17:24

Minóg w worku... Częśc druga.

Zanim przejdę do właściwego psychofażego rysopisu, poświęcę osobne rozważania schematowi grzęźnięcia w tym kurorcie Czarna D. Odnosi się on, podobnie jak psychofaży rysopis, do psychofażej sztampoklasyki, a zatem mogą występować regionalne rozbieżności i wariacje, może też zaistnieć przypadkowa zbieżność pojedynczych cech z człekami normalnymi acz jedynie narowistymi. Miejta to na uwadze. 

Jak Pańcio Sajkopafcio lubi oraz zwykł się jawić swojemu Nowemu Celowi:

- jako wymarzony, custom-made 4U Prince Charming, przystojny, elokwentny (ach te WASZE gierki słowne), magnetyczny (ogrom napięcia erotycznego powoduje, że gacie same zjeżdżają Ci pod naporem nadprodukcji kisielu, za przeproszeniem...), oblatany, ogarnięty, oczytany, ę ą... /wpisz wszystko na co lecisz najbardziej - OTO ON! Gdzież un był przez całe Twoje mizerne życie??

- Wiadomix, że jak człowiek zapozna nowego partnera, to ocieka endorfinami i go idealizuje... ale w przypadku psychofaga mózg jako organ decyzyjny obsuwa się wprost do majtek... że znowuż użyję tak poetyckiej i wielce górnolotnej metafory... no, krótko mówiąc, racjonalne myślenie zostaje całkowicie wyłączone, na widok Atrakcyjnego Minoga Twój umysł wypełniają jeno wirujące, jaskrawo różowe trociny... pośród których nie dostrzegasz w porę żyletek :/

- Tajemniczy Atrakcyjny Minóg... tfu, Miziasty Balbinek odławia Cię zazwyczaj SPOZA środowiska, które zdołało już się nieco na nim poznać... To jest bardzo ważne: Minóg bez pudła szóstym zmysłem namierza kobitę W POTRZEBIE, na jakimś życiowym zakręcie, po trudnych przejściach, skołowaną, zdołowaną, nieusatysfakcjonowaną, spragnioną atencji itp. i przedstawia się jej jako Jedynie Słuszna Odpowiedź, Odmiana Losu, ble ble ble. A ona to łyka jak pelikan. 

Na tym etapie nasz Minóg jest bardzo powściągliwy w kwestii własnej przeszłości, robi wszystko, byś również czuła się wyjątkowym darem Losu DLA NIEGO, unia pokrewnych dusz, plepleple, zdawkowo napomyka Ci o tym, jaki to on skrzywdzony (zwłaszcza przez wredne baby, nieuczciwych wspólników, trudne dzieciństwo, pech), normalnie miś bidulek, chlip...

Zanim takiego przytulisz, a niedajboże spontanicznie zgarniesz pod swoje opiekuńcze skrzydła, dobrze się zastanów. Wybadaj teren. Bo jest wielce prawdopodobne, że weźmiesz sobie na garba podstarzałego gołodupca - trutnia i pasożyta, z długami, wyrokami komorniczymi lub innymi zobowiązaniami, o których "zapomniał" Ci wspomnieć. Wot, nie złożyło się jakoś.

Ale trupy w szafie prędzej czy później zaczynają gnić i generować smród. Co gorsza, wypadają z niej w najmniej spodziewanych momentach... :>

Dziś już wiem, że nie "czepiłabym się" faceta totalnie znikąd, w średnim wieku, z dziwnie "pechowymi" zbiegami okoliczności, ciągle zmieniającego scenerię i zabawki (tak, ryzyko okazania się finalnie jedną z nich jest spore), uwieszającego się na mnie ze swoimi problemami, bez żadnego wiarygodnego zaplecza w postaci rodziny i wieloletnich przyjaciół, stałego zatrudnienia, dorobku itp.

Choćby nie wiem, jaki był pociągający...

- Jak już jesteś emocjonalnie "umoczona" po uszy, delikwent zaczyna powolutku uchylać swej czarującej maski... zaczyna się "zapominać"... dostrzegasz momenty swoistej nadreaktywności... niewspółmiernej do przyczyny irytacji, focha, czy nawet wybuchu furii itp. 

Pojawiają się pierwsze lampki ostrzegawcze. Zazwyczaj zupełnie z czapy. Coś Ci gdzieś w głębi zaczadzonego umysłu jednak nie styka. Ale takaś już zakochana, że jesteś jak krnąbrny dzieciak zatykający uszy i zagłuszający rodzicielskie argumenty głupawą pioseneczką.

Been there, done that.

- Psychofag dąży do możliwie jak najszybszego uwiązania Cię przy sobie - wspólne mieszkanie, dziecko, ślub, kredyt, biznes. Żebyś trzy razy się później zastanowiła, zanim coś kwikniesz, jak już pokaże Ci swoje prawdziwe oblicze.

- W międzyczasie mniej lub bardziej subtelnie usiłuje Cię odizolować od Twojej rodziny, przyjaciół - zwłaszcza tych, którzy nie do końca podzielają Twój zachwyt Księciuniem... absorbuje Twój czas i uwagę, nie szczędzi krytycznych uwag odnośnie Twoich znajomych, uważa że stać Cię na bardziej "ambitne" towarzystwo itp.

Zaczyna Ci coraz brutalniej narzucać swój styl i swoje warunki. Ty se to tłumaczysz i racjonalizujesz jako troskę o Ciebie... Że niby chłop musi być "konkretny" i nie dać sobie "w kaszę dmuchać"... Taaa. Ani się obejrzysz, jak zacznie otwarcie smarkać do Twojej.

- Po pewnym czasie "okazujesz się" wcale nie być aż taka wszechzajebista. Twój Prince Charming jest Tobą narastająco rozczarowany, a wręcz zdegustowany i poirytowany Twoją nieadekwatnością. Zaczyna się przypieprzać najbardziej drobiazgowych, wydumanych i absurdalnych rzeczy - że niby za głośno tuptasz po mieszkaniu, że niby krzywo nań spojrzałaś, że to, że śmo. Zaczynają go drażnić nawet cechy, za które Cię początkowo uwielbiał. Przemyca też krytykę Twojej osoby pod płaszczykiem troski albo niby "przypadkiem", np. chwali Cię za urodę, ale kwadrans później wygłasza kwestię, że wszystkie ładne kobiety to roszczeniowe pustaki i idiotki.

Odczuwasz dezorientację. Stajesz na rzęsach, aby utrzymać nobilitującą Cię rolę Ideału dla swojego Jaśnie Pańcia, a im bardziej wypruwasz sobie flaki, żeby go zadowolić, tym częściej on wyraża swą dezaprobatę, w coraz mniej wyszukany sposób. Zaczyna się jazda na rollercoasterze - góra, dół, góra, dół. Twój biedny mózg dostaje raz szprycę endorfin, raz kortyzolu. Spektakularne wzloty i upadki. Rozstania i powroty. Awantury, fochy i miodowe miesiące. Imperium asyryjskie. Wtedy się jeszcze usiłujesz żałośnie pocieszać, że przynajmniej masz temperamentny ognisty "włoski" związek, a nie jakieśtam nudne "ciepłe kluchy". Każdorazowo, jak ta ostatnia Gupia Ci*a, nabierasz się na okraszone rzewnymi wzami obietnice poprawy i pozorowaną skruchę. Potem dostajesz kopa w zad ze zdwojoną mocą. I tak w kółko. Fraza klucz - W KÓŁKO.

Natomiast pańcio wysila się już na tym etapie nieomal wcale. Zajmuje postawę czysto roszczeniową. Jak ma lepszy dzień, to rzuci Ci ochłapem swojej przychylności. Jak ma gorszy dzień (w etapie zaawansowanym gorsze dni występują w miażdżącej przewadze), instynktownie schodzisz mu z drogi i kulisz się po kątach, albo... celowo prowokujesz jego wybuch, żeby "mieć to już z głowy" i móc poluzować majty. 

Jeśli z Ciebie względnie mądra dziołcha, to mniej więcej teraz zaczynasz ostro kapować, że coś tu jest nie elo, i to niekoniecznie z Tobą. Twój instynkt samozachowawczy zaczyna szczęśliwie kontaktować na powrót z mózgownicą. Przyjaciele i bliscy już dawno zauważyli, że zaczęłaś gasnąć, ale oczywiście reagowałaś na to świętym oburzeniem, niczym neofita jakiejś sekty. Bo to, w czym tkwisz, działa właśnie na zasadzie prania mózgu - bombardowanie miłością, a potem zaoranie Twojej autonomii. Dwuosobowa sekta. 

Pora brać tyłek w troki.

***

C.d.n. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger