21:27

Nie braj babo minoga w worku. Część pierwsza.

Zwłaszcza, gdy napis na worku głosi "Kocurek Balbin Miziasty".

***

Elo Mordy Moje.

Wjeżdżam dziś na wokandę z tematem nieco przyciężkawym. Acz, niestety, życiowym. Wybiła godzina poruszenia go. 

Znacie pojęcie socjopata..? Toksyczny związek? Moralne molestowanie/przemoc emocjonalna..? Mam nadzieję, że nie z autopsji. Ale kojarzyć o co chodzi z pewnością warto, bo psychoterminatory są wśród nas, kamuflują się perfekcyjnie, i nigdy nie wiesz, czy Ty lub ktoś Tobie bliski nie padnie ich ofiarą. Psychofagi mogą być zarówno męskie jak i żeńskie, ale ja piszę bardziej konkretnie o tych pierwszych. W zasadzie... wszyscy toksycy są w swoim rdzeniu niesamowicie podobni. Przerażająco prymitywni i przewidywalni, jak już się przejrzy ich tyleż zamaszystą, pstrokatą, ogłupiającą - co iluzoryczną, tombaczaną "charyzmę". Tak, mościpaństwo. Psychopijawy to takie łajenko przybrane w sreberko i udające luksusowe belgijskie praliny, zrazu wcale udatnie, dopóki się nie skusisz i nie sztachniesz z bardzo bliska. Na drugi raz, widząc kusząco osamotnioną, zadedykowaną Tobie paczuszkę czekoladek z wielką atłasową kokardą i napisem "zjedz mnie", zareagujesz potężnym womitalnym czknięciem i katapultujesz zad w przeciwnym kierunku z prędkością światła. No chyba, że jesteś psychofażą recydywą, a to oznacza, że, niestety, problem siedzi głębiej i może wymagać, prawdopodobnie, czegoś więcej niż pogłębniona introspekcja. Osoba, która zabrnęła w taką relację po raz pierwszy, niejako przez "nieszczęśliwe zrządzenie losu" (choć chyba nigdy nie jest to całkowicie ślepy traf... :/), pewnego dnia po prostu konstatuje, że kanapki z psychowpier*olem na śniadanko przestały jej smakować. Namierza w czeluściach internetu nieocenionego bloga Mai (mojedwieglowy.blogspot.com) i dostrzega dla siebie światełko nadziei... :) Ale, droga powrotna z bagienka nie jest taka prosta i przyjemna, jak by się wydawało. Prawdę rzekłszy, wrogowi bym takiej "ścieżki zdrowia" nie życzyła. Dlatego zasadniczo - psychofażej zarazy należy unikać jak ognia, zaś umiejętność zidentyfikowania zagrożenia sprawia, że stanowimy dla psychomendy ruchomy cel. A psychomendy niespecjalnie lubią się wysilać i wolą zazwyczaj antylopki z zaburzonym błędnikiem... Chore, ranne, słabujące, oddzielone od stada.

No właśnie. Czy jest określony typ osoby, na którą psychożłop dybie? I trochę tak, i wcale nie. Przede wszystkim uważam, że nikt nie jest całkowicie bezpieczny od manipulacji, jeśli trafi na urodzonego aktora - manipulatora bez żadnych skrupułów, za to z nadmiarem powierzchownego "uroku osobistego" i erudycji. Natomiast o wiele trudniej się na te czarowne bajdury złapać, jak człowiek to raz boleśnie przerobił na własnem żywem organizmie i... spacyfikował zarazę. Systemowo. Ale jakieś unieszkodliwione pojedyncze prątki powinny się jednak ostać, żeby autoszczepionka miała prawo działać. Dajboże dożywotnio... :) Zauważyłam, że są osoby z natury bardziej odporne na psychofaże triki, kuglarskie sztuczki i hipnozę... Są to osoby, które trzeźwo oszacowują stosunek pustosłowia do realnych, namacalnych walorów. Nie dają się złapać na obietnice ładnego opakowania, na wzruszającą misję, czytają skład produktu, testują, są sceptyczne. 

Tego się można też na szczęście nauczyć. A im więcej trąbienia na ten temat, tym większa świadomość. Zatem... cóż... trąbię.

Idealnym, wymarzonym łupem dla Psychopredatora jest osóbka z tzw. syndromem Polyanny pomieszanej z Doktorem Judymem oraz domieszką Mesjasza. I nie piszę tego pogardliwie - nie ma nic złego w byciu ufnym, otwartym, przyjacielskim, empatycznym, pozytywnie nastawionym do świata i ludzi itd. Tylko, że - jak to mówią, kto ma miętkie serce musi mieć twarde poślady. 

Psychofagi lubią też, paradoksalnie, tzw. "twarde babki". Schlebia im niesamowicie fakt, że są w stanie je sprowadzić do parteru, tj. destabilizacji uczuciowej i nierzadko życiowej.

Generalnie psychofagi preferują FAJNE LASKI. 

(Pod swoim butem.)

Uściślijmy jedną ważką rzecz. Psychofag to NIE JEST po prostu osoba upierdliwa w związku czy "trudna w pożyciu". To jest osobnik z fabrycznym bądź wcześnie nabytym defektem w postaci deficytu EMPATII, sumienia, tzw. "uczuć wyższych". Celem i sposobem na życie takiego kogoś jest mniej lub bardziej zawoalowana dominacja nad innymi ludźmi i poniżanie ich, ZWŁASZCZA osób najbliższych/w jakiś sposób zależnych, ale też - przykładowo - kariera robiona "po trupach", za przeproszeniem "kuśkanie" współpracowników, brak prawdziwego kręgosłupa moralnego (przy jednoczesnym gorliwym deklarowaniu wysokich standardów etycznych). Psychofag uważa się bowiem za kogoś lepszego od całej reszty, zasługującego na bycie ponad prawem i usprawiedliwionego w pomiataniu innymi. Ludzie owszem, bywają bucami, sobami, mają mniejszą lub większą wrażliwość, ale psychofagi od zwykłych dupków różnią się właśnie całkowitym albo znacznym znieczuleniem na cudze uczucia/krzywdę. Sprawę wybitnie komplikuje fakt, że potrafią takie "ludzkie" szlachetne uczucia i odruchy DOSKONALE markować... :/ Oczywiście TYLKO i wyłącznie wtedy, gdy od tego pośrednio lub bezpośrednio zależy ich interes. Natomiast nastawienie na maksymalną eksploatację bliźnich to jedna z ich głównych motywacji.


***

Uff... sorry, ale nie dźwignę tego tematu na raz. Powiedzmy, że popełniłam wprawkę. Można do mnie pisać prajwet mesydż (mailik blożkowy dzieś tu po prawej wisi), jeśli komuś zagadnienie bliskie tudzież ma jakieś uwagi, sugestie. Dzięx! Idę w kimę. Psychofagi obsiorbują mię z energii nawet jeśli zaledwie o nich piszę... :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger