19:30

Wrażliwcu! Bońć jak ostryga!



Czy inszy skorupiak...

Elo!

To dość trudny dla mnie do rozpracowania temat.

Otóż.

Ponad wszelką wątpliwość należę do tzw. osób wysoko wrażliwych (WWO, HSP - highly sensitive person), zresztą jak ok. 70% introweryków. To jest kwestia fizjologiczna - nadreaktywnego systemu nerwowego, podatnego na przestymulowanie. Np. lubię szczoteczkę soniczną do zębów i nie zrezygnuję z niej, ale jej odgłos i wibracje dotkliwie dźgają mnie w mózg. Drażni mnie każda metka od ubrania, uczucie rajstop na nogach, dźwięki, nadmiar bodźców, oślepiające światło, interakcje z ludźmi. Czasami nie jestem nawet w stanie słuchać muzyki, którą uwielbiam, ponieważ potrzebuję całkowitego wyciszenia sensorycznego. Do szału doprowadzają mnie migrenogenne galerie handlowe i sklepy - praktycznie wszystko kupuję przez internet, a po spożywkę chodzę poza godzinami szczytu lub specjalnie jeżdżę na zadupie, gdzie po sklepie kręci się parę osób. Mam komfort pracy częściowo zdalnej i choć lubię swój team i swoje biuro, to wracam do domu wydrenowana energetycznie jak jakiś zdechły flak. Od zawsze miałam ogromne zapotrzebowanie na sen, ale bywało, że nie mogłam zasnąć... ze zmęczenia (ot, paradoks).

Nie mogę zasnąć też po horrorach typu ręka-noga-mózg-na-ścianie i filmach z mordobiciem. :)

Plus - im bardziej nurkuję w internety, tym bardziej czuję się jak szambonurek, dlatego staram się nawet nie patrzeć w komcie pod "ryzykownymi" tematami, żeby sobie ciśnienia nie podnosić. Szkoda sobie juchy psuć. Poza tym - nie mam zamiaru pewnych osób czy zjawisk nobilitować swoją atencją ni polemiką.

Wyciszam się w przestrzennej przyrodzie. Kocham np. lekko dryfować w morzu, poddawać się falom, po prostu być czystą obecnością w świecie i mieć wywalone. Floating i niskie szamańskie buczenie to dla mnie kwintesencja relaksu.

Ogólnie mówiąc - jestem mega wrażliwcem. Wyczuwam gazylion niuansów, subtelności, wajbu z międzywierszy. Mogę godzinami rozbijać gówno na atomy albo wałkować w głowie jakąś sytuację. Szczerze? Na ten moment bardziej się żalę, iż chwalę. Osoby wysoko wrażliwe mają prze*jebane w świecie. Kocham swój wewnętrzny mentalny mikrokosmos, ale cena chronienia go przed profanami i utrzymania we względnej równowadze jest wysoka. Czasami niechcący wpuścisz do swojego świata niewłaściwe osoby, które tylko czekają, żeby zdewastować jego zasoby. Obszczać, nafajdać, zasmrodzić, naharać. Ot, ludzka natura.

Wrażliwość i empatia są uważane za słabość i swoiste "kalectwo", nie są cenione - no chyba, że doraźnie, by móc sobie w nie wytrzeć ubłocone buciory i pójść dalej.

I czasami tak sobie myślę, że... ze złotego dziecka z sercem na dłoni, wielokrotnie sponiewieranego, wyewoluowałam w zabarykadowaną po kokardę w dystans, cynizm i sarkazm samolubną, makiaweliczną, trzeźwo kalkulującą sucz. Tzn. za taką mogę uchodzić dla wielu osób, ale strzyka mnie to. 

Na szczęście poza ultrawrażliwością mam też sprawny instynkt samozachowawczy i zdolności adaptacyjne. I doszłam do wniosku, że w pewnym momencie trzeba wyzbyć się (nad)wrażliwości na rzecz przetrwania. Dotarło do mnie - niestety dopiero gdzieś w okolicach trzydziestych urodzin, że ludzie w większości nie zasługują na pogłębioną relację z wrażliwcem i empatą. Obsiorbią go i wyplują jak wyżutą orbitkę. Trzydzieści, kuźwa, lat utwardzania skóry na grzbiecie i hodowania pancerza. Nie znaczy to jednak, że postanowiłam BYĆ tą cyniczną biczą. Kluczem jest - DLA KOGO. Dla większości - będę. Po to, żeby nie rozdrabniać zasobów po próżnicy. Pod kolczastym pancerzem jest miękkie, żywe, prawdziwe. Ale TO już nie pozwoli się rozgnieść butem byle łajzie.

Staram się swoich granic pilnować jak Cerber, ale czasami zaliczam jakiś fakap i mam potem kaca... Bardzo szybko mi "klika" z ludźmi, bo mimo, że jestem dość "przyczajona", to przy odpowiednich wajbach od razu łapię swobodny flow i jadę na głębokie wody, przeskakując jałowe small-talki. To daje pozory "połączenia", na które muszę szczególnie uważać, bo bywają mylące. Toksyczne predatory tak właśnie dezorientują systemy obronne wrażliwców - wpuszczając Trojana.

"Nie traktuj ludzi dobrze, tylko z wzajemnością". Relacje z ludźmi powinny być swoistym tańcem. Nie potańcujesz z głazem na garbie, prawda..? Albo z Chochołem.

Oczywiście nie mówię tu o braku dyplomacji czy uprzejmości w sytuacjach codziennych - to akurat nic nie kosztuje i jest dobrą praktyką :) Miewam jednak ciągoty mizantropijne i nawet nie zamierzam udawać, że NIE, aby wpisać się w (zakłamany jak cholera, ale blogaskowo modny) nurt słodkopierdzącego lowciania wszystkich i wszystkiego. A taki wał. Ludzka jaźń to coś znacznie bardziej skomplikowanego, niż różowe misie grające w łapki w świecie tęcz i jednorożców.

Każdy człowiek ma swój Cień.

Żeby nie było - ja nie zionę agresorem do ludzi! Nie pielęgnuję negatywnej narracji w głowie. Jestem bardzo easy-going w takich zwykłych, powierzchownych relacjach. :) Po prostu definitywnie ograniczam nadempatię i odmawiam bycia darmowym emocjonalnym kiblem dla innych, w którym mogą się do woli wyrzygiwać z tego, co im akurat zaległo na żołądku. O kilka (co najmniej) razy za dużo musiałam to "odchorować" i przeprocesować.

Eeerm... Nope.

Ja pas.

Ale! To nie miał być ponury wpis, choć może się taki pozornie wydawać. Chciałabym po prostu, żeby osoby wysoko wrażliwe nigdy nie dały sobą pomiatać, czy sobie wmówić (z pogardliwym uśmieszkiem), że są PRZEwrażliwione, albo, że nie powinny czuć tak, jak czują. Wszystko jest z Wami okej. Tylko uważajcie, żeby z daru nie zrobiło się brzemię. Uważajcie, z kim się dzielicie wewnętrzną mocą. Uważajcie na wilki w owczej skórze. Postawcie siebie na pierwszym miejscu, bo nikt inny tego nie zrobi. A najwięcej będą mieli do powiedzenia o Waszym "egoizmie" ci, którzy liczyli na darmową przejażdżkę.


*

Photo by Jakob Owens on Unsplash

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger