10:37

Hipertofia gruczołów jadowych pobrzydza.

Hejka.

Dzisiaj taka tam etiudka wiosenna by pre-wielkanocny Toyad.

Przeto.

Pisałam kiedyś o tym, co z wierzchu pomładza i odświeża wizualnie personę żeńską w swej drugiej i trzeciej młodości. W planach był sequel dotyczący pomładzania duchowego... I wiecie co? 

Wszystko sprowadza się do tego, że najważniejsza jest prewencja - ŻEBY SOBIE NIE POZWOLIĆ ZGNUŚNIEĆ.

Jeśli mamy tendencję, a zaniedbamy prewencję, będzie katastrofa - już po trzydziestce zaczniemy przypominać zgryźliwego, wyniosłego, odpychającego babsztyla. Tatko mojej przyjaciółki zwykł mawiać (żartobliwie), że u kobiet brzydota idzie zazwyczaj w parze ze zgryźliwością... a według mnie odwrotnie - to zgryźliwość pociąga za sobą brzydotę. 

Na paskudny charakter "nie pomoże puder, róż". 

I nie chodzi tu o to, żeby być za wszelką cenę miłą, potulną mdłą pipką bez własnego zdania - wręcz przeciwnie! Ale paskudny charakter to przede wszystkim trwałe wyzucie z pogody ducha, ostentacyjne cierpiętnictwo, obarczanie bliskich poczuciem winy, ociekanie pasywną agresją, umniejszające komentarze, pogardliwe spojrzenia, lekceważenie, manipulowanie, demontrowanie rzekomej wyższości, zaniedbywanie własnego rozwoju wewnętrznego.

Branie wszystkiego śmiertelnie serio, oraz brak poczucia humoru niesamowicie postarza, pobrzydza i odpycha bliźnich... Niestety, nie bardzo wiem, czy porada w stylu "ej weźże czasem babo zluzuj majty" trafi do przekonania osób dotkniętych tym swoistym deficytem - obawiam się, że taki wieczny negatywizm i "zagipsowany" styl bycia jest w znacznym stopniu kwestią osobniczą. Jednak są też ludzie, którzy dali sobie wmówić, że np. po trzydziestce to już "wypada" być "poważnym" - przy czym "powaga" rozumiana jest tu jako męczeńsko wzdychliwe oddawanie się zaprogramowanym społecznie czynnościom życiowym (znienawidzona robota, sterczenie przy garach, gderanie i narzekanie, kompensacyjna konsumpcja, samoświadomość godna śniętej ryby, pożałowania godna egzystencja na autopilocie...).

Uśmiechnięte, ciepłe, mądre i życzliwe spojrzenie potrafi rozświetlić twarz o niebo skuteczniej, niźli Szanele i Dijory :) I nie, nie mam na myśli szczerzenia się wbrew sobie do przypadkowych ludzi np. w zbiorkomie, bo sama nienawidzę jak mi jakiś dziadu komentuje mojego biczfejsa. To zupełnie nie o to kaman - kaman o zmniejszenie nadprodukcji jadu. Ustabilizowanie jadotoku. We własnym mózgogarze.

Jestem zdania, że zgryźliwe, gnuśne i zawistne babsztyle starzeją się o wiele rychlej - i nader szpetnie. Widzę to na przykładzie niektórych koleżanek mojej mamy (60+). I - o ironio, odnotowałam to też na przykładzie osoby, która od zawsze ma totalną obsesję na punkcie własnego wyglądu i zagadnień anti ageing, i przeznacza horrendalne nakłady czasowe i finansowe na zapobieżenie efektom starzenia... Efekt..? Marny, żeby nie powiedzieć - mikry. Wygląda jak Smeagol. Dlaczego? Ano cóż, mam na to swoją buńczuczną, pół żartem pół serio, teorię - dłuuugie dekady hiperaktywności gruczołów jadowych i toksemia tym faktem wywołana = utrwalony "skwaszony", pełen złośliwej pogardy wyraz twarzy osoby "wszechwiedzącej", hejtującej wszystko i wszystkich dookoła. Jest to osoba, która mając trzy liche strzępy w charakterze włosów, PIERWSZA będzie krytykować cudze. W sumie to mi jej trochę żal - zero pasji, hobby, koleżanek, przyjaciół. Czytanie Dupelków i ekscytowanie się cudzymi potknięciami to raczej słaba pasja... Takie "kolczaste" nastawienie przysparza może "przyjaciół" (czyt. tchórzliwych klakierów) wśród zakompleksionych gimbusów, ale na dłuższą metę - zatruwa wartościowe relacje. Może to nie ma związku, ale... ot, dzielę się swoimi luźnymi rozkminami :)
Sama jestem bodaj ostatnia skłonna do pierdzenia różowymi obłoczkami, miewam swoje momenty gnuśnego kocura, zdarza mi się w trakcie PMSa strzyknąć żółcią spod żebra, ale... docelowo staram się skupiać na jasnej stronie żywota. Nie karmię się negatywami. Ale też nie wszędy te pozytywy występują i nie zmuszam się do bycia "tą szlachetną" za cenę własnej podskórnej frustracji... nie czuję imperatywu kochania wszystkich mimo wszystko, ale zamiast jatki z takimi osobnikami wolę dyskretnie się ulotnić do jakiejś milszej piaskownicy. Po prostu.

Higiena emocjonalna - ważna ważność w temacie przeciwstarzeniowym.

Gollum - ku przestrodze... ;)

1 komentarz:

  1. Jasna strona mocy, dokładnie!! Dostrzeganie pozytywów, praktykowanie wdzięczności tak niewiele ale pomaga :) Sama staram się tak postępować, a co do uszczypliwości przeczytałam takie trafne moim zdaniem słowa(może nie aż tak w temacie, ale mnie bardzo pomagają!), które zapamiętałam: denerwować się to znaczy mścić się na własnym zdrowiu przez glupotę innych ludzi :)

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger