Tytuł to epicka kwestia ze spektaklu "Kolega Mela Gibsona", na którym wczoraj byłam. :) Polecam, dobra karykatura człowieka o groteskowo rozdętym Ego, niejakiego Feliksa Rzepki, głodnego światowego poklasku aktorzyny, z aspiracjami i roszczeniami jak klasyczny kolos na glinianych nogach, osobliwie filtrującego i czynnie reinterpretującego informacje zwrotne na temat własnej osoby i "talentu"... Pantomima na kiblu, przy wtórze patetycznej muzyki, mistrzostwo.
***
Mam trudności w swobodnym dostępie do internetów z racji bycia w "delegacji", z gębą po kweście u rodziny, Kraków - Rzeszów, Rzeszów - Kraków, i nazad do Wawy. Ale jeszcze ze dwa tygodnie wywczasu...
Garść fot zapodaję.
Wawa, gudbaj.
W Krakowie wiosennie:
Dorwałam wreszcie swoje pierwsze perfumy Tesori d'Oriente, póki co Hammam, ale ślinię się jeszcze na inne, bo lofciam łorientalne aromaty...
W pokoju swej górnej i durnej młodości zorganizowałam sobie biżuteryjny ołtarzyk skromny, z jakiegoś starego korzenia. To, co wisi, to zaledwie promil mojej kolekcji obwieszadeł.
Aha, no i ostatnio złapałam fazę na lekki makijaż z mocnym akcentem na usta. Lubię, jak są umalowane. Dorwałam w Golden Rose pomadkę Velvet Matte, cena 11 zł, kolor 06, jaskrawa klasyczna żywa czerwień odrobinę wpadająca w koral. Super, trwała i nie migruje na zęby, tylko trzeba pamiętać o uprzednim porządnym nawilżeniu war, bo wyschną na wiór.
Chyba sobie podokupuję jeszcze inne kolory, bo kilka mi się podobało. Mhm.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komciaj śmiało, komcionauto :*