16:33

Dziewczynko, dziewczyno, kobito, matko, człeku, a WSTAŃ z karnego jeżyka.

Powitalim.

 


*

Czym jest struggle porn? Ja to rozumiem jako takie, brzydko mówiąc, brandzlowanie i "spuszczanie się" nad własnym cIenSzkIm ŻyWotEM pod publikę. Nie wiedzieć czemu, topos "lajf is hard and kopas dupas" jest przez całkiem spore grono uznawany za flex, szpan, powód do jakiegoś poczucia wyższości. Ostentacyjna zajętość 24/7, zarobienie, przemęczenie, gonitwa, umordowanie, poświęcanie się dla wzniosłej roli męczennika, cierpienie w nieszczęśliwym związku bo praffdziwa miełość to kanapki z emocjonalnym wpierdolem i wieczny psychiczny znój, egzystencjalny weltszmerc... I teraz oczywiście musi wjechać disclaimer, bo pewnie poodpalałam już komuś triggery. UWAGA: Nie uważam, że żyćko jest zawsze usłane różami i że powinno być wyfotoszopowane i insta-estetyczne, bo wszyscy chyba doskonale wiemy, że NIE JEST, ale totalnie nie o tym mówię. Keeping it real jest doprawdy spoko. Ale ja nie o tym. Mówię o ludziach, którzy UWIELBIAJĄ z własnej woli siedzieć na jeżu gołym dupskiem i UWIELBIAJĄ to swoje ostentacyjne męczeństwo. Mając możliwość z tych kolców po prostu zejść. Np.:

- narzekają na swój związek, wyliczają przywary partnera, ale zmienić coś, rozważyć rozstanie? Naaah

- mając jedno dziecko narzekają i jojczą, jak im ciężko i mają dość, po czym świadomie pakują się w kolejne pieluchy, żeby marudzić ze zdwojoną mocą...

- tkwią w gównianej pracy, strzykając na prawo i lewo frustracją, ale kiedy dajesz wskazówki np. odnośnie CV, podpowiadasz aplikację na konkretne stanowisko - NIEEE...

- żony narzekające że cały dom na ich głowie, a kiedy stary wykazuje jakąkolwiek pozytywną inicjatywę, ofukują go że same zrobią to lepiej...

Tak naprawdę chodzi mi po prostu o wolicjonalne bycie taką zewnątrzsterowną i reaktywną ofiarą. Mam wręcz wrażenie, że takie osoby PRZERAŻA realna poprawa własnej egzystencji, tak jakby lepsze żyćko miało odebrać im "prestiżowy" status szlachetnie uciemiężonej męczennicy/męczennika, odebrać jedyną tożsamość.

Ostatnio szczególnie obserwuję to na mamuśkowych forach, które niestety bywają totalnym raczyskiem. Igrzyska bólu, cierpienia i składanie się na ołtarzu poświęcenia (koniecznie tak, żeby wszyscy widzieli), aby wygrać okrawiony cierniolaur Matki Roku. A tak naprawdę nie chodzi o żadne mityczne dobro dziecka, tylko o - za przeproszeniem - pucowanie własnej ego-torpedy. Kutanga mającego odwrócić uwagę od niepewności, lęków, kompleksów, porażek. Ostatnie, czego dziecku potrzeba to sfrustrowana, wycieńczona, zagryzająca zęby rodzicielka, sadząca wściekłe kuksańce "rywalkom" (??), które ze spokojnym uśmiechem odmawiają sprintu w chorym wyścigu o szarfę Tej, Co Zawsze Wypruwa Flaki. 

Róbta co chceta, ale ja kocham i szanuję sloł lajf. Zapierdol mnie wypala w trybie ekspresowym, pchając w czarne kosmate łapy Depre. A kiedy Depre ściśnie mnie swoim obezwładniającym nelsonem, nie będzie ze mnie ŻADNEGO pożytku dla rodziny i świata. Żadnego. Od pewnego czasu w ogóle przeżywam znaczący szift w swoim majndsecie, zmianę paradygmatu mówiąc inaczej. Im więcej obserwuję, czytam, słucham współczesnych ludzi, tym mocniej i pewniej przytulam swój wewnętrzny ster, bo widzę ich zagubienie. Może to przez neuroodmienność, ale moim dominującym komentarzem jest ostatnio 'unrelatable'. Totalnie, totalnie mi nie po drodze z większością. I nie, nie uważam się za jakąś wielką płynącą pod prąd rebel imnotlikeotherpeople - cokolwiek. Nie. Szanuję heurystyki inne niż moja. No, na ogół... :) Ale w internetach ostatnio bywam rzaaaaadkim i coraz rzadszym gościem i ma to ścisły związek z moim wzrostem osobniczego poczucia szczęścia i zadowolenia. Wbijam na Instagram, trzy scrolle, spadam, nic tu po mnie. Jakaś kolejna samozwańcza kołczka wychwala otwarte związki, ok, whatever, unrelatable, bye. Następna wielka wannabe artystka fotografka wrzuca jelonka na rykowisku, ok, whatever, meh, bye. MakeUp Artist zaszpachlowująca babom resztki naturalnej urody i robiąca z nich klono-klauny. Nuda, nuda, wtórność, pozerstwo, nuda, nuda, można skisnąć. Idiokracja to nie komedia sci-fi, to proroczy dokument.

Jedyne, co będę szanować po dni ostatnie na Insta, to filmiki z kotami, fascynującymi miejscami na ziemi, zdrowa pyszna i nieprzekombinowana szamka oraz baaardzo obecnie rzadko spotykane edukacyjne treści z zakresu psychologii, ale nie wszędobylskiej przaśnej pop-psychologii i "rozwoju osobistego" oraz "kołczingu biznesu" dla nieudaczników próbujących sił w MLM. 

Poza tym ogólnie - jbć Insta.

Na TikTok jestem zdecydowanie za starym wampirem, odinstalowałam to badziewie szybciej niż zainstalowałam. Jak moje ziomki coś fajnego wyszukają, to mi ślą na priv. Ale całości nie dźwignę, noł łej.

Youtube. Youtube lubię bo sama wybieram sobie kontent który mnie interesuje, dzięki Premium nie mam irytujących reklam i mogę delektować się ASMR czy innymi dłuższymi, jakościowymi formami. 

Facebook - raczysko. Używam wyłącznie dla grup tematycznych, ale i tam niestety zdarza się syf, nawet w tych o drobnym sicie selekcji.

Mój szift polegał na narastającym wkurwie i znużeniu byciem zewsząd faszerowaną tą bezwartościową paszą, ogłupiającą i paraliżującą kakofonią sprzecznych opinii i sztucznych potrzeb, co przeszło w totalny kryzys własnego nieokreślenia, którego skutkiem było pewne zakokonienie się w regeneracyjnej izolacji od głupoty, co z kolei zaowocowało bujnym rozkwitem życia wewnętrznego, albowiem pofragmentowana na pierdyliony strzępów uwaga scaliła się na powrót w jeden zdrowy, silny byt, będący w mocy wygenerować gejzery kreatywności. A już myślałam, że to we mnie zdechło. Ale nie. 

Nie zdradzę na ten moment świeżego kierunku moich zainteresowań, albowiem lubię swoje pomysły i przedsięwzięcia troskliwie "donoszone", jak upragnioną wyczekaną wystaraną ciążę... ;) 

Tak że ten. Jak macie kryzys podobny do mojego, to odetnijcie się od pożeraczy uwagi i ogłupiaczy, kiedy minie ból detoksu, zaczniecie słyszeć i rozumieć własne myśli, odkryjecie pokłady własnych inicjatyw twórczych i jakiegoś takiego niesamowitego radosnego spokoju w głowie. Ot co.


* Photo by Leio McLaren on Unsplash







1 komentarz:

  1. Super, że wróciłaś! Pisz częściej.

    Co do social mediów, to dla mnie teraz najfajniejszy jest Reddit ALE TYLKO dla pewnych tematycznych subredditów, gdzie kojarzę użytkowników i rozmawiam na jakiś konrketny, interesujący mnie temat. Także tak, świadomy wybór miejsc i ludzi (online), z którymi spędza się czas = 💜

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger