21:43

Co by Toyad powiedział młodszej sobie?


Elo!

Jak w tytule :) Lecim!

1.) Twój czas, uwaga i energia to Twój absolutnie największy kapitał. Inwestuj go mądrze i baaardzo selektywnie.

Jak się jest bardzo młodym, to wydaje się człekowi, że ma w zanadrzu dłuuugą wieczność i 9 żyć, jak kot. Toteż mitręży radośnie czas i atencję na pierdołach, roztrząsa romanse celebryckie, scrolluje jakieś głupawe obrazki, zadręcza się byle badziewiem, angażuje się w gównoburze.

Poirytował Cię jakiś random w zbiorkomie? Stara, dobra zasada - jeśli coś nie będzie miało znaczenia za pół roku, nie jest dzisiaj warte Twoich nerwów.

2.) Otaczaj się ludźmi, którzy wnoszą coś dobrego i cennego do Twojego życia. Ludzie, z którymi spędzamy najwięcej czasu, mają na nas najwięjkszy wpływ - uważaj, z kim przestajesz.

Jeśli ktoś nie poprawia Twego bytu w jakikolwiek sposób, to znaczy, że go pogarsza. Brak progresu to regres. Niestety, jako młoda siksa miałam zapędy mesjańskie - ciągnęło mnie do ludzi "z problemami", pseudoartystycznych udręczonych "poetów przeklętych" ze zrytym deklem, zblazowanych defetystów bez planów i ambicji. Dzisiaj widzę ten mroczny okres w swojej młodości jako totalną stratę czasu, na szczęście w porę się ogarnęłam i wymiksowałam. Wtedy moje życie ruszyło z kopyta, a tamta ekipa? W większości nadal kisi się w tym samym dołku z gówienkiem, co X lat temu i wiesza psy na tych, co zlali tak "zacne" towarzystwo i zrobili coś ze sobą. Oh well. Bless yo hearts.

3.) Nie bój się snuć zamaszystych wizji :)

'Shoot for the moon. Even if you miss, you'll land among the stars.' -
Norman Vincent Peale.

To jest tak bardzo prawdziwe... Marzenia się spełniają - prędzej, czy później. Nawet te "nieprawdopodobne" - uwierzcie mi. Kiedy patrzę na swoje życie z dystansu, widzę mnóstwo niezwykłych splotów wydarzeń, niesamowitych "zbiegów okoliczności", które nagle skokami milowymi przybliżały mnie do czegoś, czego pragnęłam. Więc zamiast marzyć o nowych portkach, nie ograniczajta się - im większy rozmach Waszej wizji, tym więcej z tego osiągniecie. Wiem, co mówię. Miejcie jaja, żeby coś CHCIEĆ od życia :)

Gdyby NIC Cię nie ograniczało, jak wyglądało by Twoje idealne życie? Począwszy od tego, w jakiej pościeli śpisz, o której wstajesz, gdzie mieszkasz itp. Wszystko. Im bardziej żywa wizja, tym skuteczniej i prędzej ją wdrożysz.

4.) Nie słuchajcie nikogo, kto Wam pitoli, że życie jest ciężkie, że trza z mozołem nieść swój krzyż/pchać swój wóz, że starość to choroby i ponura jesień egzystencji, blablabla. Erm, nope.

Wielu ludziom zależy na tym, aby inni siedzieli na tyłkach przez cały czas w tym samym miejscu co oni i BROŃBOSZE nie mieli lepiej. To, że oni mają kiepsko im tak nie przeszkadza, dopóki ktoś obok się nie wypuści i nie udowodni, że można lepiej, inaczej. To zmusza do zrewidowania własnych poglądów, może do podjęcia jakiegoś wysiłku, a większość tego nie lubi :)

To, jakie będzie TWOJE życie, zależy wyłącznie od CIEBIE. Uwierz mi, Twoje idealne życie istnieje, out there somewhere... :)

Ostatnio mnie olśniło, że emeryturkę zamierzam spędzić wesoło, np. grzejąc się jak jaszczurka na jakiejś plaży pod palmą, sącząc jakąś ambrozję tudzież trunek. Bo czemu nie? Starość też może być fajna! Byle zdrowie pozwoliło, ale na to mamy całkiem spory wpływ :)

5.) Inspiruj się odpowiednimi ludźmi.

Jeśli gdzieś w Tobie tli się przeczucie, że możesz mieć zajebisty związek, w którym ktoś traktuje Cię z należnym szacunkiem, że możesz zostać tancerką/fotografę/czymkolwiek zechcesz, zarabiać X hajsu, mieszkać na egzotycznej wyspie sącząc kolorowe drinusie, a ktoś z otoczenia mówi ci, że HAHAHA NIGDY Ci się to nie uda, to przede wszystkim - czy ta osoba jest w miejscu, do którego Ty dążysz? Nie? To niech łaskawie zawrze jadaka.

Kiedy byłam w toksycznym związku kilka osób, w realu i wirtualu, próbowało mnie usilnie przekonać, że ŻADEN związek nie jest tak naprawdę udany, że ZAWSZE trzeba się ze sobą użerać, że wina ZAWSZE leży pośrodku, że w ogóle żyję w świecie tęcz i jednorożców jeśli mi się wydaje, że można być, a nie bywać SZCZĘŚLIWYM.

Kto mi takie kocopoły bajdurzył? Zgadnijta. Osoby, które kurczowo tkwią, użerają się i każdego dnia godzą się na smętne badziewie w tej materii. Minęło parę ładnych lat. Nie posłuchałam kocopołów :) I dziś jestem mega, MEGA szczęśliwą żoną mega, MEGA fajnego męża :) Ale! Nie ma szans na dobry związek, jeśli uprzednio nie ma się dobrego związku z samym sobą. Bycie z kimś nie polega na uwieszeniu się na drugiej osobie i na oczekiwaniu, że KTOŚ nada naszemu żywotowi sens, cel i wartość. To wszystko musimy znaleźć pierwej w sobie.

6.) Jeśli wyrosłaś pośród mentalności BRAKU i wiecznego niedoboru, czym prędzej się jej wyzbądź. Zrzuć, jak wąż skórę.

Kiedy jakaś Vlogerina chwali się, że kupiła torebkę np. Celine za ciężkie cebuliony, zastanów się, jak reagujesz. Jeśli zalewa Cię jucha i masz ochotę jej napisać, że jest idiotką, że wydaje tyle hajsu na torebkę i że POWINNA wydać ten hajs na to czy tamto (standardowo ci, co sami nie mają, a tak rwą się do rozporządzania CUDZYMI pieniędzmi proponują rozdanie ich ubogim:))). Jeśli czujesz przemożną chęć napisać zgryźliwy komentarz, że jak ona śmie się przyznawać do szastania hajsem skoro wielu ludzi w tym kraju zarabia najniższą krajową i żyje od pierwszego do pierwszego. Jeśli masz tego typu odruch - ogarnij się. Przede wszystkim, każdy ma święte prawo robić z własnymi pieniędzmi, co mu się żywnie podoba. Nawet zatknąć psu w dupę, jeśli taka jego wola. Po drugie zastanów się, czy RZECZYWIŚCIE Twoja reakcja jest podyktowana autentyczną troską o ubogich, czy aby nie złością i zawiścią, że KTOŚ MA? Nawet, jeśli nie jesteś typem osoby lubującej się w produktach drogich i luksusowych, uszanuj to, że KTOŚ MOŻE SIĘ LUBOWAĆ. I to jest jego święte prawo. Tak samo jak Twoje - do wydawania WŁASNYCH funduszy na cele charytatywne.

Ubolewam nad tym, że wciąż w naszym kraju na dostatek materialny i ludzi dobrze sytuowanych patrzymy spode łba, podejrzliwie. Resentyment w opór... Pakuje się nam od najmłodszych lat, że pieniądze są co najmniej dwuznaczne moralnie, nieczyste. Ze nie dają "szczęścia". Nic nie DAJE szczęścia, bo szczęście jest w nas. Pieniądze natomiast dają sporo wolności, niezależności i spokoju, i są jednym z istotnych narzędzi do spełniania swoich szczytnych, materialnych i niematerialnych celów/marzeń :)

7.)  Dowiedz się kim jesteś i znaj swoją wartość. NIGDY nie "przepraszaj że żyjesz".

Zacznij wychodzić z założenia, że kiedy spotyka Cię coś dobrego/miłego, to nie jest żaden przypadek - po prostu ZASŁUGUJESZ NA TO.

Zacznij się wreszcie kuźwa traktować jak najważniejszą, najdroższą osobę w życiu - bo dokładnie tak jest. I wtedy myk! Zaczniesz generować odpowiedniego wajba. Porządna, zdrowa miłość własna to absolutna podstawa czegokolwiek. Musisz poznać siebie na wskroś i działać w zestrojeniu z własną esencją. Dżiiizzz, brzmię trochę jak Wróżka Zenon, ale musicie mi wybaczyć ;)

Kiedy ktoś mówi Ci komplement, na miłość boską przestań stawać w pąsach, krygować się i tłumaczyć, tylko zwyczajnie podziękuj. Kiedy włazisz do jakiegoś nowego pomieszczenia, zachowuj się, jakbyś była szefową tej miejscówki ;) Itp, itd. Czaicie.

WAŻNE: Jeśli jesteś DDD - Dorosłym Dzieckiem z rodziny Dysfunkcyjnej, proszę, nie zwlekaj z terapią. Różne zeschnięte gówna z dzieciństwa trzeba posprzątać, kody i schematy myślowe rozpracować i zastąpić nowymi, bo inaczej mogą skutecznie blokować i sabotować nasz rozwój w dowolnej dziedzinie. Serio, to ważne.

8.) ZDROWIE. JEST. WAŻNE.

Droga Młodzieży, która mię czyta. Proszę, nie żyjcie na kredyt ze swoim zdrowiem, nie szastajcie nim tylko dlatego, że rówieśnicy mają wywalone. Nie przesadzajcie z alkoholem, rzućcie fajki i inszy syf ;) Zainteresujcie się potencjalnymi zagrożeniami płynącymi ze współżycia bez zabezpieczenia - nie mam na myśli tylko ciąży, ale także paskudztwa przenoszone drogą genitalną - to nie są jakieś strachy na lachy, pechowy typ wirusa HPV może zaowocować rakiem w ciągu kilkunastu lat - nie lekceważcie tego. Jeżeli ta wizja do Was nie przemawia, bo YOLO, to zgooglajcie kłykciny kończyste. Tak, niefrasobliwy goły wsadzik na spontanie może się skończyć hubą w kroczu. Ohyda, w dodatku nie do wyleczenia... bleh.

I dobrze, naprawdę DOBRZE rozważcie za i przeciw antykoncepcji hormonalnej. Ja cholernie żałuję, że jako młoda siksa sięgnęłam po to dziadostwo :/ Bo koleżanki łykały i "nic im nie było". Tiaa. Pamiętajcie, że ewentualne skutki uboczne będą dotyczyć WAS, a nie koleżanek czy chłopa, który entuzjastycznie optuje za tą metodą. Just sayin'. :)

9.) STRZEŻ SIĘ ZŁOTOUSTYCH. Nie daj sobie nawinąć makaronu na uszy. CZYNY/DZIAŁANIA/ZACHOWANIA SĄ WYMOWNIEJSZE NIŻ SŁOWA.

Relacje to temat rzeka, a psychofagi to cały cholerny śmierdzący Styks, ALE - najważniejsza najważniejszość - większość bab zakochuje się uszami, a resztę sobie dowyobraża - to kardynalny błąd. Wiedz, że istnieją ludzie, którym sumienie i empatia są obce - kameleoni, urodzenie aktorzy i manipulanci, zorientowani na cyniczny wyzysk (materialny, emocjonalny) innych. JEDYNYM najskuteczniejszym czosnkiem na wampiry energetyczne tego typu jest rozliczanie z czynów, a nie czczych deklaracji. Psychopaci i narcyzi są mistrzami TANIEJ GADKI. Romantycznościowego syreniego śpiewu z harfą patosu w dłoni. NIE KUPUJTA TEGO.

10.) PIELĘGNUJ WDZIĘCZNOŚĆ. DOCENIAJ.

Zawsze są powody do bycia wdzięcznym - ciepło w tyłek, słoneczko na jadaku, dobra szamka, miziaste skarpeciochy i perspektywa poczytania dobrej książki. Słuchanie dobrej nuty. Wygodne łóżko, mruczenie kota. Tyle tego przegapiamy codziennie! Doceniaj ludzi, których kochasz. Codziennie.

Okazuj wdzięczność, kiedy ktoś coś dla Ciebie dobrego zrobi - proste "dziękuję" jest bardzo niedocenianym słowem.

 Jak sobie coś przypomnę, to dopiszę :) Chciałabym w tym miejscu podziękować za to, że czytacie moje wypociny, za Wasze ciepłe słowa i zachęcanie mnie do dalszego pisania :)

Zadanie domowe - gdyby nie ograniczały Was finanse ani nic innego, gdyby nie było opcji "nie uda się" - co by było w czołówce rzeczy do zrobienia/osiągnięcia?

*

3 komentarze:

  1. Och gdybym mogła to przeczytać tak z 12 lat temu :-) Punkt po punkcie przyswoić, uniknąć związku z psychofagiem i dać szansę tamtemu cichemu, spokojnemu chłopakowi. Na szczęście instynkt samozachowawczy wygrał (po 5 latach, a nie np.50!) i finalnie jestem dziś szczęśliwą żoną tego drugiego. Świetne przesłanie, warto odświeżać póki nie wryje się jako swoisty dekalog w łepetyne, a i na pewno podeślę młodszym koleżankom, może którąś zainspiruje bardziej niż kolejne tutu mejkapowe z yt :-)
    Praca domowa brzmi ciekawie :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo mądry Toyad pod trzydziestkę się zrobił dopiero, a co wcześniej ponawyrozrabiał, to jego... ehh. No cóż, przynajmniej jesteśmy bogatsze o cenne lekcje :) Plus masz rację, że lepiej zmarnować 5 lat, niż 50. P.S. Moja historia jest bardzo podobna do Twojej :)

      Usuń
  2. Przede wszystkim pierwszą radę wzięłam sobie głęboko do serducha ! I ja dodałabym od siebie: ŚMIELEJ I BARDZIEJ STANOWCZO DZIEWCZYNO! Dziękuję za garść mądrych słów, bo w każdej z nich choć trochę odnajduję siebie :)

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger