Odmóżdżona się poczułam ostatnio. I to tak dotkliwie. Zaiste - przerażająco. Zaniedbałam regularne czytanie ksiunżek, tera umysł jedzie na nędznych oparach sprzed wielu miesięcy i pora się wreszcie nad tym faktem z troską pochylić. Czeka już na mnie i krzepi swym widokiem cegła Ayn Rand "Atlas zbuntowany", przyznam, że mocno spolaryzowane opinie mocno mię intrygują, zobaczymy. Z Taniej Książki na Grodzkiej w Krakowie wytargałam też "Opowieści o mocy" Carlosa Castanedy, łykam tera z wielką pazerą, albowiem topos osobistej podróży ku wyższym stanom świadomości nęcił Toyada od niepamiętności. Podobnie jak szamanizm, rites de passage, rozmaite niu ejdżowe fenomena, pokolenie "dzieci kwiatów" i takie tam takie, ale mniejsza z tym :)
Wczora popełniłam weekendowe melo i wybaczta, że zostawiam dziś ino garść kwadratowych obrazków. Promys, że wkrótce wjadę na pełnej K. z jakimś tłustym tekściwem. Tylko wiecie, muszę restytuować golden ejdż swojego bujnego zasobu słownictwa... :P
Pierwsza toreb BagMe by Smola:
Mój jakże nobliwy profil, godny bicia na monetach:
Weekendowe gastro:
Na kacu:
Czerwona wara na propsie:
Najlepszość do brwi!
Yyy krechulec:
Risotto z dynią i białe winko:
Wakacyjny kapelut:
Różowe końcówki, ale słabo widać:
Rzut gałą z góry:
Hybrydusie żeniby ombre:
Takie tam z ziomalskiej seszyn:
Bekstejdż:
Widok z okna:
Bzy w Eszewerii na krakowskim Kaźmirzu:
Eszeweria - zdecydowanie ścisła czołówka moich ulubionych knajpin:
Klimacik w sraczyku zajebisty, do tego aromat Nag Champy:
Wycieczka do Łojcowa, a co, wszak weekendy są nie tylko od grzesznej szamy i melanży:
Focia w eszeweryjnym kibelku, no nie mogłam się powstrzymać:
Kwiatuszki:
Och Fam Fatal:
Spożywanie najlepszej pizzy w Kra w aucie, bo nie wiedzielim, że Winchester ma tylko w dostawie :D
Grodzka, kiedyś drałowałam tamtędy iks razy per dzion:
Hybrydziochy z naklejkami:
Pożyczyłam se kota do foty:
Och jaka ze mnie zamyślona mimoza:
Opętana żądzą mordu, perfekt awatar na peemesa:
Wot wsjo!
W miksie przemyciły się jeszcze focie z długimi herami. Dziś już wiem, że jeśli będę zapuszczać do mitycznych łokci - to tylko w takiej zdrowej, niewycieniowanej formie. Strzępy won! :)






































Jak zawsze powalające słownictwo, rzymski profil i piękny fejs wynagradza wszystko! <3 I co już widziałam na insta, a nie naskrobałam tam, bo insta nie mam piękne naszyjniory! <3 Oj tak, u mnie również bardzo słabo z książkami, ale po obronie to zdecydowanie nadrobię! Tak więc czekam na notki i może na lumpowy haul? ;)
OdpowiedzUsuńNaszyjniory, powiadasz... fajno że Ci się podobują ;> Lumpowy haul to aż piszczy żeby go zrobić :D Pomyślę, pomyślę... :)
UsuńDrogi Toyadzie: wyglądając w stanie trzeźwości jak Twoje zdjęcie 'na kacu' byłabym niezmiernie ukontentowana.
OdpowiedzUsuńZ kolei fotka Eszewerii wywołała u mnie atak tęsknoty za krajem rodzimym na skalę bez mała mickiewiczowską (chociażem nie krakowianka)...
Haha, dzięki, musiałam się z grubsza ogarnąć, bo miałam ważne spotkaneiro - mój zezstaw surwiwalowy na kaca to ciemny okular i Powerade w garści. Pod okularem ukrywam światłowstręt, światowstręt, sobowstręt i kaprawe zaczerwienione spojrzenie :D
UsuńZe mnie, powiedzmy, Krakowianka z wyboru ;) Zresztą życie mną rzuca tu i tam, jak pies flakiem, więc zobaczymy gdzie ostatecznie zląduję. Papuch jak kiedyś będziesz w Kra to cho na knajpiane melo :>
Skąd te patrzały? Te z dzikim zwierzęciem "panterką"?
OdpowiedzUsuńPiergolą mi się te dwa sklepy... yyyy... House albo Cropp... ale chyba House :) Tylko że one nie są nowe, kupiłam je w tamtym roku.
UsuńNic to, będę się rozglądać. Dzienx :)
Usuń