13:16

Pogratulować - przetrwalim ten poyeban jak ruskie sanki rok.

Hejka!

 


 *

Zagląda tu jeszcze jakaś duszka? Jak się czujecie w 2021?


Ostatnie dwa miesiące mnie przeorały, psychicznie i fizycznie. Nie wdając się w szczegóły, doleczam upierdliwą infekcję i nadrabiam zaległości. 2020 dał mi jeszcze popalić na sam finał, ale koniec końców wychodzim z tego starcia zwycięsko iii wypatrujem światełka w tunelu.

Już wkrótce, już za momencik Toyad skupi się na urządzaniu swojej iście wampirzej rezydencji :) Omijając szerokim łukiem skandynawski minimalizm i loftową surowość, nie to że mam coś do nich, ale to totalnie nie moje klimaty. U mnie będą grube aksamitne story, wiekowe lampy i świeczniki, poduchy w nasyconych barwach, ciemne drewno, możliwie dużo ajtemsów z XIX wieku (na które pierwej muszę zapolować), i - dajpaniebosze żeby się zmieściło - jebitne kryształowe lustro pałacowe w garderobie. 

Słyszeliście o czymś takim, jak Anemoia? To taki uczuć szczególnej nostalgii za czasami, których się nie doświadczyło. Ja tak mam względem przełomu wieków XIX i XX, głównie w zakresie estetyki ma się rozumieć, albowiem jednak niespecjalnie bym reflektowała m.in. na "leczenie" zębów u kowala, obcęgami. Brrr. Ale no... tęsknię za tą dawną jakością, za szlachetnymi materiami, za dbałością o każdy detal, za unikalnym rzemiosłem, za intencją, aby przedmioty były piękne i przetrwały dekady, jeśli nie pokolenia... Oczywiście jestem też realistką i zdaję sobie sprawę, że dom to nie muzeum, a dzisiejsza mobilność ludzi (między pracami, miastami, państwami, kontynentami) nie sprzyja przedkładaniu wystroju nad wygodą. Plus, oczywiście, zasoby finansowe takoż wymuszają kompromisy :) ALE. Ogólny taki niedzisiejszy wajb i niuanse zamierzam wdrożyć, a co. 

Jeśli macie trudności w wyobrażeniu sobie, o co mi chodzi, to rzućta gałką na poniższy filmik przedstawiający tour po mieszkaniu rodziców Cornelii Grimsmo w Oslo:

 
 
Nosz karwia... genialna chata, zakochanam, i chyba każdy wąpierz czułby się w niej jak ryba w wodzie :D Kinkiety, świeczniki, detale... ehh, miód! Oczywiście ludziom w komentarzach przeszkadza, że mroczno, że depresyjnie, ale ja kocham mrokness* od zawsze i nijak nie nastraja mnie depresyjnie, wręcz przeciwnie, koi, wycisza, inspiruje, stymuluje kreatywny pomyślunek i ułatwia przebywanie we własnej głowie. 
 
* przez mrokness rozumiem wyłącznie subtelną i dyskretną aurę tajemniczości, a nie tani, kiczowaty 'gothic style' w czaszunie i koronki a'la NecroBarbie mejd in czajna
 
Aha. No i palm wściekle pożądam, takich dorodnych, ale obawiam się, że ze mnie kiepska matka dla roślinek i co nie nabędę, to ubiję... :( Kocham efekt dżungli w domu, ale no cóż, nie mam "ręki" do roślin i nie chcę się porywać z motyką na Księżyc. Jakieś rady?

No. I tak to. Tymczasem podosuszam jeszcze mentalne strupy i biorę się do życia! 


* Photo by Jonathan Francisca on Unsplash


1 komentarz:

  1. Chętnie bym zobaczyla jakies Twoje posty z inspiracjami wnetrzarskimi.
    Bo styl urzadzania o ktorym mowisz bardzo mi odpowiada :)

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger