12:11

Podsum październikowej akcji ratującej kłaki.

Mały podsum pierwszego etapu mojej zmasowanej akcji prowłosowej. Plus garść rozkminów.
Poniżej wszystko, co stosowałam/stosuję od października.
Regularnie:
- skrzypokrzywa

- drożdże
- olejek rycynowy na godzinkę lub dwie przed myciem
- lepszość szampony (Sylveco z betuliną, Hipp dla dzieci, Vichy Dercos, Uzdrowiskowy Dr Duda) 
- dropsy z palmą sabałową i cynkiem (wdrożone dopiero w połowie miesiąca, ale nie wiem, czy nie lepiej będzie je stosować z olejkiem bezpośrednio na skalp)
- picie Turmeric Latte, czyli napoju z kurkumą, imbirem, cynamonem i odrobiną pieprzu na bazie ‘mleka’ roślinnego
Ponadto:
- suchy szampon poszedł w odstawkę totalnie

- peeling skalpu raz na tydzień (kawa/cukier)

- nie ściąganie kłaków w ciasny kitek (ehh, a tak lubię chaotyczne koczki na czubie) – zauważyłam, że bolą mnie później wieczorem cwible włosowe :/
Z doskoku:
- jakieś wcierczyny, np. Jantar, Rzepa, ampuły Placenta, ziołowe serum na porost Agafii, kozieradka
- żel aloesowy Holika Holika – pięknie koi skalpik po peelingu, nie nasila przetłuszczania
- napar z wierzbownicy drobnokwiatowej
Uwagi:
- po odstawieniu suchego szamponu skalp mi ześwirował na ok. tydzień – po paru godzinach od umycia miałam już mega przyklap przez nasiloną produkcję smalcu, szlag mnie trafiał, ale wytrzymałam i sytuacja się unormowała 
- skalp jest teraz jasny i czysty, bez oznak łupieżu i podrażnień :)
- łojotok zelżał, mogę spokojnie umyć włosy popołudniu, iść spać i rano wstać z czystymi i puszystymi kłakami – zaczynają się lekko naleśnikować dopiero pod wieczór po szczotkowaniu gęstym dzikiem, ale wcześniej bez wspomagania skrobią ryżową czy Batistem to było nie do pomyślenia – rano już miałam kluchy u nasady…
- wysyp bejbiherów – już po dwóch tygodniach namiętnego żłopania naparu z suszu skrzypokrzywy oraz kuracji drożdżowej w okolicach przedziałka oraz na calutkiej powierzchni głowy zaroiło się od wesołych antenek! Jestem 100% przekonana, że to dzięki skrzypokrzywie i/lub drożdżom oraz ewentualnie odstawieniu suchego szamponu, bo wtedy nic innego jeszcze nie stosowałam, a startowałam z przewlekle ZEROWĄ ilością jakichkolwiek bejbików :/
- ilość wypadających kłaków – zależnie od dnia, ostatnio ok.15-60 sztuk, zazwyczaj przy okazji olejowania-mycia-suszenia-czesania, nie ma jakiegoś dramatu chyba… mam wrażenie, że jeszcze parę miesięcy temu było znacznie gorzej
* będąc ostatnio u rodziców w domu, umyłam kłaki jak zwykle nad wanną i po raz pierwszy moja mama nie darła się na mnie żebym odetkała odpływ :D więc coś jest na rzeczy z tym mniejszym wypadaniem :) Jak farbowałam na wiedźmiński blond, co mycie wyciągałam garść kudłów z odpływu... Dziwne, ale wtedy bardziej skupiałam się na jakości samych włosów, niż na ich ilości… :/
- mam wrażenie, że mój przedziałek zaczyna się już baaardzo delikatnie zagęszczać – oczywiście jeszcze dobrych parę miesięcy upłynie, zanim różnica będzie naprawdę zauważalna, bo bejbiczki są na razie delikatne i króciutkie, ale jednak cieszę się, że w ogóle są i wkrótce zasilą szeregi fryzury 
- odnotowałam, że NIGDY nie wypadają mi włosy inne, niż te najdłuższe, zupełnie dorosłe łodygi – a przy androgenówce ponoć bejbiki lecą tak samo chętnie jak „stare” kłaki – nie wiem, czy to ma znaczenie...? ale jestem pewna, że moje bejbiszony mocno trzymią się łba i bynajmniej nie są „rachityczne”, ani nie są żadnymi włosami meszkowymi…
- niecałe dwa miechy temu miałam problem z nerkami, zlądawałam w szpitalu i przelano przeze mnie multum chemikaliów i antybiotyków w kroplówkach – przypuszczam, że to też dołożyło swoje trzy grosze do przerzedzeń, bo widziałam kiedyś po włosach mojej córki, jak antybiotyk rujnuje włosy :/
- oczywiście planuję wybrać się do trychologa i zamierzam wykonać wszystkie niezbędne badania, ale to już na spokojnie – nawet, jeśli wyjdzie mi AGA (łysienie androgenowe), to cóż, będę dzielnie walczyć, ale na razie cieszę się, że włosy tak pozytywnie zareagowały na podjęte przeze mnie domowe sposoby reanimacji
- dostałam istnej świrówki włosowej, mam obsesję zaglądania babom w przedziałki jadąc zbiorkomem… :/ Co zaobserwowałam? Że nawet młode śliczne dziewczęta <20 miewają dość szerokie przedziałki, a włosy o dziwo całkiem ładne, albo – przedziałek jak niteczka, a włosy na długościach lichutkie… ciekawa sprawa! 
- śledząc blogi, filmiki i fora o łysieniu androgenowym, stwierdzam, że z moim przedziałkiem nie jest tak najgorzej – po prostu jest trochę poszerzony, ale jednak nie mam jeszcze ewidentnych prześwitów ani „gniazda” na szczycie głowy… przedziałek wygląda gorzej dopiero w mojej ostrej lampie typu ring albo w łazience, gdzie światło wali mi wprost na glacę… tak czy siak, może to być pierwsze stadium AGA, albo telogenu hormonozależnego, więc nie ma co się jarać, diagnostyka musi zostać przeprowadzona enyłej.
- szkoda, że człowiek kilkanaście lat temu nie miał tego rozumu co teraz…  w życiu nie zdecydowałabym się na tabletki antykoncepcyjne, no ale cóż… na szczęście nie zażywałam ich jakoś długo… najbardziej przerażające jest to, że kiedy powiesz, że zażywasz tabsy z palmą sabałową które są sprzedawane jako supel na prostatę to oooeeeesuuuuu - laaarmmoooo, że ci wąsy urosną, ale te same laseczki bez mrugnięcia oczkiem łykają ciężkie hormonidła jak dropsy i wcierają loxon 5% bez potwierdzonej diagnozy AGA, ot, „dla wzmocnienia włosków” -  SERIO… swoją drogą, przeraża mnie też, z jaką lekkością lekarze przepisują Alpicorty i ciężką artylerię, nawet nie rzuciwszy gałką na skalp pacjenta
- mam ograniczone zaufanie do lekarzy, uważam, że wielu z nich minęło się z powołaniem i wybrało niewłaściwy zawód – i moja postawa niestety jest mocno ugruntowana we własnym doświadczeniu :/ Oczywiście mam świadomość chwalebnych wyjątków! Kiedy byłam w szpitalu z nerkami, byłam przerażona ignorancją, brakiem empatii, znieczulicą i niekompetencją personelu. Ale to nic – nie oczekuję cackania się ze mną i czułego głaskania po główce, oczekuję PROFESJONALIZMU. Dopiero jedna jedyna pani ginekolog przeprowadziła wnikliwy wywiad i pokojarzyła fakty, odsyłając mnie PONOWNIE do urologa, który wcześniej „nic nie stwierdził”, a tymczasem zakażenie nerki szalało w najlepsze… sorry za dygresję, w skrócie – nie chapajmy w bezbrzeżnym zaufaniu każdego gunwa od specjalisty, chyba, że danemu specjaliście ufiemy na 100%, ale odrobina zdrowej wnikliwości jeszcze nikogo nie zabiła :)
- osobiście nie mam zamiaru sięgać po hormony, chyba, że będzie to absolutnie konieczne…  ale – to powinna być ostateczność… w sensie: nie, że idziemy do pierwszego lepszego ginekologa i mówimy, słuchaj pan sypią mi się ostatnio kłaki i przetłuszcza japa, dej pan antykoncepty, a gin – ok spoko. Czaicie.
- niestety siedzę trochę „w branży” i mam ponurą świadomość, że niektóre schorzenia opłaca się leczyć, a niekoniecznie wyleczyć… dlatego inteligentni, dociekliwi ludzie osobiście dotknięci daną chorobą czy problemem, często są o wiele wartościowszym źródłem wiedzy niż jakiś obojętny dochtore z łapanki… Bardzo inspiruje mnie tutaj np. Julia Caban i jej niezłomna postawa poszukiwania przyczyn i remediów <3
- czasami coś takiego, jak właśnie przerzedzające się włosy, dają nam mega kopa do wprowadzenia pozytywnych zmian w sposobie życia, odżywianiu, zmuszają do przyjrzenia się źródłom stresu itd. Często najcenniejsze lekcje w życiu nie są zbyt przyjemne, ale niezbędne, żeby się opamiętać i ogarnąć.
- zanim ktoś mnie tu zruga – tak, mam świadomość, że łysienie androgenowe to poważna sprawa i trzeba je LECZYĆ ciężką medyczną artylerią – pełna zgoda, ale jednak funkcjonujemy jako skomplikowana całość i warto uzupełniać standardowe leczenie dbałością o równowagę we wszystkich elementach układanki
Plany:
- kolejna wizyta u kolejnego endokrynologa, niech rzuci gałką na moje lekko podwyższone TSH i rozstrzygnie, czy coś z tym robimy, czy dalej obserwować... (zalecenie dwóch poprzednich - ale gdzieś czytałam, że wdrożenie leczenia subklinicznej niedoczynności odpowiednio wcześnie jest korzytniejsze niż czekanie na rozhulanie się choroby)
- kontynuowanie tego, co działa, czyli ziółek, drożdży, olejowania
- wprowadzenie indyjskich olejów do pielęgnacji – sesa, khadi, bhringhraj (nie mogę się zdecydować od którego zacząć)
- zmuszenie się do regularnego picia wierzbownicy i wcierania kozieradki :)
- kontynuowanie picia kurkumy z piperyną oraz imbiru!!! super się po nich czuję
- powrót do częstego użytkowania wyciskarki wolnoobrotowej do soków! <3
- higiena fizyczna i psychiczna (truizm, no ale…)
- rozważam porzucenie kawy :( lub chociaż ograniczenie się do jednej dziennie…
- diagnostyka laboratoryjna + trycholog ?
- kolagen, astaksantyna hawajska
- chlorella & spirulina, może jakieś inne ciekawe suple wpadną
- nie zaszkodzi odrobaczanko ziołowe i odgrzybianko :D po cholerę pasożyty i candida mają mnie okradać z tych wartościowych substancji, które teraz futruję na potęgę! 

Jak ktoś coś w temacie łysienia, to proszę komciać <3
 :)





Kłaczyska stan wyjściowy - w "kłębie" jest ich niby całkiem sporo... Tutaj widać, że końcówki wycieniowanych pasm z góry błagają o okład z nożyczek... :/ za parę tygodni mam wizytę u p. Klaudii Daniels, poproszę żeby je odświeżyła (w czerwcu podcinany był wyłącznie dół metodą thermocut). Chcę zejść z cieniowania i zapuszczam grzywkę, choć... wiem, że grzywka elegancko rozwiązuje problem szerokiego przedziałka :P Dlatego od grzywki nie odżegnuję się całkowicie, od cieniowania - tak, bo z równym dywanem na grzbiecie łacniej kontrolować stan i objętość włosów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger