18:04

Szaman Lotofag w czasach zarazy.

Hejka Miśki! Mam nadzieję, że trwacie w dobrym zdrowiu i pogodzie ducha... mimo wszystko :)

 *

Tak sobie pomyślałam, że dam znać co i jak u mnie w tych osobliwych czasach.

Noo... tak z grubsza, bo nie zwykłam rozścielać prywaty w internetach :)

Rok 2020 miał być naszą biczą, nowa dekada, nowi my. I co? I ch... Oczywiście to nawiązanie do noworocznej szajby postanowień to tak pół żartem pół serio, ale ja - zapewne jak większość osób - miałam jakieś plany i cele do zrealizowania, z których wiele natrafiło na twardy reset. No i co teraz? Ano... nic. Plany i cele zawżdy warto mieć, coby nie dryfować w rzece życia z nurtem przypadku jako ten śmieć, ale - trza być świadomym płynnej zmienności naszego żywota oraz świata. I zachowywać elastyczność.

Jako aspołeczny ciul introwertrzyca w zasadzie nie odczułam dotkliwie tego całego social distancing. Jako copywriterka od paru lat i tak pracuję zdalnie przez większość czasu. Owszem, "trochę" co innego wybierać własne towarzystwo i siedzieć na zdalce z wyboru, a co innego - z powinności. Ale cóż, teraz tak trzeba i to chyba najlepszy sposób na przyczynienie się do szybszego wygaszenia ognisk tego gó... i pozbycia się wreszcie z głowy tego złowieszczego słowa na K.

Przyznaję, początkowo dałam się wkręcić w świrówkę z obsesyjnym czytaniem wiadomości i statystyk, ale ujrzawszy co stresor robi z moim organizmem (bezsenność, wysyp atopowych zmian po wielu latach remisji) - powiedziałam sobie ok, stop, dość. I wróciłam do swojej "normalnej" codziennej rutyny, wzbogaconej o jeszcze troskliwsze akty miłości względem siebie i bliskich.

Co pomaga mi przetrwać ten dziwny czas? Z pewnością podejście typu "dzień za dniem", które dokumentuję czymś w rodzaju kryzysowego dziennika pokładowego :) Robiłam już tak w trudnych momentach i działało. A poza tym:

1.) WDZIĘCZNOŚĆ I RESET PRIORYTETÓW. Nagle z kryształową klarownością dostrzegamy, co jest tak naprawdę ważne, a co mniej. Wbrew pozorom, zdrowie, jedzenie, dach nad głową, rodzina nie są taką oczywistą oczywistością. Naprawdę powinniśmy być cholernie wdzięczni za to, co mamy. :) Być może niektórym ludziom dopiero groźnego wirusa trzeba, żeby się zatrzymać w biegu i sobie to uświadomić. A innym pewnie nawet wirus nie pomoże i są źli na to, że nie mogą uprawiać cardio-shoppingu po galeriach. Nie wszyscy jesteśmy w tym samym punkcie świadomości - i to jest okay.

ALE... tutaj muszę wspomnieć, że bawią mnie niektóre "oświecone filozofy", których teraz istny wysyp na fejsbukach i innych instagramach, głoszące z pozycji moralnego absolutu, że przeto wirek w koronie przybył zbawić zepsuty świat od krwiożerczej konsumpcji i kapitalizmu. Ku chwale duchowej głębi, czy coś...

Seriously Karen. It's not that deep.




2.) ŚMIECH. Poczucie humoru nieraz ratowało moją psychę w najczarniejszych momentach. Wiem, że niektórzy mają turbo poważne podejście do poważnych spraw, ale tu nie chodzi o bagatelizowanie czy obśmiewanie tej EWIDENTNIE trudnej sytuacji, tylko o terapeutyczne oswajanie jej poprzez śmiech. Skoro darcie szat i włosów z głowy nic nie pomoże, czemu nie zredukować napięcia przy pomocy pociesznych kwarantannowych memów i filmików?

3.) DOMOWE SPA. Podczas dłuższej izolacji łatwo zgnuśnieć i wyhodować w sobie wielkiego obleśnego lenia. Nie ma! Codziennie motywuję się do drobnych, pielęgnacyjnych rytuałów, np. włosingów, szczotkowania na sucho, balsamowania zewłoku Palmersem, olejkowania skórek i tym podobnych głupotek-nie-głupotek, które terapeutycznie przekierowują moją uwagę w przyjemniejsze i bardziej beztroskie rejony.

5.) ODWŁOK W FORMIE. Ćwiczonka. A konkretnie - moje ulubione interwały przeplatane jogą. Za te pierwsze dziękuje mi doopa, a za drugie mój zdezelowany kręgosłup. Odpalajcie YouTube i jazda. Nie wiem jak Wy, ale ja nie zamierzam wyjść z kwarantanny jako roztyty i rozmemłany slob. Poza tym - endorfiny! Tego teraz potrzebuje nasz udręczony mózg!

Ale! Pamiętajcie, że nie chodzi o opresyjne ciśnienie na produktywność, tylko o troskę o ciało i ducha. Ja też wzięłam dwudniowy urlop i przeleżałam go w poduszkach, bo byłam przytłoczona tym wszystkim i potrzebowałam się odciąć, ponicnierobić przez chwilę, zebrać myśli. Jeśli tego potrzebujeta w danym momencie - nie krępujta się. Tylko trzeba uważać, żeby "gorszy moment" nie przeciągnął się w gorszy tydzień, dwa, miesiąc... bo to często hajłej do wpadnięcia w głębszy dół.

6.) OGAR DOMOWY. Nie musicie mi mówić, jakie to kuszące popaść w wizualny wyjebanizm siedząc sobie na tyłku w czterech ścianach, ale zapewniam, że snucie się po chałupie w zapierdzianych dresach i z niemytym kołtunem na głowie nie oddziałuje korzystnie na nasze morale. Mało tego, gdzieś kiedyś czytałam, że paradowanie w barchanach i na śmierdząco obniża naszą wydajność intelektualną (serio). Wygoda - tak, niechlujstwo - nie.

Ja osobiście ostatnio mam klimat na mroczny, wampirzy glam domowy... :> Z rozkoszą popierniczam sobie w burgundowej satynie tudzież orientalnych kimono-peniuarach. Czuję się jak milion dolców.

7.) URLOP OD SZPACHLI. Moja gęba odpoczywa sobie teraz od makijażu, za to ładuję w nią bogatą pielęgnację. Z upiększeń jeno henna na brwi i rzęsy, jak mam lepszy dzion, to i krecha jaskółcza na powiekę wjedzie, jakiś lekki korektor pod gały (niestety, muszę, żeby nie wyglądać jak po dziesięcioletnim romansie z heroiną) - et voila! Tyle wystarczy. Cudowny minimalizm kosmetyczny i na nowo odkrywana przyjaźń z naturalnością.

8.) VIDEOKONFA Z ZIOMECZKAMI. Nawet taki samotniczy, wielbiący swoją kryptę Wąpierz jak ja potrzebuje od czasu do czasu kontaktów towarzyskich z ulubionymi ludźmi ;) Fajnym pomysłem jest odstrzelenie się jak na imprezkę, szkło polane winiaczem w dłoń, odpalenie kamerki i udawanie, że jesteśmy w fensi lokalu. 

9.) INWENTARYZACJA. O obstrzątaniu chałupy od podłóg po sufity wszyscy trąbią wszędzie. Ja robię także selekcję w szafach i poupychanych po komodach rozmaitych szpejach. Planowałam "kilka" wydatków związanych z wiosennym odświeżaniem garderoby, ale w obecnej sytuacji nie zamierzam szastać groszem na łachy, które założę... yyy nie wiadomo kiedy. (Co innego perfumy :> Lub biżuteria :> )

10.) ODŻYWIANIE WEWNĘTRZNE. Tak. Ileż rzeczy ja mam na myśli pisząc o odżywianiu wewnętrznym! Mam na myśli skierowanie naszej uwagi do wewnątrz, pobycie ze sobą, realizowanie dawno odkładanych na bok pasji, oglądanie zaległych filmów, czytanie ulubionych książek (ja jadę z Wiedźminem po-raz-nie-pamiętam-który), ale także - dbanie o to, co konsumujemy, zarówno w zakresie tego, co fizycznie pakujemy do dzioba, jak i tego, co chłoniemy oczami oraz uszami. Nasz układ immunologiczny potrzebuje teraz naszej miłości jak nigdy. Co oznacza dbanie o zdrowie, jak i wystrzeganie się dysharmonii naszego spirytu. Ot co. Kontrolujmy sytuację wokół nas, ale bez popadania w spiralę grozy i paniki.

I pamiętajcie - nawet najdłuższa żmija przemija. Trzymmy się tedy w zdrowiu i ciepełku - będzie dobrze! :)

*
Photo by Simone Viani on Unsplash



3 komentarze:

  1. Jak fajnie, że coś napisałaś. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No i w punkt, a mam wrażenie że niektórym osobnikom i tak nie wytłumaczy się nigdy jak wiele daje takie podejście do życia w ogóle, nie tylko w czasach zarazy. Ja też z początku byłam lekko przerażona tym co się dzieje i czytałam bieżące info, aż poczułam że albo wyjme tą wtyczkę albo eksploduję. Potem trzeba było przeczekać fale zalewu tych wybitnych wierszy i pieśni jak to ciężko nam teraz a'la "pomyłam wszystkie okna, zrobiłam 20 prań, odrzwia wylizane, cóż dalej ze sobą począć". Yyy to może właśnie czas na porządki w przyłbicy teraz, nie tylko kibel może lśnić i zachęcać do użytku 😌 Trochę brutalnie może, ale serio już rzygam na te ludzkie narzekania. Przed nie mieli czasu na książkę, hobby, nic. Teraz płacz bo izolacja i co ze sobą począć. Serio?🙄 Nadrabiam wszystkie lektury w domu, seriale na które wcześniej nie miałam weny, spacer niespieszny z psem (tereny wiejskie odludne od razu mówię, sarny i zające tylko napotykamy). To ostatnie na pewno stawia mnie w trochę lepszej sytuacji obecnie, kontakt z przyrodą, przestrzeń i cisza, ale widzę że wiele osób z otoczenia dopiero teraz doceniło to gdzie mieszka, a jak skończy się bida to znów będzie narzekanko jak to daleko wszędzie mają i niewygoda. Także ten... Ja lubię takie wypunktowanie co i jak ogarnąć bo to prosty rozkład jazdy do celu, odchaczam i obserwuje efekty. Ufff trochę mi się ulało, ale świat byłby milszy gdyby ludzie chociaż spróbowali w ten sposób podejść do życia. Sama kiedyś byłam takim lelekiem i wyprowadziło mnie to z beznadzieji, started from the bottom now we're here 😏

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger