19:40

(Post)urodzinowy post :)

*

Hej!

Ot, okołourodzinowe pościwo.

Od wczoraj Toyad liczy sobie 34 lata :)

Jak widzita, alive and kicking!

To taki wiek, że dla siks jestem już starą rajfurą, a dla starych rajfur jeszcze siksą... ;) Jeżeli o mnie chodzi, czuję się ładniejsza i mędrsza niż kiedykolwiek wcześniej. Moja mentalna siwa broda taoistycznego mistrza sięga mi już po cycki. Jako dwudziestolatka może i ważyłam te niecałe 50 kg i miałam więcej włosów na głowie, ale to tyle "przewag"... Tak naprawdę moim największym błędem życiowym było...  niedoszacowywanie własnej wartości. Oglądanie się na opinie i aprobatę osób, na których obecnie nawet nie spojrzałabym dwukrotnie. Tfu! Oooj, jak wiele się pozmieniało. Kocham siebie w opór, uwielbiam swój introwertyzm, swoje fazy wszelakie, swój świadomy sybarytyzm, swoją wrażliwość, przenikliwość, żyłkę obserwatorską, inteligencję żywą jak rtęć i oryginalne poczucie humoru. Dobrze wiem, kim, jestem i wiem, na co nie zamierzam już nigdy tracić czasu. A tym, bardziej - na kogo.

I wiem, że za 5-10-15 lat będę jeszcze bardziej świadoma i zaawansowana w budowie swojego osobistego imperium na tym padole, niż dziś.

Ale! Przy okazji chciałabym podzielić się swoimi osobistymi refleksjami o młodości fizycznej i mentalnej.

Wiem, jak wyglądają moje rówieśniczki, a nawet znajome 40 i 50. I jak czytam, że gimby robią hajp, bo jakaś blogerina NIE WYGLUNDA NA 27 LAT to ryczę ze śmiechu... Po pierwsze, nie ma co w ogóle porównywać dzisiejszych trzydziestolatków z naszymi rodzicami w wieku trzydziestu lat. To jak porównywanie Syberii do Riwiery. To były zupełnie inne czasy, inne realia, inne standardy... Dzisiejsi 30+ to jeszcze mentalne świeżynki, mają niesamowicie pojemne umysły, ich świat nie zamyka się w robocie i mozolnym pchaniu egzystencjalnego wozu. Mało tego - dopiero nabierają wiatru w żagle i rozpędu, dzięki szeroko otwartemu "oknu" na świat jesteśmy wiecznie głodni rozwoju, spełniamy kolejne cele i odhaczamy marzenia z 'bucket list', bo często wreszcie mamy środki (i jaja) ku temu. Dbamy o siebie i z wiekiem zamiast kapcanieć, nabieramy interesującego tłista, wyrafinowango "sznitu", przybywa nam mocy manicznej, staminy, charyzmy - nazwijta to jak chceta. Dawno pozbyliśmy się szczenięcej chęci przypodobania grupie i wtopienia się w homogeniczne tło (tak samo zagubionych jak my sami indywiduów, asekurancko wybierających przeciętność).

Mówię oczywiście o pewnej rześkiej niczym alpejska bryza tendencji, nie o wszystkich. W zasadzie, mam dość marne zdanie o "większości", nie lubię mentalności tłumu, kojarzy mi się ze stadem śniętych baranów bezkrytycznie powielających zewnętrzne schematy. Działających pod dyktat "byle nie odstawać, bo co inni powiedzą". Powtarzających nieszczęśliwe związki swoich rodziców, wychowujących dzieci tak samo, jak oni byli wychowywani. Błędne koło. A wystarczy się czasami przebudzić, przecknąć, nierzadko w zderzeniu ze ścianą :)

Jeśli chodzi o powłokę zewnętrzną - uważam, że można wyglądać dobrze lub źle  niezależnie od wieku. Z wiekiem wymaga to po prostu większej świadomości, chęci i starań. I tutaj znowu - większość ludzi unika jakiegokolwiek wysiłku, więc wygląda jak wygląda. Wiecie co najbardziej moim zdaniem postarza? Ten gnuśny, ponury, zacięty wyraz twarzy. Serio. I o ile bitchface w moim odczuciu wygląda czasami nawet sexy (rozumiany jako taki lekko nieobecny, zrelaksowany, ale z subtelnym wajbem supremacji, 'unimpressed, unamused' wyraz twarzy jak u filmowej Scarlett O'Hara lub Rihanny), o tyle TA mina jest daleka od relaksacji i nieobecności - jest ścierpła, kwaśna, chytra, pazerna, skurczona - ściśnięta jak pusta butelka z plastiku. Mam swoją teorię, że taka twarz utrwala się od negatywnego dialogu wewnętrzego, zawiści i jadu :) Pisałam nawet kiedyś pościk w tym temacie:

http://www.teonanakat.pl/2017/04/hipertofia-gruczoow-jadowych-pobrzydza.html


Z drugiej strony, ludzie nie potrafią samodzielnie trafnie oszacować tego, na ile lat wyglądają. No za cholerę. Wszędzie w tym temacie, od jutuba po instagram, 95% komentatorek twierdzi, że wygląda o wiele młodziej niż wskazuje metryka. Potem wchodzisz na profil i BAM! Nooo... no, erm, nie.

Anegdotka: Kiedyś byłam przekonana, że jedna z babeczek ode mnie z dawnej pracy jest minimum koło pięćdziesiątki. A ona pewnego razu oznajmiła z dumą, że ma 36 lat ale WIE, ŻE WYGLĄDA MŁODZIEJ - kopara mi opadła. Zresztą nie tylko mnie. Dyplomatycznie przytknęliśmy kubki z kawą do ust. Zastanowiłam się później, CO sprawia, że odbieraliśmy tę kobitę jako aż tyle starszą - i ewidentnie była to pewna powolność, ociężałość ruchów związana z nadwagą, która "rozlała" też kontury twarzy, co dodaje optycznie lat. I jeszcze - styl ubierania a'la ciocia na działce (kwietne, przepocone poliestry). Skrupulatnie zanotowałam w umyśle, że sprężyste, elastyczne ciało i przyodziewek "na czasie" daje więcej młodzieńczości, niźli brak zmarszczek. Koniec anegdotki.

Jasne, kiedy ktoś często trafia na reakcje szoku i niedowierzania, notorycznie wyskakuje z dowodziku przy zakupie alkoholu i sąsiednie gimby mówią mu "cześć" zamiast "dzień dobry", to coś jest na rzeczy i można założyć, że wygląda się młodziej :) Ale... dla mnie i tak wyglądanie w wieku, powiedzmy, 33 lat na 27, to żaden kolosalny "wyczyn". Sztuką jest mieć 64 i wyglądać na 40, jak pani z kanału YT Melissa55.

Poza tym... nie rozumiem do końca tej obsesji z NIE WYGLĄDANIEM NA SWÓJ WIEK. Co jest, do jasnej Anielki, złego czy zdrożnego, w wyglądaniu na swój wiek, kiedy wygląda się po prostu dobrze??? Można mieć 70 lat, wyglądać na 70 lat i wciąż zachwycać urodą. Można mieć 27, wyglądać na 17... i co z tego :/

Ostatnio obserwowałam w tramwaju przepiękną kobitę, ewidentnie mocno po 65., ale nie mogłam gał z zachwytu oderwać. Siwiuteńkie długie włosy, proporcjonalna sylwetka, pogodny wyraz oczu i figlarny uśmiech (rozmawiała z koleżanką), taka trochę boho-elegancja, energiczny sposób poruszania się. No po prostu balsam na oczy i inspiracja <3

A zatem:

- mus pilnować strumienia świadomości i chronić go przed toksynami wszelakimi

- trza zwlec zimowy zad sprzed ołtarza z netflixem i wrócić do treningów!!!

- wierzę w strategiczną pielęgnację, ale powoli zaczynam interesować się bardziej profesjonalnymi zabiegami na japę

- nawadnianie, nawadnianie i jeszcze raz nawadnianie

- nie popłynąć na źle pojętej "wygodzie" i lenistwie w zakresie stajla, wysilić się czasem trochę

Ejmen!

* Photo by Jason Leung on Unsplash

1 komentarz:

  1. A zatem wszystkiego najlepszego!

    O boże, znam identyczny przykład kobity "myyśluncej", że wygląda na mniej niż ma. Otóż owa w/w ma nadwagę, ale dzięki temu ma "łagodne, kobiece rysy twarzy, pełne policzki i nie ma zmarszczek". Teściowa moja taka dumna z siebie. A szambo polało się gdy jej "przyjaciółka" (równie ciekawy co toksyczny układ) schudła i teściówka skomentowała jak to źle koleżanka wygląda teraz, policzki zapadnięte, zmarszczki wyszły". Co z tego, że decyzja o zmniejszeniu wagi była podyktowana złymi wynikami badań. A moja "kochana" nie schudnie "bo te diety to drogie rzeczy". Mhm dlatego dalej codziennie na komódce goszczą słodycze i króluje smażenina. Nie dociera nic. Szkoda czasu, ocknie się w szpitalu. Może.

    PS. Wyglądasz bosko :-)

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger