14:26

Miszyn bujny kłak!

Hejka.

Mam obecnie turbo fazę na włosy - uświadomiłam sobie, jak niesamowicie zmarniały w porównaniu do bujnego gąszczu sypkich, niskoporowatych batów z młodości... :(

Obstawiam następujące przyczyny:

- przewlekły stres psychiczny i fizyczny - kilka lat permamentnego haju kortyzolowego spowodowanego tkwieniem w toksycznym związku zrobiło swoje - wymienię "tylko" rozwaloną gospodarkę hormonalną (na szczęście tarczyca wróciła do prawidłowego funkcjonowania bez żadnych leków), bezsenność i nerwicę (spacyfikowana tak w 70%)

- rozjaśnianie włosów od nasady na wiedźmiński blond, który owszem był piękny, ale cebulki skutecznie dojechał (kłaki po farbowaniu wyłaziły garściami)

- być może łysienie androgenowe, bo tatko i dziadzia dość wcześnie postradali włosy na tym tle, ale w sumie nie jestem pewna, planuję odwiedzić trychologa i rozstrzygnąć czy to możebne

- błędy pielęgnacyjne - za dużo suchego szamponu, skalp przywalony martwym naskórkiem, przetłuszczanie się skalpu :<

Ogólnie sytuacja wygląda następująco - obwód kucyka mierzony na mega ścisk to 7 cm, może nie jest tragicznie i nie przejmowałabym się tym, gdybym od zawsze miała liche kłaki, a tak nie jest - za dziecka miałam długaśne grubaśne warkocze, struktura włosów zmieniła się na przestrzeni lat - ścieniały, zaczęły się dziwnie kręcić i puszyć, ale najbardziej mnie martwią prześwity na czubku i przedziałek, który rozjechał się niczym mojżeszowe Morze Czerwone :/

Wzięłam się ostro za dogłębny research i wertowanie artykułów, blogasków i forów. Plan przywrócenia choć części włosowej świetności zaczęłam od:

- rozwodu z drogeryjnym suchym szamponem, może sporadycznie będę używać skrobii ryżowej

- żłopania 1-2x dziennie skrzypokrzywy gotowanej z ekobio zielska

- żłopania drożdży, bo żadne dropsy typu b complex nie uzupełniają mi tak pięknie witaminów z grupy B

- śnia w postaci owsianki na "mleku" roślinnym bez cukru, z dodatkiem świeżo zmielonego lnu i maki

- wcierania w skalp olejku rycynowego na 1-2 h przed myciem, nie dłużej, żeby nie "podduszać" mieszków

- codziennego energicznego szczotkowania "dzikiem" skalpu, aż do zaróżowienia, łbem w dół

- przerzucenia się na mycie szamponem Vichy Dercos na zmianę z jakimś delikatnym myjadłem typu BDFM

- jak sobie przypomnę to leci wciereczka typu Jantar albo Rzepa

- na razie żadnych supli poza wit. D i K2, skończyłam dwa opakowania Vitapilu i szczerze, szału nie ma... wolę ziółka i drożdże

Na efekty będę cierpliwie czekać, pewnie 3-6-9-12 miesięcy. Ale już teraz po paru tygodniach zauważyłam, że zamiast przygnębiającego kłębka sierści przy myciu i kolejnego przy suszeniu wypada mi max. 20 włosów, a raz znalazłam tylko 4! Nie wiem, "czyja" to zasługa, ale podejrzewam skrzyporzywę i drożdże, a także olejek rycynowy przed myciem. Szampon Vichy raczej nie zdziałałby magii po paru użyciach...

To sprawia, że jestem dość dobrej myśli :)

Odnośnie kondycji włosów na długościach w sumie nie mam zastrzeżeń - w czerwcu podcinane były metodą Thermocut i DO DZISIAJ(!!!) nie mam ani jednej rozdwojonej końcówki... Przyznaję, że najpierw skwitowałam ten "wynalazek" wgardliwym uśmieszkiem, ale jestem w szoku, bo zazwyczaj końcówki były moją zmorą - były szorstkie i strzępiły się już dwa tygodnie po podcięciu, a teraz nic, zero, gładziutkie i lśniące.
Jakby coś, to polecam w Krakowie p. Klaudię Daniels z Avant Apres - pierwsza fryzjerka, która na info że zapuszczam, obcięła mi MNIEJ niż chciałam - pozwoliłam na 2-3 cm, Klaudia ciachnęła 0,5-1 cm i to absolutnie wystarczyło, żeby włosy prezentowały się zdrowo i ładnie (myślałam, że są zniszczone tak ok. 7 cm od dołu, a okazało się, że wcale nie było potrzeby aż tyle z długości rypać). Więc Thermocut to teraz moje objawienie i nie mam już zamiaru podcinać włosów inaczej, niż gorącymi nożyczkami. Dzięki temu porządnie przybyło mi włosów na długości <3

Jeśli nie macie cebulionów na fancy Thermocut, możecie przygrażynić i spróbować samodzielnie pokombinować z ogrzaniem nożyczek (ostrych, fryzjerskich) np. gorącym podmuchem suszarki (wrzątek może stępić ostrza) i przyciąć kłaki na mokro. Polecam rękami i nogami, zresztą dla niedowiarków - możecie zgooglać blogaski z fociami końcówek w powiększeniu po takim czystym cięciu - są idealnie gładkie i wyglądają jak makaron spaghetti. Miodzio.

Postaram się dorzucić tutaj foty poglądowe moich kłaków, będzie dowód naoczny, jak się sprawy mają.

Tymczasem pozdro!

Edit: Pomóżdżyłam, pomóżdżyłam aż dym z uszu szedł... i wyszło mi, że prześwity mam NIE na czubie jak w andro, a nad uszami i na "rogach" głowy - dokładnie w miejscach, w których pryskany był suchy szampon Batiste lub wcierana skrobia ryżowa... I po riserczu w zagramanicznych internetach wyszło mi, że suchy szampon używany regularnie powoduje łysienie! Dżizaskrajst. A ja ostatnio dziada Batiste używałam mega często i to zaraz po myciu głowy, żeby była "dłużej świeża"... :/

Oczywiście poszedł do dolnej szuflady komody, bo nie wykluczam użycia go raz na dwa miesiące idąc na imprezę (ehh ta objętość!), ale z codziennej rutyny stanowczo OUT! Uff. Zobaczymy, jak moje hery zareagują na tę zmianę. Po dwóch tygodniach skrzypokrzywy i drożdży już widzę radosne antenki, głównie na zakolach.



4 komentarze:

  1. Ostatnio obiło mi się o uszy że właśnie suche szampony przyczyniają się do łysienia i zaczyna się powoli nagonka na nie. Polecam Ci zrobić peeling cukrowy skalpu aby oczyścić skórę i na pewno wszystkie wcierki będą lepiej działać .Mam wrażenie że w sieci wlosomaniactwo niestety powoli umiera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz. Rzeczywiście, dałam się złapać na boom na suchy szampon, a relatywnie mało się mówi o jego nieciekawych konsekwencjach. Może na ultra zdrowych mocnych włosach nie poczyni szkód, ale przy cieniasach z tendencją do wypadania lepiej uważać... Na anglojęzycznych forach i jutubach jest stanowczo więcej krytyki względem suchego szamponu właśnie w kontekście powodowania prześwitów i rozregulowywania pracy gruczołów łojowych, przyduszania mieszków. Tak na zdrowy rozum, ma to sens.

      Peelingi wdrożyłam i mam wrażenie, że jest o niebo lepiej :)

      Co do włosomaniactwa to faktycznie, najwięcej informacji o łysieiu znalazłam na nieaktywnych blogach :( Mam nadzieję, że właścicielki jeszcze mają włosy, tylko nie mają weny/czasu na pisanie :/

      Usuń
  2. Opowiem jak rzecz ma się u mnie:Niestety muszę przyjmować stale lek immunosupresyjny niestety szkodzący bardzo.Zawsze miałam gładkie jak tafla jeziora błyszczące włosy niestety na początku roku musiałam skrócić o połowę bo i połowa mi wypadła więc na długości były liche jak pajęczyna.Teraz rzecz sie ma znacznie lepiej włosy mi przestały wypadać po spirulinie i dzięki niej mam mnóstwo małych antenek a także dłuższych ,włosy są coraz to bardziej gęste i powoli odzyskuję swoją długość.Myję szamponem Isana med ale rozcieńczonym i zawsze nakładam odżywkę.Życze powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, dzięki za komentarz. Właśnie kminiłam nad spiruliną i chlorellą tytułem suplementacji. Też mi się włosy "spajęczyniły", w ogóle na mojej głowie są teraz grubaśne fajne włosy i te pajęczynowe - wymieszane. Nie wiem, czy te grubaśne to resztka tych jakościowych, czy może jakaś jaskółka nadziei na poprawę... Będę meldować o postępach :)

      Usuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger