żyj se szczęśliwie sama ze sobą, bo to jedyny pewny związek miełosny do wieka od trumny

- bywaj tu i tam, interesuj się różnymi rzeczami, gadaj z ludźmi

- i uszy do góry! :)

No, to udanych łowów!


Pozdro szejset i do następnego.

5 komentarzy:

  1. prawda, prawda, prawda!!! Pisz częściej kobieto!

    OdpowiedzUsuń
  2. O tuż samo sedno nie warto wołać gloria nad każdym ścierwem Wiolina wie co mówi z autopsji.Gdy mi to nowe skrzydła po rozwodzie urosły hehe :)

    OdpowiedzUsuń
  3. "samo się napatoczy" - tak może powiedzieć tylko kobieta, która od 15 lat cieszy się powodzeniem u mężczyzn. otóż nie, kochana, nie zawsze się napatoczy. ja tego przykładem. nigdy nie byłam zdesperowana, wręcz przeciwnie, dobrze czuję się ze sobą. skończyłam fajne studia, wychodzę na imprezy, mam przyjaciół w kilku miastach, podróżuję po Europie, jest ze mną o czym pogadać. nie jestem brzydka, na pewno nie odstaję wyglądem od wielu sparowanych koleżanek. mam 30 lat, 0 związków na koncie. padam obiektem zainteresowania męskiego raz na kilka LAT. a chciałabym częściej. tak że tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę się upierać, że wic często polega jednak na podświadomym generowaniu odpowiednich wibracji :) To, co "wiemy" o sobie racjonalnie, to jedno, ale lwia część nas to podświadomość i śmiem twierdzić, że to właśnie ona nami steruje, jak chce.

      Znam egzemplarze ślicznych, mądrych, towarzyskich, solidnie wyedukowanych trzydziestoletnich długostażowych singielek. Jedna w przypływie pijackiej szczerości stwierdziła, że ona się w głębi duszy boi związku, bo nie chce skończyć tak, jak jej matka. Chciałaby kogoś fajnego, ale ma frustrującą matrycę skojarzeń. No i lipa. Druga wiecznie marudzi, że nikt nigdy na nią nie leci, tymczasem ja widzę niejednokrotnie, że jakiś fajny typ ją dyskretnie sczaja, a ona nawet nie zerknie łaskawie w jego stronę... chłopy, zwłaszcza te fajne, potrzebują conieco niewerbalnej zachęty (w przeciwieństwie do buraków, którym nawet czytelna odmowa nie przeszkadza w namolnym indagowaniu ofiary). Nie liczyłabym na to, że ktoś wartościowy po prostu podejdzie i zagada - zawsze wprzódy zechce wybadać, czy obiekt czyta sygnały i czy jest im przychylny. Kolejna kwestia - kiedy ja chcę zabić w zarodku atmosferę dla flirtu, upupiam kolesia w friendzone. Nic tak wspaniale nie kastruje, jak przypisana chłopu na dzieńdobry rola przaśnego i poczciwego ziomka od browara :)

      A tak serio - nie próbuję mędrkować, tylko głośno myślę... Gdzie leży wieprz zafoliowany. Może w podświadomym antywajbie, a może w fakcie, że - jednak, co by nie czarować, fajni faceci na drzewach nie rosną... :/ Zazwyczaj są już rozszarpani jak crocksy w Lidlu, albo tkwią w cieniu głośnych megalomańskich dupków, niestety.

      Usuń
  4. Oj dobry tekst i rady w kwestii jak zarzucić sieć na chopa(z przymrużeniem oka) zawsze w cenie! Dziękuję, sama mam z tym trochę problemów, zawsze coś mi się przyda :)

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger