19:58

Czas hibernacji i pogłębionej introspekcji. Patrzajcie w niebiosa!

Witajcie mordeczki :)








Tak, żyję.

Tak, wiem, że mnie długo nie było. Już wyjaśniam.

Jako osoba hmm... HSP/WWO (highly sensitive person / wysoko wrażliwa osoba) dość łatwo zaliczam przesyt czymś i później muszę odchorowywać owo przestymulowanie... Świat wirtualny ze swoim zalewem dziadostwa walczącego o każdy strzęp atencji zaczął mnie totalnie męczyć i obciążać mój system nerwowy. Może też w pewnym sensie przyprawiać o ziew znużenia i irytacji. Ograniczyłam więc swoją bytność w internetach do paru grup dyskusyjnych, paru kanałów na YT oraz do Instagrama, z którego jeszcze na bieżąco pielę wizualne i treściowe chwasty.

Ponadto, od około roku zaliczam dość radykalną modyfikację kursu myślowego, a raczej obieram nowy kierunek/paradygmat. Rzecz w tym, że nie jest to zbyt modna i popularna ścieżka. Jest raczej wąska i stroma, a na szlaku jest dość... samotniczo? Cóż, gadam jak Sfinks, ale... Tak musi na razie pozostać. Plus... Jednym z elementów mojego obecnego etapu rozwojowego jest trzeźwa a ponura konstatacja, że nie warto chlapać swoim szeroko pojętym życiowym biznesem i prywatnymi sprawami na prawo i lewo. Wiem, że obserwują mnie życzliwe osoby o dobrej energii, ale niestety - wiem, też, że nie tylko... :) Stop telling bad spirits good news. Bardzo zasadna zasada.


Odnośnie blogasa... Jestem rozdarta. Z jednej strony lubię sobie tu poklepać od czasu do czasu, z drugiej strony... stoi to trochę w sprzeczności z tym, czym się teraz kieruję. Jakoś tak niesmaczno i niekomfortowo mi obserwować, że różne, skądinąd niegłupie internetowe persony wpadają już w jakiś nałóg wyflaczania się z prywaty i bywam tym nieco zażenowana. Kiedyś już wspominałam, że byłam świadkiem rodzenia się pierwocin blogowych i internetowych, pamiętam MySpace, czat Onet Ciężkie Brzmienia, szukanie perełek muzycznych na SoulSeeku. Odmęty internetów były wtedy takie dzikie, organiczne, niewykastrowane z różnorodności... Nie chcę tu marudzić i jojczeć, rozumiem, że tędy widocznie podąża naturalna ewolucja, ale nie jestem przekonana, czy mi z tym po drodze. Po prostu.

Imponują mi interesujący ludzie, którzy ze świadomego wyboru praktycznie "nie istnieją" w internetach, albo istnieją bardzo low key, np. ograniczając się tylko do jednego lub dwóch mediów. Liczy się "farsz", a nie pikanie lajeczków. Zakotwicza mnie to dalece skuteczniej, niż zniecierpliwione przerzucanie na insta tasiemcowatych i durnowatych storisek o rufie Maryni. Albo - o zgrozo - kręcenie z mężem klikbejtowego i upstrzonego mrowiem infantylnych emotków filmiku na YT pod tytułem "Planning baby nr 2"... (real shit, sis) :/

Nooo... nie. Nie moje klimaty.

Cholernie nie lubię, kiedy coś natrętnie usiłuje obsiorbać mnie z mentalnych mocy przerobowych lub zakłóca mojego wajba. Niezwykle sobie szanuję swój wajb i swoją energię oraz uwagę. Nie czytam już prawie żadnych komentarzy, a szczególnie, kiedy wyczuwam smród łajnoburzy czy nalot rozjuszonych KWs (Keyboard Warriors) i SJWs (Social Justice Warriors). Szkoda mi na to czasu i przestrzeni umysłowej. Odkąd nie partycypuję w energetycznym zasilaniu własną uwagą takich gnilnych fenomenów i przejawów schamienia, czuję się o wiele zdrowsza, silniejsza i szczęśliwsza. I bardziej bezpieczna.

Można powiedzieć, że zaszyłam się w swojej wewnętrznej chatce alchemika i jestem teraz wybitnie skoncentrowana na sobie, na szeroko pojętym samodoskonaleniu i pilnowaniu własnych spraw niczym Cerber, a także na delektowaniu się lotosami w swoim osobistym Sybaris. Na patrzeniu w gwiazdy.

A co z blogasem..? Cóż, albo zeschnie i umrzy, albo spektakularnie odżyi, jeszcze nie wiem.

P.S. Obczajcie, jaki piękny webcam z zórzką. Kooocham zórzkę! Polecam oglądać wieczorem, tak ok. 21-22. Północne niebo to dla mnie czysta magia...

https://lightsoverlapland.com/aurora-webcam/



*



4 komentarze:

  1. Jakby co to są osoby, które cierpliwie (acz z utęsknieniem) czekają na każdy nowy post ;-) Kilka lat śledzenia bloga nie poszło w las, nawet dłuższa przerwa tego nie zmienia. Bardzo ciekawa jestem co to za nowa ścieżka i mam nadzieję, że kiedyś uchylisz czytelnikom rąbka tajemnicy. Również sama mam coraz częściej negatywne odczucia do tego co pojawia się w SM, a tym bardziej niepokoi, że nie da się już oglądać/czytać osób, których poczynania w internecie kiedyś było fajnie znać, bo coś znaczyły.
    Jak ja się cieszę, że trafiłam kiedyś na tego bloga i po latach mogę powiedzieć, że no cóż....może to banał, ale... Kobito jesteś jak wino - im starsza tym lepsza! Trzymam kciuki, aby to miejsce nie umerło, a rozkwitło. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooch...! Wzruszonam, autentycznie <3 Dziękuję, że nie postradałaś cierpliwości do niezdyscyplinowanego blogowo Toyada przez taki szmat czasu! :)))

      Nowa ścieżka, którą eksploruję, polega na... hmm, świadomym odłączeniu się owieczki-Toyada od stadka. Między innymi poprzez radykalne zmniejszenie przepuszczalności bariery ochronnej względem wpływu mediów, influenserów itd. Zdałam sobie sprawę, jak bardzo jesteśmy pociągani za sznureczki i oduczani samodzielnego myślenia... Post informacyjny okazał się dla mnie zbawienny. Ale to nie wszystko. Od ponad roku uskuteczniam coś, na co nie bardzo znajduję adekwatny polski odpowiednik - leveling up. Nie chodzi mi o "rozwoj osobisty", sztampowo rozumiany jako kołczingowe pierdolety wpędzające w obsesję "produktywności". Wierzę w harmonijny apgrejd obejmujący wiele sfer naszego życia, a nie tylko jakiś wycinek (np. sam intelekt, samą duchowość, samą fizyczność itp.). Wierzę w ewolucję rozumianą jako poznawanie swojej własnej, oryginalnej esencji i działanie w zgodzie z nią. To jest teraz moim absolutnym priorytetem. Póki co wszystko brzmi niezbyt wywrotowo, prawda? A jednak... Odrzuciłam w tym procesie zaskakująco wiele "wiodących" schematów i przekonań, które okazały się nie-moje, a zinternalizowane gdzieś po drodze. Dotyczy to także osób, które te nie-moje schematy w jakiś sposób reprezentowały - organizm w samoobronie dokonał odrzutu przeszczepu :) Wiesz co... tego jest tyle, że nadałoby się na osobny post. Stay tuned :>

      Usuń
    2. A już myślałam, że może ze mną jest coś nie tak, że mam odruch wymiotny na kolejnych guru jutuba/blogów i ich polecenia/poglądy/itp itd - w wielkim skrócie. Sama bym lepiej tego nie opisała - odrzucanie przeszczepu, tak! Przez długi czas byłam tak podatna, że zanim kupiłam głupi podkład to musiałam obejrzeć kilka recenzji, który lepiej wybrać. Tak samo z garderobą, włączając w to czystkę po zachwycie slow fashion, która zdziesionowała mi szafę. Na moje półki trafiło co najmniej kilkanaście książek z polecenia "internetu", które okazały się gniotami. Ale żeby nie było, że wszystko z internetu było feee - znalazłam coś dla siebie i kilka miejsc, do których wracałam i wracam nawet nie zastanawiając się czy to jest dla mnie, bo organicznie czuję, że dobrze mi tam. Po kolejnej porażce pojawiło się pytanie dlaczego znowu coś nie zadziałało? No i olśnienie, przecież gdyby ktoś mi tego nie "wciskał" z ekranu to bym sama nie sięgneła po to! I tama runęła, powróciły wspomnienia jak beztrosko robiłam swoje nie myśląc co by ktoś inny zrobił i trafność sięgała 99%. To jest temat rzeka, bo takie olśnienie pociąga za sobą ogromne skutki, to jest tocząca się kula śnieżna - myślisz coś tu nie gra, nagle stop! kurtyna opada i widzisz jak dałaś sie zmanipulować, robisz czystke na insta, fb, yt i gdzie się da, wyłączasz wszystkie powiadomienia, a to dopiero wierzchołek góry lodowej 😂 Ciekawa jestem podbijania kolejnych leveli, właśnie szukam, węszę co robić dalej, coś podskórnie czuję, coś wykluwa się😏 Będę wyczekiwać tego postu jak wakacji w podstawówce! 😁 A tymczasem życzę Wesołych Świąt i podbijania kolejnych leveli na Nowy Rok!✨

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger